 |
|
Po chwili byłem na swoim miejscu. Ojciec stojąc tak czegoś szukał. Miał fajkę w mordzie więc domyśliłem się, że szuka ognia. Se kurwa szukaj, pomyślałem. ‘Masz ogień?’ zapytał. ‘Nie’. Podszedł do kuchenki gazowej i z trudem ją odpalił. Kiedy zapalił się największy kołpak przychylił się przytknął fajkę i próbował ją zapalić. Zacząłem myśleć. Panie Boże proszę, niech ten ogień w niego wypierdoli, niech mu spali tą przepitą mordę, niech jęczy z bólu tak jak ja wtedy gdy mnie katował, niech prosi mnie o pomoc , niech o nią błaga, niech robi to tak jak ja wtedy gdy błagałem go by przestał, Panie Boże proszę. Uwolnij mnie od niego. Zrób cos! Dlaczego tak cierpię? Dlaczego na to pozwalasz?? Dlaczego nic nie robisz? Dlaczego nie interweniujesz? Dlaczego Cię nie słyszę? Dlaczego mnie nie wspierasz? Dlaczego do kurwy nędzy?! Bo na to zasłużyłeś. Co? Ja?! Co ja takiego zrobiłem?! Modlę się, uczę się, jestem miły, uśmiecham się, pocieszam, pomagam. Co takiego złego robię?! Jesteś.
|
|
 |
|
Siedziałem w kuchni przy stole. Przyszedł on. Usiadł na stołku, oparł się o kolana i jęknął głośno. 'Życie jest pojebane' powiedział. 'Tak wiem tato' odpowiedziałem. Zaczęliśmy rozmawiać. Woń alkoholu przyprawiała mnie o mdłości. Z niewiadomych przyczyn serce biło mi jak oszalałe. Jednak uspokajałem się w myślach. Nie może mi nic zrobić prawda? Prawda... Dam radę? Dasz.. 'Podaj no popielniczkę' powiedział. Spojrzałem na niego tylko. Nie ruszyłem się z miejsca. 'Nie lubię jak palisz tato' 'Co Ty pierdolisz?! Dawaj albo wpierdol' Łza poleciała mi po policzku. Wstałem, poszedłem do korytarza, wziąłem popielniczkę i mu ją podałem. ‘Proszę’ powiedziałem. Nic nie odpowiedział. Chciałem już iść stamtąd. Ruszyłem w stronę korytarza. ‘Gdzie kurwa?!’ krzyknął. Wstał i popchnął mnie mocno. Prawie upadłem. ‘Przepraszam tato, już siadam’ cdn
|
|
 |
|
Ten świat jest jakiś pojebany dziś, nie sądzisz?
|
|
 |
|
I tak wiem, że mnie kochasz, tym pachnie Twoja skóra.
|
|
 |
|
Miłość, aby była prawdziwa, musi kosztować, musi boleć, musi ogałacać nas z samych siebie.
|
|
 |
|
Nawet nie chce mi się im pluć w oczy, bo szkoda mi śliny.
|
|
 |
|
Nie opuszczam ludzi, jestem przy nich cały czas, nawet, gdy mi prosto w twarz mówią najtrudniejszą z prawd.
|
|
 |
|
Wspominam, ale proszę zastanów się czy to wszystko moja wina?
|
|
 |
|
Potem odeszła. Stałem tak w futrynie drzwi przez kilka minut. Wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Wzruszyłem się. Jestem wyjątkowy… Powtarzam sobie to od momentu kiedy to kobieta wyszła z domu.
|
|
 |
|
Po upłynięciu kilku minut do domu weszła owa starsza kobieta. W trzęsącej się dłoni trzymała czekoladowego 'Grześka' i starego lizaka o smaku malinowym. Spojrzała na mnie i ręką, w której trzymała słodycze zaczęła mnie nawoływać. Podszedłem do niej. Przyjrzałem się jej. Jej twarz była pełna głębokich zmarszczek, oczy jej były zmęczone życiem, przejawiały też ogromny strach przed śmiercią i tęsknotę za bliskimi, wydawała się taka samotna, słaba, schorowana. Pachniała tak jak pachną starsze osoby. Czułem ten zapach nie raz. Zapach starości. Przerażał mnie on. Kiedy już byłem obok kobieta włożyła mi do dłoni owe słodycze. ‘Eee emm dziękuje pani, nie trzeba było’ powiedziałem i dałem jej buzi w policzek. Kobiecie poleciało kilka łez. Powiedziała ‘To ja dziękuje. Dziecko nie brzydziłeś się mnie pocałować w policzek, niech Bóg Cię trzyma w swej opiece i całą Twoją rodzinę. Dziękuje jeszcze raz. Jesteś wyjątkowy’. cdn
|
|
|
|