 |
|
-Powiedziałaś,że nawet jak się obrazisz mam się upierać bo nie chcesz mnie stracić,więc do cholery daj mi się wytłumaczyć-stał przede mną taranując mi przejście.
-kłamałam-zrobiłam minę cwaniaka patrząc mu prosto w oczy. Wiedziałam,ze w ten sposób będę go ranić...chciałam tego,chciałam aby cierpiał tak jak ja.
-jak to? -tak to. -nie wierzę-potrząsnął głową. -dlaczego?bo myślisz,że jesteś taki super i każdy cię kocha? To była tylko zabawa-wywróciłam oczami.
-nadal nie wierzę-mówił wystraszony,jego oczy zaszkliły się.
-to już twój problem.-chciałam iść dalej.
-kochasz mnie -szarpnął mnie lekko abym się zatrzymała.
-wiesz...kocha to cię na pewno mama,nie ja-posłałam mu wredny uśmiech.
-nie potrafisz kłamać,nawet w tej chwili,widzę,że kłamiesz. Kochasz mnie.
|
|
 |
|
cholerne, słodkie, śliczne czekoladowe
tęczówki! Nienawidzę was!
|
|
 |
|
- Zaraz wracam. - uśmiechnęła się blado po czym weszła na
środek ulicy. Kręciła się dookoła własnej osi co chwila
krzycząc coś na całe gardło. Wystarczył moment aby zniknęła.
Oślepiające światło, i jej delikatne ciało z hukiem uderzające
o asfalt.
|
|
 |
|
- Cześć dziewczyny – rzucił wesoło , stając obok nas. Wydałyśmy z siebie jedynie „szzz”, żeby go uciszyć i wróciłyśmy do podziwiania ciał chłopaków. – Ekhm! – odchrząknął nerwowo. – Przypominam ci, ze masz chłopaka, którego bardzo kochasz i który doprowadza cię do GODZINNEGO ORGAZMU!
|
|
 |
|
-a czemu takie czerwone wyszło? -bo jest zimno,to znaczy ciemno. XD
|
|
 |
|
- Bogu już zabrakło aniołów! A ty... kim dla mnie mógłbyś być?
- Ja? Nie wiem. Mogę jedynie pożyczyć ci swoich skrzydeł, bo nie są mi już potrzebne, wystarczająco wysoko się na nich wzbiłem.
|
|
 |
|
- Wiesz że w oczach można utonąć? Ja właśnie tonę w Twoich. Ale nie ratuj mnie. Chce się w nich utopić i trwać tak na zawsze.
|
|
 |
|
Cóż, w życiu bywa różnie, czasami tego chcemy, a innym razem mamy ochotę skoczyć z mostu z nadzieją, że może wtedy wyrosną nam skrzydła.
|
|
 |
|
Widziałam ich dzisiaj razem. Obejmował ją a ona sie śmiała. Wyglądali na naprawdę szczęśliwych. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął sie lekko. Szybkim ruchem odwróciłam sie by nie widział moich łez. Zaczęłam biec. Gdy byłam już w bezpiecznej odległości zatrymałam sie i powoli zaczęłam upadać na ziemie. Uświadomiłam sobie, że to wszystko mnie przerosło. Przegrałam z bólem. Gdy moja nadzieja chciała sie poddać krzyczałam na nią kaząc jej sie trzymać. Ciągle wmawiałam sobie, że on jeszcze wróci, że znowu będzie mój. Byłam chora.. Miałam obsesje na jego punkcie. Dopiero to, że zobaczyłam go szczęśliwego wstrząsnęło mną. Zrozumiałam, że to, że on będzie szczęśliwy wystarcza mi w zupełności, że to sprawia, że ja też jestem szczęśliwa.
|
|
 |
|
Powinien być wtedy przy niej, ale On już dokonał wyboru. Wybrał miłość, nie przyjaźń, zostawiając ją z nadzieją, że wróci. Z obietnicą, że przecież jej nie opuści.
|
|
 |
|
Mieliście kiedyś ochotę zabić człowieka? Bo ja tak. Tutaj i teraz.
|
|
 |
|
On nie jest daleko stąd. On zawsze myślami jest przy mnie. A ja obiecałam, że również go nie opuszczę.
|
|
|
|