 |
|
" nie potrafię tego wytłumaczyć
Za każdym razem jest tak samo
czuje, że to jest prawdziwe
Weź moje serce
Za długo byłem samotny
nie potrafię być tak twardy, i ciągle być sam..."
|
|
 |
|
" Gdy jesteś przy mnie, światło nad nami
Sprawiło, że wszyscy ujrzeli naszą drogocenną miłość.." ; ((
|
|
 |
|
" Wszystko czym jesteśmy nigdy nie zginie
Kochać to taka piękna rzecz.."
|
|
 |
|
" Czy wiesz, że kocham Cię na wieki?
Chcę byś została... "
|
|
 |
|
Nie wiem jak ale nagle trącę panowanie
W mojej duszy jest ogień...
|
|
 |
|
Nie wiem jak ale nagle trącę panowanie
W mojej duszy jest ogień...
|
|
 |
|
-Mamusiu, mamusiu… popatrz… to Anioł.
-Nie malutka… nie jestem Aniołem, a jedynie jego nieudaną karykaturą. Poza tym, Anioły nigdy nie płaczą. – jak na rozkaz, o policzek małej dziewczynki uderzyła ciepła, aczkolwiek słona łza kobiety, którą nazwała Aniołem
|
|
 |
|
„Czy wiesz jak można doprowadzić Anioła do rozpaczy? Czy wiesz, że ja to właśnie zrobiłam? Wiesz… chciał się przeze mnie zabić… mówił, że już dłużej nie może patrzeć na me cierpienie, że woli odejść, niż znów przeżywać ból wraz ze mną, niż pomagać mi go nieść. Syriusz jedynie patrzył na nasze łzy, patrzył i współczuł, bo nic nie mógł zrobić, bo panował dzień, a on jest zwierzchnikiem Nocy, Księżyca. W Nocy zaś zszedł do mnie ze sklepienia. Objął, otarł łzy, pocieszył. Aniele! To dla Ciebie ma spowiedź gra na ustach. To dla Ciebie po raz kolejny łzy wylewam, składam je w ofierze.”
|
|
 |
|
Rozłączyła się i tym samym, mechanicznym ruchem włożyła telefon z powrotem do kieszeni. Leżała tak od godziny 3 nad ranem do 6. Raptem 3 godziny. To nie dużo. Westchnienie wydobyło się spomiędzy malinowych, delikatnie rozwartych warg. Tak bardzo chciała jeszcze tu poleżeć, popatrzeć na finezyjne kolory Dnia. Może nawet udałoby się jej zasnąć, przy odrobinie szczęścia. Od wielu dni bowiem mało spała. Raptem 3-4 godziny na dobę. Cierpiała na bezsenność, ale gdy tylko kładła się tu, na wieżowcu, czuła taki błogi spokój, bezpieczeństwo, na tyle, by mogła spokojnie zasnąć.
|
|
 |
|
Rozłączyła się i tym samym, mechanicznym ruchem włożyła telefon z powrotem do kieszeni. Leżała tak od godziny 3 nad ranem do 6. Raptem 3 godziny. To nie dużo. Westchnienie wydobyło się spomiędzy malinowych, delikatnie rozwartych warg. Tak bardzo chciała jeszcze tu poleżeć, popatrzeć na finezyjne kolory Dnia. Może nawet udałoby się jej zasnąć, przy odrobinie szczęścia. Od wielu dni bowiem mało spała. Raptem 3-4 godziny na dobę. Cierpiała na bezsenność, ale gdy tylko kładła się tu, na wieżowcu, czuła taki błogi spokój, bezpieczeństwo, na tyle, by mogła spokojnie zasnąć.
|
|
 |
|
„(…) Czy słyszałeś o tym Aniele?
Ty, wplątany w czernią świecącą biel.
Tak, Ciebie pytam.
Czyś głuchy?
Pytam, czy słyszałeś me wezwania.
Czy słyszałeś tą muzykę, uderzającą o dach nieba.
To były zawczasu me łzy.
Teraz zapewne nie zwracasz na to uwagi,
pada nieustannie.
Łza kirem umarłych.(…) ”
|
|
 |
|
Odejdź! Nie chcę Cię słyszeć!
Dlaczego mam odejść?
Odejdź! Twoje słowa ranią serce!
Przecież Twoje serce i tak jest już zranione.
One przebijają je na wylot. A to boli.
Zamilknę. Odejść nie potrafię.
Więc milcz… ale odezwij się jeszcze kiedyś kochane drugie ja.
Odejdę tak jak Ty… w odmęty cierpienia. Tam utonę, a Ty mnie uratujesz głosem.
Uratuję… bo jesteś mi potrzebne.
|
|
|
|