 |
Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością.
|
|
 |
Kochasz, potem tracisz miłość, rozpaczasz. Świat kończy się w jeden poranek, a ty potrzebujesz kilkuset kolejnych, aby zrozumieć, że nie straciłaś tak wiele, jak ci się wydawało. Tamten dzień był jak lodowaty prysznic. Trzęsiesz się, masz dreszcze, nie jest przyjemnie. Ale z łazienki wychodzisz oczyszczona.
|
|
 |
Jesteśmy na szczycie, moja droga. Teraz trzeba podjąć decyzję, czy chcemy tu umrzeć z głodu, czy umrzeć spadając.
|
|
 |
Lufa twoich zimnych ust dotyka mojego serca. Chłoniesz ze mnie nasz rytm, a ja zadaję to najważniejsze dla nas pytanie. Ty niknącym szeptem ładujesz nabój i milczeniem powoli odciągasz kurek. Drżąc niebezpiecznie przy mojej piersi, cichym 'nie', stanowczo pociągasz za spust. Precyzyjnie trafiasz w fundament mojego świata. Oszukali mnie. Papierowym samolotem odlatuję daleko i na zawsze. Tysiące myśli przychodzą mi do głowy, a tylko jedna z nim prawdziwa. Oszukali mnie! Miłość i dobro nie zawsze zwyciężą... W bardzo małym pokoju stoję twarzą przy ścianie. Blisko i na zawsze. Obok zwęglone dogorywa nasze szczęście.
|
|
 |
Nie skarżę się. Myślę, że akceptuję to drżenie rąk i serca kołatanie. Tak wiele jest uroku w hiperwentylacji. Uwielbiam, gdy cucisz mnie policzkiem. Ubóstwiam wprost spotykać się z tobą w szczerym polu z agorafobią. Co kilka dni umawiam się w windzie z klaustrofobią. Weszły mi w krew pogaduszki z nozofobią. Lecz najbliższa jest mi właśnie ona. Nie zawiodła nigdy mnie przyjaciółka ma - nerwica.
|
|
 |
I co dalej ze mną zrobisz, kiedy zamieszkam w Twojej głowie? Czy pozwolisz mi nago przechadzać się między pokojami? Czy może zechcesz zamknąć w klatce wspomnień? Albo zepchniesz mnie nieudolnie w najdalszy kąt twojej wyobraźni? Czy to wystarczy, żebyś zapomniał? Czy tyle wystarczy, żebyś nie musiał mnie oglądać, słuchać mojego śmiechu i patrzeć na mój życiowy chaos? Zapomnisz? Prawidłowa odpowiedź brzmi nie. Wiesz czemu? To proste, banalne wręcz. Najzwyczajniej w świecie nie pozwolę Ci na to. Nawet nie muszę. Nie dasz rady.
|
|
 |
Jeżeli odpowiedzią jest miłość, czy możesz powtórzyć pytanie?
|
|
 |
Nienawidzę twojego imienia wypowiadać w samotności, kiedy w sukurs nie przyjdzie nawet leniwe 'słucham?'. I twoich spodni nie do końca wąskich też nie lubię, szczególnie, gdy ich tu nie ma. Nie mogę znieść myśli, że twoja obecność kończy się w mojej głowie. A wczorajszy kubek stoi tu już kolejny miesiąc.
|
|
 |
Wypruwam żyły dopiero co przyklejonymi tipsami, których wcale nie mam. Wypruwam spektakularnie, chcę, aby moja krew rozprysła na wszystkie strony. Nie pomoże teraz Panu mycie rąk, nie wiem jak mocnym detergentem czy kwasem, bo moja krew i tak zostanie. Zejdzie, gdy każe jej wracać na miejsce, kiedy odda mi Pan wszystkie brakujące elementy mnie samej.
|
|
 |
Wtykają mi w dłonie kłamstwa. Zrobiłam z siebie.. Widzi Pan... Nawet nie wiem, jak to ująć. Zrobiłam, kogo zrobiłam i jest mi jedynie przykro, że Pan mi mojego ja nie oddał. A raczej oddał, ale nie w całości, a tak nie ma i kropka. Godziny nie posuwają się w tył, każdy dzień jest dniem, by nauczyć się trochę. Wiele przynosi życie, ale wiele - dla mnie - to tak mało. A mało jest zbyt mało.
|
|
 |
Musisz mi pomóc bo od
tygodnia pada deszcz
i powoli życie
mi się rozmywa
Musisz mi pomóc
bo czuję się jak Bóg
który przez sześć dni budował
świat i powstał wielki chaos
Musisz mi pomóc
bo wczoraj śmierć pytała
szatniarza w knajpie
co się ze mną stało
Musisz mi pomóc
dziś teraz już
bo jutro może być
za późno
|
|
 |
- Ja też bym tego chciała.
- Więc co stoi na przeszkodzie?
- Krzywdzimy innych. Z tego nie może być nic dobrego.
- Jeśli się rozstaniemy, skrzywdzimy siebie.
|
|
|
|