 |
|
Nie kłam, że to już przeszłość, jeśli w sercu masz go do dziś. Nie mów, że to frajer, jeśli tak naprawdę myślisz o nim w samych superlatywach. Nie wmawiaj, że nie kochasz, jeśli na jego widok serce wali Ci jak oszalałe. Nie próbuj udowadniać, że jest Ci obojętny, jeśli idąc ulicą wyszukujesz go wzrokiem. Nie nawijaj, że to od początku nie miało sensu lub że żałujesz, jeśli w środku przeklinasz się za każde złe słowo na jego temat. Kochasz go - to normalne.
|
|
 |
|
to nie moja wina, że zanim do mnie podszedłeś nie zauważyłeś, że w oczach mam wypisane małym druczkiem, że nie mam ochoty na uczucia..
|
|
 |
|
Marznę. Teraz moja wieczność jest bardzo krótka. Niebo dziś przypomina mi o Tobie. Siedzimy na kocu, a przed nami rozciąga się las. Pijesz wodę, ja patrzę na Ciebie. Niebo dziś pozwala mi na pochowanie wspomnień. Kocham Cię. Kochałam Cię. Błądzę. Nie wiem co czuję. Pragnę Cię, pragnę Twojego ciepła, Twych silnych ramion. Noc zamienia się w dzień. Moje zakochanie przemienia się w miłość. Czystą miłość. Ciepłem słów łagodzę Twą znieczulicę. Potrzebuję Cię. Odchodzę wołając niemym krzykiem Ciebie. Nie nadchodzisz. [cz2]
|
|
 |
|
Jest noc, a może to już poranek. Zbieram z podłogi stłuczone szkło, układam białą magie, zapominam z Tobą o nas. Zapach wina rozbudza moje zmysły. Jedna lampka za Ciebie, druga za mnie, trzecia za nieprzespaną noc. Czekam na Twój list. Krótką wiadomość, chcę wiedzieć co czujesz, czego chcesz, czy jesteś szczęśliwy. Dziękuję. Moja miłość otula Cię każdej nocy, kiedy kładziesz się spać, zasypiasz tuląc się do niej i przykrywasz się jej ciepłem. [cz1]
|
|
 |
|
Słuchałam muzyki, której nie cierpię, rezygnowałam z dobrych rzeczy, robiłam wszystko by TOBIE się podobać, a TY wybrałeś inną.
Ale to moja wina, nie pozwoliłam CI poznać, prawdziwej MNIE.
|
|
 |
|
jeśli umrę za kilka godzin to obiecaj mi, że się nie załamiesz i będziesz żył dalej. przed Tobą jeszcze wiele wspaniałych chwil, cudownych melanży, pięknych kobiet. nie ćpaj, nie pij. zapal szluga nad moim grobem i połóż na nim różowe róże, które uwielbiam. dopilnuj by na moim pogrzebie poleciało Na Szczycie Grubsona. nie wspominaj mojego głosu, mojego śmiechu, nie przytulaj moich ubrań. odwiedzaj mnie raz w roku - dwudziestego szóstego maja. nie płacz. wylaliśmy już ogrom łez przez kłopoty, które nas spotykały. pamiętaj, że kochałam Ciebie z całego serduszka, ale zapomnij o tym, ile przez to wycierpiałam. przecież jeszcze się spotkamy, tam na górze, z nową kartą. teraz cicho, daj mi zasnąć.
|
|
 |
|
rok temu? odliczałam dni do naszej rocznicy. wszystko było o wiele prostsze, mimo tego, że nie zawsze mogłeś być przy mnie. wszystkie wieczory spędzaliśmy rozmawiając przez telefon, a w weekendy do woli cieszyliśmy się swoim towarzystwem. rzuciłeś dragi i skupiłeś się na naszym związku. każdego ranka budziła mnie słodka wiadomość. czasami wstawałam o piątej by spędzić z Tobą piętnaście minut, bo każda sekunda była cenna jak diament. wspólne zachody słońca, spadające gwiazdy i pikniki. do tej pory nie wiem skąd miałeś tyle siły by nosić mnie na rękach przez pół miasta. nigdy nie zapomnę delikatnego dotyku na mojej skórze, który sprawiał, że drżałam oraz pocałunków przez, które mdlałam. brakuje mi nas.
|
|
 |
|
chciałabym spokojnie zasnąć. położyć się do łóżka i odpłynąć w magiczny sen, który dałby mi siłę na przeżycie kolejnego dnia. moje myśli nie ofiarują mi snu. każda z nich jest skierowana do Ciebie. przymykam powieki by ukryć łzy. muzyka w słuchawkach budzi wspomnienia, mogłabym ją wyłączyć, ale boję się ciszy. nad ranem odpływam. mózg pokazuje mi Twoje przejarane, czekoladowe oczy i błogi uśmiech, który nadal uwielbiam. z letargu wyrywa mnie budzik. wstaję i piję szybką kawę. robię makijaż nakładając przy tym uśmiech na twarz. wychodzę z domu, mijam znajome twarze, żadna z nich nie należy do Ciebie, chociaż nadal naiwnie wierzę, że Cię spotkam. wracam nocą. znowu tęsknię i marzę byś głaskał moje włosy i przytulał mnie z całej siły. jak kiedyś.
|
|
 |
|
'we are the nobodies. wanna be somebodies, when we're dead. they will know just who we are. yesterday I was dirty. wanted to be pretty. I know now that I'm forever dirt.'
|
|
|
|