 |
|
. Zaakceptuj chamstwo , zło , gniew , oburzenie , mękę , wariację , zaakceptuj mnie . [ dzyndzel ♥ ]
|
|
 |
|
[9]...więc poszła za nim. idąc, była pewna, że coś się tam stanie między nimi. droga była prosto i w lewo. było ciemno, nie znała tych terenów, była tu pierwszy raz, a nie widziała gdzie on poszedł. stanęła więc na rozstaju mówiąc: -ej słuchaj, ja cię szukać nie bd. ni chuja nie wiem gdzieś ty poszedł. to nie jest czas na zabawę w chowanego...:| -tu jestem. -usłyszała głos z lewej strony. -no to dupa w kroki i idziemy do nich. -chcesz, to idź, ja tu zostaję. i poszedł za mur. -ooo tak, najlepiej, a ja w to błoto też mam wejść...?! -tu po prawej stronie ścieżki nie ma błota. -dobrze wiedzieć. -powiedziała idąc do niego. kiedy już tam była, spojrzała na niego. stał oparty o mur, jedną nogą podpierał ścianę. wyglądał bosko. ręce miał w kieszeni, kaptur opuszczony. głowę miał w górze i patrzył w niebo. stanęła jakieś 5 metrów od niego i również spojrzała w górę. -zajebiste, nie? -zapytał. -co? gwiazdy? -taa. -no fajne. -odpowiedziała cały czas patrząc w niebo. w jej głowie świat nie był
|
|
 |
|
. Należysz do mnie , choć to nie kwestia posiadania . [ Pezet ♥ ]
|
|
 |
|
- Dlaczego nie możemy spróbować ? - zapytał . - Boisz się miłości ?
- Nie , boję się raczej jej braku w nas . [ dzyndzel ♥ ]
|
|
 |
|
. ten Twój zjebany opis z buziaczkiem , który tak bardzo mnie irytuje . [ dzyndzel ♥]
|
|
 |
|
[8]...kiedy były już pod domem napisała mu smsa, żeby wychodzili. wyszli. poszliśmy gdzieś na jakieś pola. my z tyłu, zostawili nas. przez pierwszą połowę drogi milczeliśmy, w końcu ja zaczęłam: -dopiero jutro sylwester, a ty co? już dzisiaj pijesz? -heh, taka tam rozgrzewka;D -aaa, rozumiem. -oo, wgl to się na piwo umawialiśmy, a ja ci nie wziąłem z domu. czekaj, wrócę się -powiedział zmieniając kierunek i zaczynając biec. ona w ostatniej chwili chwyciła go za rękę, mówiąc: -ej, nie chcę piwa, spokojnie. jakbym chciała, to ci powiem. ok? -no ale na piwo się umawia... -dobrze, nie chcę piwa, to był taki pre...ehkm. znaczy się no. możemy iść już. co? -pre..? co pre? -oj już nieważne, może potem ci powiem. teraz chodź. -no dobra. i poszli. dołączyli do tamtych, zaczęli się śmiać i wgl. doszli na te pola. on, że był pijany i zjarany (ogarniał, ale był) to zaczęło go nosić i poszedł w stronę pól. nie było tam świateł, jej zrobiło się szkoda i pomyślała, że może się gdzieś zgubić czy coś,
|
|
 |
|
[7]...od niego dostała krótkie i treściwe: nie. w związku z tym zaczęła się z nim kłócić, bo to nie było pierwszy raz kiedy się umawiali na piwo. po jakichś 30 minutach skończyli się kłócić, a ona z koleżanką siedziały w parku. koło 20 zadzwonił do niej. była bardzo zdziwiona po co dzwoni. -czego ty do cholery ode mnie chcesz? wzięłam kasę, poszłam i koniec...o co ci chodzi? po co dzwonisz? nie chcesz, żeby coś tam ten, to nie, no jeah, dobra. -kurwa, co ty taka zła? -hm...wydaję mi się, że taka zła jestem przez tę osobę, z którą właśnie gadam. -hm..a ja się chciałem zapytać czy to wyjście dalej aktualne. w jej oczach pojawiły się iskierki nadziei. -no w sumie to siedzę u cb w parku i nie mam co robić, więc jak chcesz, to ok. -no to wbijaj;D -oo ja mam do cb iść? no chyba cię gniecie... -nie no, zanim my wyjdziemy i wgl, to wy akurat podejdziecie pode mnie, a poza tym pójdziemy w jedno fajne miejsce, a nie do parku. w parku w chuj ludzi jest. tam bd lepiej. ok? -no dobra..zaraz bd.
|
|
 |
|
szczerze ? dalej Cię kocham .
|
|
 |
|
[6]...trzeźwy nie jestem. lepiej by było, jakbyś podeszła, chyba, że nie, to ja jutro, jak wyleczę kaca do cb podejdę. -no dobra, jak już jestem, to wiesz. -a ty wiesz wgl gdzie mieszkam? -yyy...tak średnio. wiem, że gdzieś przy sklepie. -no tak, to jak bd pod sklepem, to masz iść w dół, potem w prawo, potem w lewo, prosto i znowu prosto, potem w le... -jak bd pod sklepem, to zadzwonię;D -ok;D. kiedy z koleżanką podeszły pod sklep, zadzwoniła. wytłumaczył jej i kilka minut potem znalazła się pod jego domem. wyszedł z kumplami. faktycznie był pijany.nawet nie otworzył furtki, tylko podał jej kasę przez nią ze słowami: Kaśka masz tą kasę i wgl sorry, ale wiesz, nie moja wina. -no spoko, dzięki. narazie. -odpowiedziała nie patrząc nawet na niego. kiedy wyszły za zakręt poprosiła koleżankę by zadzwoniła i zapytała się czy wychodzi na piwo. -no z rynny chyba, jak dasz telefon, to zadzwonię. dała jej telefon, a ta zamiast dzwonić, to wysłała smsa. wkurwiła się, jeszcze na dodatek w smsie
|
|
 |
|
[5]...zadzwoniła. nie odebrał. za chwilę zadzwoniła raz jeszcze. odrzucił. pomyślała, że coś jest nie tak i wkurzyła się. -no bo kurwa ma kasę, ja dzwonię, a on nie odbiera i odrzuca, no co za dupek, jaki idio...- nie dokończyła, bo przerwał jej dźwięk jej dzwonka. na wyświetlaczu migotało imię: Zbyszek. odebrała. -no co jest? -zapytał. -jestem w parku koło cb, więc pomyślałam, że możesz mi tę kasę oddać. -hmm...a długo bd? -no nie wiem. a co? -bo mnie nie ma w domu teraz. dopiero za jakieś 2 godziny bd. może być? -no może. to jak bd już w domu, to napisz. -ok, to 3m się;D -no cześć. 'co robimy?' zapytała koleżanki. 'no nie wiem, czekamy?', 'w sumie, to możemy'. nie minęło 6 minut, a znów usłyszała dźwięk dzwonka i na wyświetlaczu pojawiło się jego imię. odebrała: -no? -ej ja już jednak jestem w domu. możesz teraz podejść. i o właśnie. ja mam wyjść do parku, czy podejdziesz pod dom? -hmm...no jak chcesz. -no wiesz, wolałbym, żebyś ty podeszła, bo mam w domu kumpli, najebani, ja też
|
|
 |
|
[4]... on. była już tym zmęczona, bo wiedziała, że nic z tego nie bd, jednak w głębi duszy cieszyła się, że z nim pisze (nawet o tej głupiej płycie) i w sercu tliła się iskierka nadziei, że może jednak bd razem. 'ej bejbe sorry, ale nie bd płyty, bo koleś co wystawiał już nie ma, miał 3, sprzedał na początku jedną i chwilę przede mną jakiś łebek wziął te 2 pozostałe...nie moja wina, sorry.' nie odpisała nic. weszła na kompa. siedział na aqq. kiedy zrobiła się dostępna, to zaraz pojawiła się wiadomość od niego w prawym dolnym rogu ekranu. -czytałaś smsa? -tak. -czemu nie odpisałaś? -tak jakoś. po prostu. jak z kasą? kiedy oddasz? -no właśnie. potrzebna ci bardzo? -no w sumie to nie. -no bo dzisiaj mnie nie bd, bo zaraz jadę. -aha, spoko. to jakoś się umówimy z tą kasą. a jak nie, to w ostateczności w szkole. -no ok;). na następny dzień koleżanka namówiła ją, żeby poszły na część miasta, w której on mieszka. zgodziła się. pomyślała, że jak już bd tam, to odbierze tę cholerną kasę.
|
|
|
|