 |
|
ja najbardziej nie lubie, kiedy ktoś mnie zostawia na dłużej niż obiecał. / i.need.you
|
|
 |
|
Nie chcę nigdy stracić tych, których kocham, bo umrę, umrę za nimi / i.need.you
|
|
 |
|
Jeśli ktoś pojawił się w moim sercu i pielęgnowałam go w nim, może być pewny, że nigdy go nie opusci / i.need.you
|
|
 |
|
czasami tak mam, że znikam, bez tłumaczenia. czasami się zamykam - nie odbieram telefonów, nie otwieram drzwi. czasami poprostu mnie nie ma. i musisz się do tego przyzywczaić - że od czasu do czasu wysiadam z karuzeli zwanej życiem, i odpoczywam, bo czasami zwyczajnie brakuje mi sił. || kissmyshoes
|
|
 |
|
U mnie jak zwykle. Pojebało mi sie wszystko. W jebanej układance życia brakuje elementów. Coraz częściej zauważam że nie powinnam przyzwyczajać się do ludzi, miejsc ani rzeczy. Bo miejsca się zmieniają, rzeczy psują a ludzie odchodzą. Mimo tak wielu porażek, wciąż się tego nie nauczyłam. Jestem jak dziecko, nieświadome jeszcze tylu spraw. Chciałabym przestać czuć. Stać się obojętną, zimną suką. Boli mnie ta nieustanna walka o wszystkich. Teraz usiądę i popatrzę kto będzie walczył o mnie
|
|
 |
|
przyjdę. pozwolisz mi wejść, jak zawsze. usiądę, i mocno się przytulę. poczuję się bezpiecznie, i zrozumiem, że przy Tobie jest moje miejsce. może zostanę. wiesz przecież jak kocham przy Tobie trwać. || kissmyshoes
|
|
 |
|
to jak atak bombowy na moje uczucia - pojawiłeś się znikąd, kradnąc część mnie. osaczyłeś moją osobę. wkradłeś się w każdy zakamarek życia codziennego. uzależniłeś, za mocno.. || kissmyshoes
|
|
 |
|
coraz częściej usłyszysz w moim telefonie pocztę głosową. coraz rzadziej uda Ci się wyrwać mnie na melanż. jest mnie coraz mniej.. znikam. tak mi poprostu lepiej - samej. || kissmyshoes
|
|
 |
|
Jedność utraciła we mnie sens i dziś rozpada się na milion istot, czując, że wypaliłam swą nadzieję już do końca życia. Krew aortą dotrze do serca, które polemizując z mózgiem, co raz mniej zaczyna rozumieć jego nieme przekaźniki. Palce drżą, mocniej niż kiedyś, próbując rozpoznawać opuszkami kształty, jakie kiedyś uważały za cud podarowany od samej matki natury. Kontroluje każdy ruch, by nic nie powodowało łamiącego kości bólu, bo to on postawił moje życie na jednej karcie, którą z wielkim strachem boję się odwrócić. Upadam bezwładnym ciałem, rozpływając się w marzeniu, by moje bose stopy, ustały na otulonej rosą trawie, chociaż na jedną, krótką chwilę. Cicho szepcząc, przywołuje wspomnienia, które w tej chwili dokonują egzekucji na mojej malutkiej, słabej psychice. Łzy cisną się do oczu, by zaraz delikatnie spełznąć po zmarzniętych betonowym chłodem policzkach. W końcowym efekcie moje oczy dalej będą widzieć, lecz uwięziona w tej zagładzie będę widzieć najgorsze memu sercu obrazy.
|
|
 |
|
Od tej pory wszystko było wspólne: oddechy, czas, powietrze, ciało.
|
|
 |
|
Cisza ma kształt twojej nieobecności.
|
|
|
|