Uczę się wielu nowych rzeczy, większość z nich wypieram ze świadomości. Widzę jeszcze więcej, ale co z tego, skoro ja wcale nie chcę patrzeć. Zamykam oczy, uśmiecham się i domalowuję, dorysowuję, dokłamuję sobie to wszystko, co chciałabym zobaczyć. A wcale nie chcę widzieć, że to co codziennie mnie przeżuwa tak dokładnie, jak to tylko możliwe, po czym czeka na moje kolejne wyplute 'nie dam rady'. Nie chcę widzieć, że to zabija mnie co drugi dzień. Nie ma czasu na zmartwychwstania. Ani na te małe, ani duże, ani nawet na byle jakie...
|