 |
Wiesz, czego nienawidzę? Jednej rzeczy tylko - nadziei. Zawsze, kiedy jestem pewna, że coś się skończyło, że nie ma sensu, że spalone i pozamiatane, uspokajam się i spokojnie brnę do przodu. Wtedy ona - ta kurwa w zielonej sukience - podchodzi do mnie i z niewinnym uśmieszkiem pyta: 'a może jednak?'. I rozpierdala mi wszystko na nowo.
|
|
 |
It's beautiful. To znaczy nie jest, ale tak sobie śpiewam tylko optymistycznie, próbując w magiczny sposób podnieść sobie poziom endorfin. Mija mi kolejny weekend z serii tych mniej udanych. A co za tym idzie, kolejny taki sam mniej udany tydzień i miesiąc. Ja chyba potrzebuję wiosny i tego, żeby było już po wszystkim. I kogoś jeszcze. Niestety moje potrzeby chyba lekko przerastają brutalną rzeczywistość, bynajmniej w tym wyżej wymienionym punkcie. Pozdrawiam moją naiwność z tego miejsca i obiecuję, że niedługo dam sobie z tym wszystkim spokój, choćbym miała płakać dłużej niż zwykle. It's so complicated...
|
|
 |
Moment, który wszystko kończy, jest jak wybudzenie z letargu. To tak, jakbyśmy z klapkami na oczach degustowali smakowity pudding, który okazałby się psimi odchodami. Czy można się uchronić przed momentem, który wszystko kończy? Czy można tak odbierać partnerów, aby mieć pewność, że nie trafi się nam zgniłe jabłko? Odpowiedź jest bardzo prosta: nie wiem. W dupie to mam. Ja żyję w celibacie, a wy sami musicie sobie jakoś radzić.
|
|
 |
Mam czyste sumienie, zero złudzeń, dobry humor i kolejną nauczkę na przyszłość. Pogoda pomaga mi w magiczny sposób przezwyciężyć lenistwo i dzięki temu wzięłam się ostro do pracy nad sobą i pielęgnowaniem tych czynników, które mnie wzmacniają. Czuję się silniejsza o te parę trudnych doświadczeń, nieprzespanych nocy i serii koszmarnych dni. Teraz, gdy wszystko zrozumiałam, powinno być lepiej. Łatwiej...
|
|
 |
Jesteśmy tacy wkurwieni, tacy młodzi, tacy piękni, tacy rozmarzeni. Jest nam przykro, pieprzymy głupoty, bo nie możemy zmienić świata, ale on może zmienić nas. Bawi się nami i ustawia, gdzie popadnie. Robi z nami, co chce, bo kiedy tylko już otrzeźwiejemy, jesteśmy tandetni, jesteśmy jak wszyscy. Błyszczymy - owszem. Jak świecidełka na bazarze, jesteśmy kiczowaci, dokładnie tacy. Za słabi. Tak naprawdę nikt nie musi o nas wiedzieć, nie musimy się pokazywać i rozgłaszać. My wiemy o sobie. Wiemy o bombach wybuchających gdzieś na końcu świata. Ale jesteśmy tu - w moim pokoju, koniec świata jest daleko. Może kiedyś obudzi nas huk, może wtedy już nas nie będzie...
|
|
 |
Nad stracony czas nic nie boli bardziej.
|
|
 |
Uczę się wielu nowych rzeczy, większość z nich wypieram ze świadomości. Widzę jeszcze więcej, ale co z tego, skoro ja wcale nie chcę patrzeć. Zamykam oczy, uśmiecham się i domalowuję, dorysowuję, dokłamuję sobie to wszystko, co chciałabym zobaczyć. A wcale nie chcę widzieć, że to co codziennie mnie przeżuwa tak dokładnie, jak to tylko możliwe, po czym czeka na moje kolejne wyplute 'nie dam rady'. Nie chcę widzieć, że to zabija mnie co drugi dzień. Nie ma czasu na zmartwychwstania. Ani na te małe, ani duże, ani nawet na byle jakie...
|
|
|
|