 |
|
byliśmy młodzi. zrobiliśmy braterstwo krwi, a gdy wracam tam po latach zamykają mi drzwi. !
|
|
 |
|
Następnego dnia oglądał telewizję, znowuż usłyszał warkot silnika samochodu wjeżdżającego na podwórko. 'Będzie dobrze' pomyślał. Uśmiechnął się mimowolnie. Wstał i tak jak co dzień skierował się do drzwi frontowych. Tam stanął i robił to co wczoraj. Po chwili uśmiech zniknął, w oczach pojawiły się łzy a twarz zrobiła się blada jak ściana. Serce chciało mu wyskoczyć z klatki piersiowej, zrobiło mu się gorąco. Jego twarz nie wyrażała nic. W oczach widać było przenikliwy ból. Stał tak przez chwile po czym poszedł do łazienki. Otworzył swą 'szafkę radości' wyciągnął 'lekarstwo', podwinął rękawy i zaczął 'kurację'. Łza jedna po drugiej spływała z jego policzka na rękę. Tam mieszała się z krwią. Ciął się dopóki nie poczuł jakiejkolwiek ulgi, kiedy ją odnalazł odłożył żyletkę i usiadł sobie w kątku. Zaczął kiwać się do przodu i do tyłu oraz głośno szlochać. Po chwili huk roztwieranych drzwi rozniósł się po pomieszczeniach znajdujących się w domu. Zamknął oczy.
|
|
 |
|
Siedząc przed komputerem usłyszał samochód wjeżdżający na jego podwórko, serce zaczęło mu szybciej bić, zaczął oddychać szybciej, by się uspokoić zamykał oczy i myślał o Niej. Wstał z fotela i cichym krokiem skierował się w stronę drzwi frontowych, tam stanął i zaczął obserwować przestrzeń znajdującą się za szybą w drzwiach. Popatrzył cierpliwie i zobaczył Go. Szedł powoli, stabilnie, w ręku miał reklamówkę z ciastkami i 2 piwa. Odetchnął z ulgą, uśmiechnął się do siebie, poszedł do kuchni i wstawił wodę na kawę, usiadł przy stole, wziął telefon komórkowy i zaczął pisać sms do Niej. Wiadomość kończyła się słowami 'dziś jest ok, będzie spokojnie, dziękuje Ci, że jesteś'
|
|
 |
|
Komu dziękujesz? Tobie. Za co? Że wróciłeś. Skąd o tym wiesz? A uśmiech na mojej twarzy? A iskierki w mych oczach? A bandaż na rękach? A chęci do życia? A nieokreślony entuzjazm, którym tryskam? To Ty! To dzięki Tobie, dzięki temu, że jesteś. Taaa, to moja wina. Chwila milczenia przerwana ich jednoczesnym wybuchem śmiechu.
|
|
 |
|
Wybuchnął płaczem. Był sam. Zostawili go wszyscy. Nie potrafili znieść tego, że o wszystko ich obwiniał.
Wróć proszę... Wróć! Przepraszam to moja wina, ja się zmienię, ale wróć, nie zostawiaj mnie proszę. Przepraszam! Bez Ciebie nie dam rady. Bez Ciebie jestem niczym, ja byłem zły, ja mówiłem to wszystko pod wpływem impulsu, wróć. Proszę. Ja... ja będę się leczył naprawdę, nie będę pił ani się ciął, ale proszę nie zostawiaj mnie. Nie dam rady beż Ciebie.
Kiedy nie miał już siły nawoływać zasnął. Sen był jego lekarstwem na wszystko. Obudził się z uśmiechem. Wstał, opatrzył sobie rany, zrobił sobie porządne śniadanie, wstawił wodę na kawę, wziął prysznic, założył czyste ubranie, użył najlepszych perfum, poszedł do lustra, z szybciej bijącym sercem spojrzał w nie i zaczął śpiewać 'damy radę, ale trzymajmy się razem ale, kochanie damy radę' potem zadzwonił do Niej, umówili się na spotkanie, wyszedł z domu, spojrzał w bezchmurne niebo, wziął głęboki oddech i powiedział 'dziękuje Ci'.
|
|
 |
|
Moja wina, że mam zjebaną psychikę? Moja, że mój ojciec pije? Moja, że robi awantury? Że zadaję sobie ból, że sobie z tym nie radze, że wyżywam się na wszystkich, odcinam się od przyjaciół, tracę osobę, którą kocham, nie wiem co z sobą zrobić, że się tnę, że nie jem nic, że ryczę nocami, piję samotnie cytrynówkę, krzyczę kiedy nikogo nie ma w domu, uciekam z domu, biegnę nocami do lasu, udaję przed wszystkimi, że jest ok, że chcę się zabić, nie chcę żyć, robię z siebie ofiarę???? Jesteś ofiarą... Nie przerywaj mi! Twoja wina! Nie moja! To jest Twoja wina... Ja tu nic nie zrobiłem, ja chce Ci tylko pomóc... Nieprawda! Przez Ciebie to wszystko się dzieje! Nie rozumiesz mnie! Wyjdź stąd! Nie chce Cię znać!!! Zostaw mnie! Chcesz tego? Wypierdalaj!
|
|
 |
|
Co teraz zrobisz? Nie rozumiem. No przecież wszystko od Ciebie zależy. To czy coś Cię dobija, czy coś sprawia, że jesteś smutny, od Ciebie to zależy. Więc pytam się co zrobisz z tą siłą, z tymi możliwościami. Nic. Jak to nic? Przecież ma... Nic nie zrobię! Pójdę do łazienki, popatrzę w lustro, poużalam się nad sobą, potem położę się na łóżku i będę wyżywał się na osobie, której na mnie zależy. Powiem jej, że to wszystko jej wina, ona wszystko źle robi, ona się nie stara, ona popełnia błędy i przez nią cierpię. Potem by sobie ulżyć z całych sił będę drapał sobie sznyty, będę drapał do momentu popłynięcia kilku kropel krwi. Stwierdzę potem, że to za mało. Pójdę po żyletkę. Wezmę ją w swą trzęsącą się dłoń, potem poprowadzę nią delikatnie po rękach, w miejscach wolnych od blizn, będę napawał się ciepłem swej krwi, na swej twarzy ujrzysz uśmiech, w mych oczach ujrzysz łzy, potem spojrzę Ci prosto w oczy i powiem, że to Twoja wina, nie moja.
|
|
 |
|
Napisałeś? Tak. I co? Jak się czujesz? Źle. Dlaczego? Po prostu, mogłem nie pisać. Mogłem mieć nadzieję na to chociaż, że ona chce ze mną pisać. A teraz? Pff, teraz nie ma nic. Mogłem nie pisać. Nie przejmuj się. Będzie dobrze słyszysz? Będzie git. Nie będzie. Ale zrozum to, że napisałeś. No i co z tego? Jak to, co z tego? Przełamałeś się. Teraz poczekaj aż ona się przełamie. Nie zrobi tego. Skąd ta pewność? Bo ją znam, Tak? Spójrz na telefon. Po co? No spójrz, dostałeś sms. Od niej? Tak. Odczytaj. Co napisała? Hmm? Dwa słowa napisała. Jakie? Te najważniejsze. I powiedz mi, jak teraźniejszość może Cię dobijać? Musisz działać! Od Ciebie ona zależy! Nie zapominaj o tym. Przełam dumę, strach, obawy, działaj! Wtedy nie będzie tylu problemów, tylu smutków, tylu pretensji do siebie i do innych. Obiecujesz mi to? Nie wiem. Jak to nie wiesz?! Chcesz żeby było dobrze? Tak. Kochasz ją? Tak. To teraz obiecaj. Obiecuje.
|
|
 |
|
Dlaczego teraźniejszość Cię dobija? Bo nie potrafię zrobić tego by było dobrze, zawsze popełniam jakiś błąd, mały, ale jednak błąd,. Dziś na przykład siedzę przy telefonie i czekam aż ona napisze. Dlaczego Ty nie możesz napisać? Bo... bo to ona powinna napisać, nie ja. Ale dlaczego ona? Bo to ona mnie rani a nie ja ją! Nie krzycz, ja tylko się pytam... Przepraszam. Ale dlaczego zwalasz winę na nią? Bo ona jest winna. Ale dlaczego? Wytłumacz to. A co ja niby takiego robię?! Ja tylko ją kocham... Kochasz? Tak. To napisz do niej. Ale... Ale co? Kochasz ja przecież. Nie chcesz tracić czasu na jakieś głupoty, przełam dumę i napisz do niej. Ale... Ale nie ma ale... Pamiętaj: kochasz ją.
|
|
 |
|
Kocham wyobrażać sobie własną śmierć. Kocham wyobrażać sobie reakcje innych na tą wieść. Kocham swój pogrzeb wykreowany w mych myślach. Kocham smutek dopadający osoby, które zraniły mnie. Ubóstwiam, szaleję, uwielbiam. marzę, kocham, nienawidzę, lubię, tęsknie, ranię, cierpię, szydzę, wyśmiewam się, bronię, doradzam, pomagam, wspieram, obrażam, płaczę, śmieję się, zadaję sobie ból, opatruję swe rany, tnę się, próbuje się wieszać, robię wszystko by żyć. Ale to jeden wielki chaos, te słowa się wykluczają, to, to jest niemożliwe przecież. Jak to nie? Takie jest me życie, pełne przeciwieństw, problemów i radości. A czy Ty potrafisz tylko kochać? Albo tylko nienawidzić? Tylko cierpieć? Tylko pomagać? Nie... No właśnie.
|
|
 |
|
Boję się spojrzeć w lustro kiedy wracam do domu po spotkaniu ze znajomymi, wtedy to najbardziej boli. Myślę sobie tak 'jak oni nie brzydzą się mnie przytulać, rozmawiać ze mną, zwierzać mi się, no jak?' Nie potrafię tego zrozumieć. Najchętniej zerwałbym kontakt ze światem. Byłoby mi wtedy dobrze, bo wtedy ludzie wytykaliby mnie pacami i mówili 'patrzcie ten dziwoląg idzie' i wtedy czułbym się normalnie, bo taki naprawdę jestem, jestem dziwolągiem. Nienawidzę tego uczucia, które ogarnia mnie wtedy kiedy jesteśmy gdzieś na mieście i popatrzę na jakąś szybę po drodze, w której odnajduję swe odbicie To psuje mi humor. I znów powracają myśli 'jak oni mogą się do mnie przyznawać?'. Bo tak naprawdę zapominam o moim wyglądzie bardzo często. Bo oni zachowują się tak normalnie, naturalnie, szczerze. Ale kiedy zobaczę siebie to wtedy wmawiam sobie, że oni udają, litują się, szydzą ze mnie. Nie potrafię tego kontrolować. Nie daję sobie rady z tym. To jest zbyt trudne, zbyt skomplikowane.
|
|
 |
|
Dlaczego je wymuszasz? Dlaczego zmuszasz się do płaczu? Bo jest mi to potrzebne. Chce być ofiarą. Chce czuć się słaby. Nie mam sił by się starać o opinię osoby silnej emocjonalnie, to jest zbyt trudne. Mógłbym udawać osobę twardą, na którą żadne sytuacje nie mają wpływu. Ale po co? Wolę być słabeuszem. Już nawet nie wiem dlaczego mój humor to huśtawka nastrojów. Przecież to takie niemądre i dziecinne. Ale... ale... ja to lubię. Podoba mi się to. Może kiedyś na siłę chciałem pokazać ludziom jaki to jestem ciekawy, zmiany nastrojów, złe humory, ataki śmiechu, trudny charakter. Tak się w to wciągnąłem, że już nie wiem jaki jestem. Nawet pomijając mój charakter jest coś co wzbudza we mnie największe chęci do cięcia. Wzbudza we mnie odrazę. Dzięki niemu pojawiają mi się łzy w oczach. Tak po prostu. Wystarczy, że spojrzę w lustro. Wygląd jakim jestem obdarzony jest moim przekleństwem. Nie mogę na siebie patrzeć. Wątpię aby ktoś miał takie problemy jak ja.
|
|
|
|