Kochałam. To była zwykła miłość. To było za mało. Pragnęłam nadmiłości. Idę, myślę, płaczę w cieniu, krzyczę w ciszy. Nie wiem. A może wiem, ale myślę, że nic nie wiem o życiu. Całujesz, trzymasz, dotykasz płomieniem, sprawiasz mi ból, a jednocześnie rozkosz. Tak potężną i wielką, że zasypiam. Wstaję. Ubieram się. Wracam do męża tą samą drogą.
|