 |
|
Ja tylko chcę być komuś potrzebny.
Potrzebuję tego, żeby ktoś nie mógł się beze mnie obejść.
Potrzebuję kogoś, kto zje cały mój wolny czas, moje ego, moją uwagę. Kogoś, kto będzie ode mnie uzależniony. Obopólnego uzależnienia.
|
|
 |
|
brakuje mi tego. brakuje mi tych rozmów, brakuje mi naszego głupiego ”
gadania, brakuje mi Ciebie. rozumiesz?
|
|
 |
|
codzienność bywa trudna do zniesienia.
|
|
 |
|
Może i jestem słaba, może i łatwo mnie zranić, może i za bardzo się przywiązuje, może i tak, ale jak każdy mam talent do niszczenia, potrafię zepsuć wszystko co wpadnie mi w ręce, perfekcyjnie i do końca zniszczyć wszystko czym się zajmuje, więc wiesz, mogę zepsuć też Ciebie, mogę uszkodzić najczulsze punkty i zniszczyć Cię tak, że zapomnisz kim naprawdę jesteś. Mogę.
|
|
 |
|
mam tylko jedną prośbę, kiedy będziesz gasł wewnętrznie bez mojego serca, wypuść dym z płuc w kierunku północy, być może chociaż jeden buch doleci do moich samotnych łopatek i otuli mnie tak czule jeszcze raz ich upadające oblicze. zawsze będę tęskniła, za słowami i obietnicami, za pocałunkiem w czoło i za zwykłym cześć. nigdy nie czułam uderzenia ciepła, które do dziś spotyka mnie codziennie, wszystko pachnie tobą a każda rzecz jest blisko spokrewniona z czynnościami kochanków. coś ściska moje serce gdy odchodzisz, mam w głowie twoje rozmarzone oczy i uśmiechniętą buzię. obiecaj, że mimo odległości nie zapomniesz o mnie i będziesz wiedział, że kilometry stąd ktoś czeka tylko na Ciebie i musisz wrócić, gdy zrobisz co masz do zrobienia. teraz wystarczy tylko, że mnie przytulisz i powiesz " będzie dobrze ", ja tęsknię.
|
|
 |
|
czuję jego resztki wszędzie w każdym milimetrze ciała i pokoju, czuję go w powietrzu. nigdy nie zgasnę i nie pozwolę ci odejść, ty tu zostaniesz, wiesz dlaczego ? bo jesteś mną, jesteśmy nierozłączni, bo ja i ty to my a bez siebie jesteśmy... nikim. pęka serce, pęka umysł i ręce nie niosą już ciężaru. ciągniesz za sobą szatę wspomnień i cierpień, zabieram ją. teraz jest dziś, nie ma wczoraj, jutro dopiero będzie. tylko ja jestem w stanie zmienić siebie i to co czuję, więc wstaję, otrzepuję się i idę, by zbierać kolejne doświadczenia, łzy i uśmiechy do grawerowanej kolekcji porcelanowych emocji. [CZ3]
|
|
 |
|
teraz wstaję i siadam ponownie, bo grawitacja bólu zabiera mi całą energię, która miała być przeznaczona na kolejne sztuczne uśmiechy następnych dni. zawsze tak jest, gdy żegnasz się i odchodzisz, choć tak proszę być został jeszcze przez minutę. wiem, że musisz i masz swoje obowiązki, jak każdy. zostaję sam na sam z moim własnym cichym ja, które jak nigdy wyrywa się o zabranie głosu, ono tęskni i pragnie twojego zapachu i głosu. [CZ2]
|
|
 |
|
słyszę go, jak spada w dół i szuka głuchego dźwięku drżącej obrączki, poświęca Ci każdą chwilę i każdą myśl, by zawirować jeszcze raz w tym kręgu niepowodzeń i złudnych nadziei. wiem, że boli i nie chcesz oddychać kiedy tak mocno brakuje miłości, kiedy brak słów by opisać jak przyjaciele gasną w blasku problemów. lecz jest kilka pochodni na czarnym niebie, które nigdy nie pozwolą Ci się wypalić. pamiętaj, że jest ktoś kto oświeci Ci drogę poprzez pasmo ciernistych chodników i marmurowych pastwisk. jesteśmy smutni, kiedy droga jest daleka i nie czujemy się dobrze, kiedy czas tak niemiłosiernie się dłuży. ale czuję twój oddech na karku, jak przeszywa moje skronie z taką czułością, że drażni moje zmysły, ale dzisiejszy stan kiedy budzę się nie znając dnia tygodnia i nie rozumiem co się dzieje. na poduszce ślady jeszcze wczorajszego makijażu i porozrzucane po pokoju tabletki nasenne. [CZ1]
|
|
 |
|
Chyba właśnie oszalałam po raz trzeci.
|
|
 |
|
Jeśli nawet Ty zawiedziesz, to jedynym co mi pozostanie, będzie śmierć.
|
|
 |
|
łzy kobiety, powinny być dla Ciebie największą porażką, brzemieniem, które będziesz dźwigał już zawsze. ja nigdy nie zapomnę żadnych naszych sprzeczek i zbyt bolesnych chwil, są ze mną jak znamię, możesz zabrać ból i przywrócić moje zagubione słońce, to wszystko co było a nie ma. bądźmy, proszę. [CZ2]
|
|
 |
|
zimny murek to jedyne oparcie, które chroni Cię przed upadkiem. grawitacja w tym momencie niemiłosiernie chce otulić twoje zmarznięte ciało i obalić kolejną jednostkę człowieczeństwa. wszystko staje się ciężkie, samoistnie łzy odbijają się od powiek i spadają, a za nimi lecę ja. tak trudno nam razem oddychać, a oddzielnie jesteśmy nikim. tak mocno spowiliśmy się w sobie, tak bardzo Cię pokochałam, tak bardzo przyzwyczaiłam się do twojej obecności, chyba wszystko było za bardzo. zapuchnięte i ciężkie powieki opadały, mróz zjadał słowa i chyba całkowicie zgubiłam się w swojej osobie. chciałam wiele zrobić, złapać za rękę, uspokoić, przytulić i pocałować w czoło, tak mocno być poczuł moją obecność jak nigdy, chciałam żebyś przestał krzyczeć bo zatracamy się w swojej obojętności, byś po prostu był, wiesz ? nic więcej, obecność jest szczęściem, a ty uciekasz od niego i odpychasz je jak najmocniej możesz. [CZ1]
|
|
|
|