 |
|
Siatka. Znów pojawił się On. Wysoki brunet o ciemnych oczach. Tym razem wpatrywali się w siebie. Co chwila puszczali oczko. Tak słodko powiedział jej na koniec: Cześć, do czwartku. Nie mogła zapomnieć o jego uśmiechu. O poczuciu humoru. O tym, że się na nią patrzył. Po raz kolejny wlazł jej do głowy. Po raz kolejny pokazał, że nie jest mu ciałkiem obojętna. Po raz kolejny spowodował, że do czwartku będzie czekała z niecierpliwością... A wszystko przez jego uśmiech i te fajne, brązowe ślepia .... mmmm.... /s.z.w
|
|
 |
|
Kiedyś sobie pójdę i nie zdziwcie się jeśli nie wróce.
|
|
 |
|
chuj że bym dostała po ryju.. WISEŁKA ! < 3 | szyszuniaa
|
|
 |
|
irytujące staje się już to, że jesteś dostępnym w każdym moim śnie. kiedyś bywałeś tylko w jego tle, teraz jesteś postacią pierwszoplanową. w moim śnie odgrywasz jak dla mnie bardzo fajną, pozytywną rolę, ale te ukłucie w sercu i uczucie zawiedzenia, codziennie rano gdy muszę się obudzić, staje się już nieprzyjemne. | nessuno
|
|
 |
|
nie ma to jak mój kochany 'braciszek', który jak się dowiedział co planuję zrobić we wtorek w Bonarce, stwierdził, że on da mi tą czapkę i szalik, ale on pojedzie busem i będzie mnie pilnował albo wyśle jakiegoś kolegę, żeby nade mną czuwał. nie ma co spoko jak się o mnie boi, głupek! | szyszuniaa
|
|
 |
|
" ej ale wiecie? kurde idę sobie dzisiaj po Kamę nie? i nagle przede mną bmw czarne jedzie i zakręca a nim chyba 2 facetów było. ja kurwa nie wiem czy iść, czy biec, czy się cofać, ale chuj zwolniłam. a oni zakręcili i pojechali" - moja dzisiejsza rozkmina, haha. | szyszuniaa
|
|
 |
|
dzisiaj - jeden z najzajebistszych dni w moim życiu! ;-* | szyszuniaa
|
|
 |
|
Stała na dworze. Przemoknięta. W rękach trzymała pluszowego misia. Nagle pojawił się On. Przyszedł nie wiadomo skąd. Stanął przed nią. Przeszył ją wzrokiem. Czekoladowymi oczami omotał ją całą. Jego proste włosy, sięgające ciut za ucho były przylepione do twarzy. Stał przed nią. Z góry lały się na nich strugi deszczu. Chłopak popatrzył na misia. -On zawsze był ze mną. Kiedy ty raniłeś. - usłyszał od niej. Wyrwał jej misia i wyrzucił w kałużę. -Nie będzie ci już potrzebny- odpowiedział. Nachylił się nad nią. Chciała uciec. Nie miała szans. On był wyższy i silniejszy. Objął ją w pasie, odchylił jej twarzyczkę do tyłu i zaczął całować. Całował tak namiętnie. Robił to stanowczo acz delikatnie. A ona wyglądała w jego ramionach jak laleczka z porcelany. Taka krucha, niewinna, słaba. Ale co najdziwniejsze szczęśliwa. Starszy chłopiec sprawiał, że w jej smutnych oczach pojawiały się iskry szczęścia. Przy nim czuła się bezpieczna. Taka mała szczęśliwa porcelanowa laleczka. / s.z.w
|
|
 |
|
Pomagam wszystkim wkoło, daje rady, jakich pierdolony psycholog by nie wymyślił, a sama nie potrafię ogarnąć syfu, który rozrywa mnie od środka. Nie radzę sobie z jego uśmiechem, kiedy na mnie patrzy. Nie radzę sobie z ciszą, z którą mnie zostawia na kolejne tygodnie. Nie radzę sobie z drżącymi dłońmi przy odpalaniu papierosa. Mam milion wad, ale potrafię kochać. Potrafię oddać serce, jak nikt, nikomu.
|
|
|
|