 |
|
znowu wraca kolejny koniec świata. czy kiedyś się skończy wieczne umieranie?
|
|
 |
|
Gdy pomyślę o Tobie, ulatują te wszystkie rozsądki i mądrości, wypełnia mnie pragnienie, bezczelny uśmiech, wzrok który rozbiera Twoje ciało i myśli. Jasność umysłu zwycięża mrok abym mógł, sprawiać Ci radość w blasku świec. Na ołtarzu rozkoszy, spalamy ofiarę z żądzy i westchnień. A potem tlimy się w objęciach między jawą a snem próbując powstrzymać kolejny dzień.
|
|
 |
|
Nie czas na miłość czy nie ma czasu by zwlekać kochać? Kończy się świat jaki znaliśmy, zapomnimy o luksusach gdy poczujemy głód, przestaniemy tańczyć gdy nie będzie można mówić swobodnie. Gdy wszędzie zobaczysz nienawiść, broń miłości przed wiatrami chaosu.
|
|
 |
|
Z miłości chciałaś zrobić wszystko tylko zapomniałaś zrobić tego czego bym chciał.
|
|
 |
|
Czuję to a inni to widzą, jakąś niewidoczna ręka przyciska mnie do ziemi abym nie stanął, abym nie oderwał się ponad. Udaję, że potrafię tak żyć, gdy cięgle dręczy mnie ten ciężar. Potrafić wszystko a nie móc nic. Ktoś tego chciał czy to ciąg przypadków uderzył właśnie tu. Zmagam się i przestaję, fala siły pod dłonią Boga, w rytmie nadziei. Zamknę dziś oczy wierząc a wstanę jaki? Przegrany, przegrywam gdy walcze i gdy ulegnę, nieszczęsny proch.
|
|
 |
|
Lubię to miejsce gdzie dzień umarł a jeszcze nie przystąpiłem do resetu by rozpocząć kolejny. Uciekam wtedy w miejsca, w których nawet deszcz nie zmywa radości, zabieram tam Ciebie i śmieje się w poduszkę z naszych żartów, albo z twojego uśmiechu. W sumie nie wiem przez co bardziej nie mogę przestać się tak cieszyć. Lubię zasnąć razem z Tobą zanim zdążę wrócić do rzeczywistości i poczuć coś tak odmiennego. Już odkładam telefon, już idę...
|
|
 |
|
Macki demonów dosięgnęły mnie zza granic, których miałem nie przekraczać. Kiedy już stałem okazało się, że tylko na chwilę wyskoczyłem z odmętów grzechu. Poraniona duma, połamane trudy. Jednak wciąż wierzę, ciągle widzę blask, nie poddam się. Spojrzę w oczy i zobaczę dumę, uśmiechnę się i zobaczę prawdę, jestem kim chcę na przekór światu.
|
|
 |
|
Zakochanie to taki czas kiedy nie wiadomo czy bardziej oszukujemy się wzajemnie czy samych siebie. A potem gdy odpadają maski gdy zdejmujemy różowe okulary musimy nauczyć się żyć z prawdą. Albo nie...
|
|
 |
|
w zasadzie w tym momencie to jedyne czego pragnę to umrzeć w końcu. j[
|
|
 |
|
Czy jesteśmy tak bardzo inni, czy mówimy innym językiem, a może tak samo uparci. Gdzieś między kłótniami wyszły piękne chwilę i uczucia. Gdzieś w nas powstały żywopłoty pretensji, podlewane gniewem i oczekiwaniami. Nie widać zza nich uśmiechów, nie słychać czułych słów, nie ma dotyków, które coś znaczą. Idziemy wzdłuż tej bariery w przepaść gdzie żal ukoi cisza. Ciołbym te chwasty, wyrywał, skakał gdybym tylko wiedział, że znowu nie czeka na mnie nóż prosto w pierś. Posłucham więc muzyki i spróbuję wyobrazić sobie, że żyli długo i szczęśliwie.
|
|
 |
|
Tyle wygranych niknie pośród porażek, siły, które pomogły mi przemierzyć tyle trudnych szlaków, rozpływają się po uderzeniu jednego błędu, radość zwycięstwa ucieszona konsekwencjami wcześniejszych gnuśnych lat. Za późno aby się poddać i wracać do tamtego bagna, za wcześnie aby być szczęśliwy. Łatwiej pozbyć się trucizny z ciała niż z życia.
|
|
 |
|
Myślałem, że kiedy już będę robił wszystko jak trzeba, wygram walkę z ze swoimi demonami, otworzy się przede mną ścieżka światłości, uniesie mnie wiatr błogosławieństwa, tymczasem grzęznę w bagnie, każdy krok to walka. Może kiedy ruszasz w dobrą stronę dopiero czuć opór prądów tego świata. Może zamiast Boskich wiatrów w żaglach, lepszy jest ciężar, który buduje naszą siłę i wytrwałość. Gdy już nie chcę się odurzać jedyną ulgą pozostaje nadzieja.
|
|
|
|