 |
|
''Dorośnij” – mówią mi „dorośnij”, wielcy kreatorzy szarej prozy codzienności..
|
|
 |
|
Dlaczego czasami tak trudno jest rozmawiać? Zamiast prośby o wyjaśnienia serwujemy chłodne spojrzenia. Zamiast żartu - milczenie. Potrzebujemy rozmowy jak dobrego jedzenia, a dobrowolnie wybieramy emocjonalna anoreksję. W środku wszystko krzyczy: mów do mnie! obejmij mnie! kochaj mnie! a jedyne co wychodzi z naszych ust, to słowa nie mające żadnego znaczenia
|
|
 |
|
i całe szczęście chuj strzelił..
|
|
 |
|
ta sprawa jest niedokończona i już zawsze będzie do Ciebie wracać.
|
|
 |
|
Gwieździste niebo. Niby nic szczególnego czy wyjątkowego, a jednak patrząc na nie, mam ochotę płakać ile wlezie. Chłód przeszywa całe moje ciało, a z ust wydobywa się charakterystyczny dymek. A ja wciąż stoję przy otwartym oknie i patrzę na te cholerne gwiazdy. Nie chcę po raz kolejny okazywać swoich słabości, ale życie mnie do tego zmusza. Nie mam już sił. Jestem wykończona wszystkim. Jestem wykończona tym, że nie potrafię żyć jak normalna nastolatka. Jestem wykończona tym, że życie z dnia na dzień, płata mi coraz to więcej figli i nie potrafię się nim cieszyć. Jestem wykończona swoją bezużytecznością, bezsilnością i bezradnością. Jestem wykończona tym, że jestem wykończona.
|
|
 |
|
Proszę. Pozwól mi o Nim zapomnieć. Jak najszybciej.
|
|
 |
|
coś w jego osobie powoduje dreszcze w moim ciele. coś w jego spojrzeniu sprawia, że nie umiem oderwać wzroku. coś w jego mowie, w jego słowach uświadamia mi, jak bardzo chcę słuchać go codziennie. coś, co ukryte jest w jego wnętrzu z każdym spotkaniem, z każdym dniem pokazuje, że nie chcę go tracić, że jakaś cząstka serca bije dla niego. wplątał się w zakamarki mojej duszy, podszył się pod cieniutką warstwę podświadomości, która codziennie przypomina mi właśnie o nim. nie mogę tego kontrolować, nie mogę opanować tej siły, choć czuję, że mnie pokonuje. trzymając się resztek rozsądku staram się nie tonąc, staram się utrzymać na powierzchni, w której myślę racjonalnie, w której jego osoba nie jest w stanie zamącić.
|
|
 |
|
nie chcę drogich prezentów czy kolacji przy świecach. nie chcę bukietów kwiatów czy wylewnych deklaracji miłości. nie chcę tych wszystkich pseudoromantycznych czynności, które mogę zobaczyć na ekranie bądź też przeczytać w książce. chcę prawdziwego Ciebie. chcę słuchać Bisza, gdy objęci wpatrujemy się w swoje oczy, chcę pić piwo wraz z Twoimi kumplami na trzepaku, chcę kłócić się zawzięcie, bo przecież żadne z nas nie ustąpi. chcę szukać z Tobą Małego Wozu, chcę jeść z Tobą ogromniaste kartony pizzy, chcę patrzeć jak jesteś szczęśliwy, jak radość napędza Twoje serce. chcę by to wszystko było prawdziwe, chcę byś był. to mi wystarczy. / cynamoon
|
|
 |
|
właściwie to nie wiem już gdzie jestem i dokąd zmierzam. wszelkie znaki, wszelkie kierunkowskazy nagle zniknęły i stoję tak bezsensownie, nie wiedząc gdzie iść. rozum przestał ze mną współpracować, a serca boję się słuchać, tyle już razy wyprowadziło mnie na manowce. czekam żałośnie aż ktoś złapie moją rękę i wyprowadzi w końcu z tego labiryntu, jednak nic takiego się nie dzieje. sama jak palec zagryzam wargi, by powstrzymać napływające do oczu łzy. w końcu obiecałam sobie być silną, obiecałam, że tym razem sobie poradzę. /cynamoon
|
|
 |
|
Jestem dorosła, tak? Odpowiedzialna za własne życie. Odpowiedzialna za to, co robię i odpowiedzialna za konsekwencję swoich czynów. To dlaczego do jasnej cholery ludzie się w nie wtrącają i każą mi robić coś, na co nie mam ochoty? Nie mają prawa mi rozkazywać ani mówić mi jak postępować. Zrobię to, co będzie mi się żywnie podobać i nikt nie będzie dawał mi wykładów na temat mojej moralności. Nagle wszystkich obchodzi moje życie i to co się w nim dzieje. Gdzie byli do tej pory?
|
|
 |
|
II. Jednak po chwili, śmieję się sama do siebie. To wszystko jedno wielkie gówno. Życie to nie jakiś cholerny film, w którym wszystko układa się według scenariusza. To pieprzona rzeczywistość, która zawodzi. Która powoduję, że stajesz się coraz bardziej bezsilny wobec losu. Która ma nad Tobą pewną kontrolę. Mam wrażenie, że jestem zbyt słaba i mało odważna, aby podjąć takie wyzwanie, które potocznie nazywamy egzystowaniem. Gubię się we własnych myślach. Nie mogę sobie z nimi poradzić. Popadam ze skrajności w skrajność. Nic mnie już nie cieszy. Nic mnie nie zadowala. I już chyba nic nie potrafi mnie uszczęśliwić. Nic nie ma sensu. Wpadłam w wielką dziurę, z której nie potrafię się wydostać. Nikt nie potrafi mnie z niej wydostać. Czuję się jakbym umarła i żyła w piekle.
|
|
 |
|
I. Od lat powtarzam sobie, że nie jestem zdolna do miłości. Nie wiem dlaczego. Może się nie nadaję? Może nie zasługuję? Może się boję? Nie mam zielonego pojęcia. Być może jeszcze do tego nie dorosłam, ale wątpię, że to w ogóle nastąpi w moim życiu. Jestem skazana na samotność. Na życie singla w kawalerce z kotem. Chociaż...czasem, przychodzi taki dzień, a właściwie noc, kiedy leżę w łóżku i patrząc sufit, myślę o tym jak fajnie byłoby mieć u swojego boku kogoś, kto będzie potrafił z Tobą rozmawiać na wszystkie możliwe tematy. Kogoś, kto zrozumie Cie bez żadnego problemu. Kogoś, kto tak po prostu Cię przytuli. Kogoś, kto będzie Cie pocieszał, mimo iż nie masz na to najmniejszej ochoty. Kogoś, dla kogo będziesz ważna i kogoś dla którego Twoje życie nabierze sensu.
|
|
|
|