 |
|
Odjedź - muszę zacząć oddychać swieżym powietrzem.
|
|
 |
|
Zostanę tu. Spokojnie usiądę i zastanowię się nad swymi niespełnionymi marzeniami, niezrealizowanymi celami, nad osobą, którą co dzień widzę w lustrze. Nie, nie mam żalu. Do nikogo, nawet do siebie. Jest mi przykro patrząc w przeszłość wiedząc, że cudowne chwile minęły.
Mimo, że trwa nowy rozdział w moim życiu. Mimo poświecenia, mimo codziennego spalania się... Nie, nie żałuję że jest. Żałuje, że się skończyło, że nie można mieć w życiu wszystkiego.
|
|
 |
|
Wszystko się mieszało, to znaczy, zaczęło się mieszać. Ciężko by było określić, kiedy dokładnie to nastąpiło. Chyba gdzieś między twoim przyjściem, a odejściem. Z kolei już szesnastym, siedemnastym. Nie mogę, przestać liczyć, wciąż coś liczę. Powroty. Odejścia. Ilość oddechów, określających czas twojej odpowiedzi. Minuty, kiedy cię nie ma.
|
|
 |
|
Na pewno to znasz. Uczucie, kiedy wszystko zaczyna tracić sens. Kiedy nie mają żadnej wartości nawet te rzeczy, które do niedawna wydawały się całym światem, to o co walczyłeś do końca wszelkich sił. Kiedy ból znosi najbardziej uciążliwe troski powszedniego dnia, a udręka wypełnia nieuchronnie całą psychikę.
Pustka.
|
|
 |
|
Gaśnie wszystko, co kocham.
|
|
 |
|
Nie czuję nic. Jedynie ta bezwzględna pustka, która nie pozwala na to by oczy w końcu wyschły, a dłonie przybrały stary kształt.
|
|
 |
|
Marlena jest kobietą rozwiązłą z papierosem między bezsennymi wargami. Dłonie też ma bezsenne, więc nosi koronkowe rękawiczki, a wargi maluje na czerwono. Teraz siedzi na ławce i wie, że nic nie uchroni jej przed kolejną nocą, nocą bez snów, bez słów, nocą z mężczyzną o nieświeżym oddechu, noszącym portfel w tylnej kieszeni mokrych od łez spodni.
|
|
 |
|
Drżę. Trzymam w dłoniach narzędzie zbrodni i drżę. Nie miałam pojęcia, co zrobić. To było bardzo szybkie. "Just a dream" i maleńkie pudełeczko wyjęte z walizki. Przeczucie? Nie istniał nikt, kto mógłby poprosić mnie ,żebym nie zrobiła tego ruchu. Nikt nie miał pojęcia, nie domyślił się, nie odgadł co siedzi w mojej głowie. Nie przybiegł i nie poprosił ,żebym tego nie robiła. Mam zimne dłonie. Bolą. Trzęsą się. Pieką. Mienią się różnymi barwami. A i tak blada czerwień jest najbardziej widoczna. Mam puste oczy. One teraz patrzą na to wszystko z nie do wierzeniem i szeptem pytają, co się ze mną dzieje. Dziś jeszcze mówiłam ,że potrafię panować nad samą sobą. Teraz widzę, że kłamałam. Pokaż mi właściwą drogę. Jeszcze chwilka, a nie wytrzymam a umilknę całkowicie...
|
|
 |
|
Potrzebuję rozmowy. Wszystko jedno. Czuję ,że zaraz zrobię coś niedobrego. A zresztą...kogo to obchodzi?
|
|
 |
|
Metodą jest udawać zdrowych umysłowo.
|
|
 |
|
jestem zajebista, trybisz ?
|
|
|
|