 |
|
Zawsze mu ulegałam, gdy po raz kolejny bardzo mnie ranił, zwykłe "przepraszam" rozwiązywało wtedy sprawę. Wybaczałam mu zawsze, każde kłamstwo, to jak chwilami mnie traktował i jak bardzo chamski był w stosunku do mnie. Na tym właśnie polegał mój błąd, jak miał zrozumieć powagę sytuacji, jeśli za każdym razem mu wybaczałam, bez żadnego "ale"...
|
|
 |
|
[cz. 2] Ten przez łzy wydukał tylko „Pociąg... Wykoleił się. Wszyscy zginęli na miejscu.”. Czuła, że wszystko zaczyna wirować. Usiadła na ławce i wybuchnęła płaczem. Nie chciała wierzyć w to, co właśnie się działo. Jej ukochany, on.. zginął? Przecież nie tak miało być! Mieli spędzić cały dzień razem, w szczęściu. Mieli być już na zawsze razem... Kątem oka dostrzegła zbliżający się pociąg, jadący z drugiej strony, bez zastanowienia wbiegła na tory. Zginęła. Na telefonie, który wcześniej zdążył jej wypaść z torebki, była nowa wiadomość. „Cześć kochanie, nie zdążyłem na pociąg. Muszę czekać na drugi, dlatego się spóźnię. Kocham Cię i przepraszam”.
|
|
 |
|
[cz. 1 ] Prowadziła wielkie odliczanie dokładnie zaznaczając dzień po dniu. Liczyła dni, do jego przyjazdu. Nagle doczekała się – 27 sierpień, prawie końcówka wakacji, jednak ją przepełniało ogromne szczęście na myśl, że nareszcie go zobaczy. Ubrała się, starannie pomalowała i wyszła na stację. Było jeszcze kilka minut do przyjazdu pociągu. Usiadła na murku, zamknęła oczy i podniosła głowę w stronę słońca, łapiąc każde ciepłe promienie. Czuła, że spełniają się jej najskrytsze marzenia. Zaczęła rozmyślać, o nim, o tym gdzie pójdą, co będą robić. Nagle z jej błogich myśli wyrwał ją wielki popłoch, który utworzył się na stacji. Ludzie krzyczeli, płakali, jedna kobieta kompletnie osłupiona siedziała na ławce i po prostu patrzyła się gdzieś w przestrzeń. Spojrzała na zegarek – pociąg powinien przyjechać już 30 minut temu. Nie wiedziała co się dzieje, podeszła do jakiegoś mężczyzny i spytała co się stało.
|
|
 |
|
Dotknęła zadrapania na policzku i wszystko do niej wróciło ze zdwojoną siłę. Przypomniała sobie uderzenie, ból, krzyk. Własna matka krzyczała na nią, by wynosiła się z domu. Mówiła, że nie chce jej widzieć, nie chce słyszeć. Wtedy pierwszy raz się tak perfekcyjnie jej posłuchała, chwyciła torbę i wrzuciła kilka rzeczy, po cichu wyszła z domu. Jadąc autobusem miała zamiar odwiedzić przyjaciółkę mieszkającą na drugim końcu miasta, jednak wysiadła kilka przystanków wcześniej. Poszła na tory. Chodziła po jednej szynie ostrożnie stawiając krok za krokiem. Słyszała zbliżający się pociąg, w ostatniej chwili zdążyła odskoczyć. Dzisiaj żałowała tego całą sobą. Gdyby wtedy nie zeszła z torów, gdyby stała i nie zwracała uwagi na jadący pociąg. Gdyby umarła...
|
|
 |
|
Stała na krawędzi wieżowca, a przed oczami przewijało jej się całe życie - czyli on. To on był całym jej życiem. Jego oczy, usta, włosy. Od pewnego czasu już nie miała w sobie tej radości i optymizmu, ponieważ całe jej szczęście było dwa metry pod ziemią w czarnej trumnie. Przypomniała sobie jego ostatnie słowa - "Nie martw się aniołku, nawet śmierć nas nie rozłączy.." Przez łzy spojrzała w niebo i wyszeptała "Masz rację, nic nas nie rozdzieli". Zrobiła odważny krok do przodu. Zginęła na miejscu. Pochowano ją dokładnie tak jak prosiła w ostatnim liście do bliskich - z jego zdjęciem w rękach.
|
|
 |
|
Był idealny pod każdym względem. Gdy płakałam, skutecznie mnie pocieszał i z łatwością mu to wychodziło. Podczas, gdy brakowało mi humoru, umiał doprowadzić do tego, że śmiałam się w głos. Sprawiał, że czułam się potrzebna i kochana. Pokazał mi miłość, o jakiej kiedyś, mogłam tylko marzyć.
|
|
 |
|
Wiedział, jak bardzo jestem teraz w rozsypce, dlatego pozwalał mi płakać, wiedział, że to mi pomaga. Zawsze wtedy spokojnie, z całej siły przytulał mnie do siebie i z anielską cierpliwością czekał, aż mi przejdzie. Gdy przestawałam płakać, całował mnie i mówił, że teraz będzie dobrze, że damy radę. Uwielbiałam, gdy był tak wyrozumiały wobec mnie i pozwalał mi od czasu do czasu ponarzekać, by potem znów wpoić mi do głowy nadzieję, na lepsze jutro.
|
|
 |
|
Kochał mnie niezależnie od tego, czy byłam perfekcyjnie pomalowana, rozmazana, czy bez makijażu. Nie obchodziło go, czy tą bluzkę kupiłam w ekskluzywnym sklepie, czy po promocji w zwykłym butiku. Zachwycał się mną, gdy byłam w szpilkach, trampkach lub gdy chodziłam na boso. Paradując przed nim w samym staniku i króciutkich spodenkach, patrzył mi prosto w oczy i z uśmiechem mówił, bym się ubrała, bo zmarznę. Kochał mnie niezależnie od tego jak wyglądałam. Kochał mnie za to jaka byłam, nie za to w czym byłam.
|
|
 |
|
Znów dopadło ją to w środku miasta. Smutek i żal, gdy mijała kolejne zakochane pary. Skręciła do parku, tak gdzie pierwszy raz ją pocałował. Usiadła na tej samej ławce, na której przesiadywali kiedyś całe dnie. Łza spłynęła jej po policzku, nie umiała nad sobą zapanować. W końcu rozpłakała się na dobre. Kątem oka dostrzegła małego chłopca, który stał na wprost niej. "Dlaczego pani płacze?". Otarła łzy z policzków i wzięła głęboki oddech - "Wiesz mały, był sobie kiedyś wspaniały chłopak..." Przerwała i zamknęła oczy, by znów nie wybuchnąć płaczem. "Co było dalej?" - nalegał chłopiec. "Wiesz, pewnego dnia, postanowił odwiedzić niebo." - "I już nie wrócił?" - "Nie mały, nie wrócił... Już na zawsze zamieszkał z aniołkami".
|
|
 |
|
Określał mnie mianem księżniczki. Okazywał mi wiele troski i zrozumienia. Brał mnie na ręce i mówił, jakie to wspaniałe uczucie, mieć w rękach całe swoje szczęście. Szeptał, że jestem najpiękniejsza i najcudowniejsza. Podnosił mnie wysoko do góry, dodając tylko "Chcę byś była jak najbliżej domu, aniele". Spędzał ze mną godziny, opowiadając na czym polega spalony. Na powitanie całował mnie, a potem wręczał czerwoną różę, mówiąc, że kwiatami i tak nie wyrazi jak bardzo mnie kocha, choćby wykupił całą kwiaciarnię. Troszczył się o mnie, gdy zauważył, że choć trochę jest mi zimno, zarzucał mi na ramiona swoją bluzę, którą ja miałam prawie do kolan. Przytulał i mówił, że nigdy nie opuści. Kochał mnie, najprawdziwiej jak tylko mógł.
|
|
 |
|
Wydaje mi się, że nie muszę się do Ciebie przytulać. Taki sam efekt osiągnę przytulając się do ściany. Ściana jest równie zimna i obojętna jak i Ty. Różnica polega na tym, że ściana nie umie ranić.
|
|
|
|