Moment, który wszystko kończy, jest jak wybudzenie z letargu. To tak, jakbyśmy z klapkami na oczach degustowali smakowity pudding, który okazałby się psimi odchodami. Czy można się uchronić przed momentem, który wszystko kończy? Czy można tak odbierać partnerów, aby mieć pewność, że nie trafi się nam zgniłe jabłko? Odpowiedź jest bardzo prosta: nie wiem. W dupie to mam. Ja żyję w celibacie, a wy sami musicie sobie jakoś radzić.
|