 |
Śpi. Nie mam zamiaru go budzić. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek przyszło mu do głowy, jak bardzo sen podobny jest do śmierci. Może gdyby to wiedział, nie spałby tyle. A może właśnie dlatego to robi...
|
|
 |
Zabawne, jak szybko się zapomina.
|
|
 |
Jest wolna jak ptak. Nie jestem pewny, czy faktycznie potrafi latać, ale nieba ma pod dostatkiem.
|
|
 |
Miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno z tych uczuć, to nie ma o co robić szumu. Jeśli dwa, to może nie jest to mistrzostwo świata, ale blisko. A jeśli wszystkie trzy, to śmierć jest już niepotrzebna: trafiłaś do nieba za życia.
|
|
 |
Tylko proszę mów szeptem, kiedy mówisz o miłości.
|
|
 |
Dajesz mi słowa, dajesz mi wiele słów. Czasami nawet lubię ich posłuchać, ale przeszkadza mi, że ten sam układ zdań pobrzmiewa w sercach setek innych kobiet. Mówisz 'na zawsze', mówisz 'tylko ty'. Czasami nawet myślę, że ci wierzę, ale nie chciałabym dołączyć do grona tych, które się pasą tylko słów wspomnieniem. Wolałabym bez słów. Wolałabym byś bez nich mi powiedział. Bo słowa jawią się niczym literek zbiór, pozbawionych sensu i znaczenia. Więc nie mów ani słowa. Lepiej nie mów nic.
|
|
 |
Jednym słowem zburzone wszelkie nastroje. Jednym słowem wzburzone łez potoki. Jednym słowem zaczerwienione policzki. Jednym słowem wszystkie uśmiechy starte. Na szybie kreślę kolejne linie, a myślach układam wszystko, co chcę ci powiedzieć. Mówisz, że kocha się sercem. A teraz boli mnie głowa. Mówisz, że nie mam sumienia. Czemu więc płaczę? Jednym słowem przepraszam cię za każdy swój zły gest, podłe słowo i... zaniedbanie. Jednym słowem znowu mnie kochasz.
|
|
 |
Kochałam. To była zwykła miłość. To było za mało. Pragnęłam nadmiłości. Idę, myślę, płaczę w cieniu, krzyczę w ciszy. Nie wiem. A może wiem, ale myślę, że nic nie wiem o życiu. Całujesz, trzymasz, dotykasz płomieniem, sprawiasz mi ból, a jednocześnie rozkosz. Tak potężną i wielką, że zasypiam. Wstaję. Ubieram się. Wracam do męża tą samą drogą.
|
|
 |
Pieprzę to wszystko. Za każdym razem rozpadam się coraz mocniej, coraz bardziej. Siadając na krawężniku, nie pozostaje mi nic innego, niż rozpłakać się nad istotą mojej wszechogarniającej głupoty; chaos ustąpił miejsca rutynie. Boli, cholernie jak nigdy - to też rutyna. Tak samo jak zabijanie myśli. Znowu znalazłam się w punkcie wyjścia, żeby jeszcze raz popełnić ten sam błąd - tylko po to, żeby ponownie go popełnić. Idiotyczne... Nie mam siły na niepopełnienie go znowu, to silniejsze ode mnie. Moje słabości niszczą wszystko - od banałów po rzeczy konkretne - to weszło już do tradycji. Najwidoczniej stanowię wyjątek i nie uczę się na własnych błędach.
|
|
 |
Sms, że się spóźniasz - przecież wiem, stoję na tym zimnie jak głupia, a przecież nic nie jestem ci dłużna. Kilka bukietów suszonych stokrotek, dwie płyty, siedem książek, jedne wakacje w Malezji - słonecznej, upalnej; wiersze marne i jeden dobry - ten o ciasteczku; 3 koszule, w tym ta żółta - paskudna; fałszywych listów miłosnych całe pudła, kilkanaście pocałunków i miłosnych uniesień. A to co ja mam? Co mi zostało po tobie? Nie mówię o telewizorze - dobre sobie. Ale o sile ducha, wierze w Tego w niebie i pewności, nareszcie siebie, o figurze takiej, o jakiej zawsze marzyłam i o tym, że obudziła się we mnie wewnętrzna siła. I o tym, że na zawsze wiedzieć będę, że dam sobie radę - nawet bez ciebie, jeśli tylko sobą będę. Przykro mi, że tak marnie wypadłeś w bilansie straconej miłości.
|
|
 |
Ulotnie jestem w swoim niebycie i słucham słów wyturlanych po kostce brukowej spacerową porą. Muskam małym palcem grzbiet twojej lewej dłoni, żebyś wiedział, że tutaj, ale nie na zawsze, swoje skronie przykładam ci do piersi, czule, by poznać jak dudni twoje życie w mojej głowie.
|
|
 |
Chodziliśmy, nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.
|
|
|
|