 |
|
[2] Niespokojnie odpalam szluga i otwieram piwo wychodząc na balkon.
Wszyscy patrzą na mnie nieobecnym wzrokiem z politowaniem spuszczają wzrok.
Wracam do domu, nie ogarniam co się dzieje.
Coś z moją Matulą? Tatą? Co się do chuja stało? - milion pytań w głowie.
Zakładam szybko buty i szybko biegnę po schodach do mieszkania rodziców.
Dobijam się do drzwi jakby zaraz miał mnie ktoś zabić, jestem coraz bardziej niespokojny.
Drzwi otwiera mi zapłakana Matula mówi - Wejdź Dawiś. - moje ręcę się trzęsą.
Nie ściągam nawet butów - w salonie widzę jego zapłakanych rodziców.
Widzę jego Matulę trzymającą w dłoni jego zdjęcie zalane łzami, które spływają po jej policzkach.
- Cio... - nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, gdy poczułem mocny uścisk Wujka na ramieniu.
Nawet nie wiem kiedy On wstał i podszedł do mnie - przytulił mnie do siebie.
|
|
 |
|
[3] Rozpłakał się z podwójną siłą, a z moich policzków równocześnie zaczęły płynąć łzy.
Żadne słowa do mnie nie dochodziły, nie rozumiałem co do mnie mówią.
Usiadłem na podłodze zakrywając się dłońmi - chciałem krzyczeć.
Nic nie chciało przejść przez moje gardło, najkrótsze, najcichsze słowo.
Dławiłem się łzami czując się jak głupi pięciolatek, któremu odebrano ulubioną zabawkę.
Chłopaki zaczęli przychodzić kolejno do mieszkania. Siadali obok mnie.
Wzrok - każdy na każdego i płacz, który odbierał wszystkim siłę na lepsze jutro.
Chciałem go jeszcze raz usłyszeć, dotknąć by stanął w tych cholernych drzwiach i zaśmiał się.
By powiedział, że jest skończonym pojebem i poszedł zobaczyć się tylko z kimś tam na górze.
Ale wrócił i jest i więcej takiego numeru nam nie zrobi. Nie było tego.
On odszedł. Odszedł na zawsze. / niefartowny
|
|
 |
|
Nie jest mi łatwo wstawać i nienawidzić siebie, nie jest łatwo wstawać z myślą że kiedyś było wszystko poukładane. Nie jest łatwo spojrzeć Ci w oczy, i powiedzieć że życzę Ci szczęścia. Nie jest łatwo zaakceptować tego, że teraz ktoś inny będzie dla Ciebie całym światem. Nie jest łatwo żyć, gdy się nie ma po co.
|
|
 |
|
- Pokażę Ci jak żyć, gdy nie ma mnie obok. Jak egzystować, nie krwawiąc. Pokażę Ci magię tęsknoty za upragnioną miłością i cuda jakie wywołują marzenia za powrotem i bliskością. Przedstawię Ci to co pozytywne podczas rozłąk, bo nie pozwolę Ci więcej zaznać samotności. - Każde słowo wypowiadał z ogromną czułością, jak nigdy wcześniej. Pewny siebie mężczyzna, wiedzący czego oczekuje od życia i ode mnie, od nas. Wodził palcem po mojej dłoni, z niesamowitym wyczuciem, jakby miał obok kruchą istotne, która mogłaby się rozsypać pod mocniejszym naciskiem. Może to on, może to ten właściwy człowiek, mężczyzna. Może to ta jedyna osoba z którą mijałam się przez te wszystkie lata a z którą połączyło mnie coś niebanalnego i niezrozumiałego. Gruba nić zjednała nasze rozszarpane przez życie dusze.
|
|
 |
|
Czas zapierdala, a ja się czuje jakby to było wczoraj. Patrzysz tam Sebuś na mnie z góry? Za pare dni minie dwa lata, a ja wciąż nie wierzę, że już nigdy Cie nie zobaczę i nie zbije z Tobą piątki. Już niedługo i ja odnajdę swoje niebo dla chuliganów i zasiądę na sektorze z Tobą. Jednak teraz jeszcze stawiam wódkę, biorę Twoje zdjęcie w dłoń i pozwalam płynąć po policzkach łzą... / niefartowny
|
|
 |
|
Jeden papieros. Drugi. Trzeci, aż schodzi cała paczka. Siadam niechlujnie na ławce postawionej za rzeką tuż przy stawie i spoglądam na wychylające się zza gałęzi kaczki. Zerkam na telefon. 4:30. Popiół opada. Obok leży stare zdjęcie, nie jestem w stanie spojrzeć w niebo, chyba boję się dostrzec ich rozczarowanie mną. Chłodny wiatr otula moją twarz i nieokryte ramiona. Nie ma we mnie strachu. Jest tylko poczucie własnej bezużyteczności. Spokój, świat śpi, jest martwy. Może ktoś tak jak ja właśnie pogrąża się we wspomnieniach paląc przy tym ostatniego papierosa. Może ktoś tak samo jak ja, poszukuje kolejnego blanta. Może gdzieś jest człowiek, który spogląda na nieruchomą taflę wody i marzy o samozagładzie lub zanurzeniu ust w kropli alkoholu. 4:30 - Ja kontra moje chore myśli, odbierające czucie, możliwość racjonalnej oceny sytuacji. Ja, zimne ciało bez wiary i nadziei kontra przeszłość i nic nie znacząca, nikła, czarna przyszłość.
|
|
 |
|
Był pewien wyjątkowo mroźny wieczór na przełomie listopad/grudzień - Zapomniałam o nim. Zapomniałam o nocach, które wspólnie spędziliśmy i przegadaliśmy do rana przy kubku gorącej kawy, byłam w tym zapominaniu bardzo uważna. Pamiętałam o szczegółach. Pamiętałam, jak po mnie przyjechałeś, cały drżałeś. Nic dziwnego, skoro byłeś w samym podkoszulku i krótkich spodenkach. Płatki śniegu bezwładnie opadały na moje włosy a Ty twardo spoglądałeś na mnie twierdząc, że nie odczuwasz chłodu, ale ja powinnam się szybko ubrać i wsiąść do samochodu. Prowadziłeś, chociaż nie chciałeś, miałeś złe przeczucia. I całowałeś mnie na pożegnanie, tak by nie wyglądało to na ostatnie zbliżenie. Trochę w ramach zapamiętania tej chwili, zapamiętać więcej drobiazgów niż zapamiętać się da. Ta droga była trasą do zapomnienia. Zapominam bardzo dobrze o tym jak płakałeś kilka dni. Jak krzyczałeś z bólu i tęsknoty. Chciałeś mnie wtedy wymazać ze swojego życia, z siebie, przytulając mnie przez cały czas. Zapomniałam.
|
|
 |
|
Spoglądasz za siebie. Wyciągasz z szafy stare listy, przesączone bólem, miłością, papierosami, wódką. Wyciągasz listy z waszą wspólną historią, która nigdy więcej się nie powtórzy. Delikatnie przejeżdżasz palcem po literach. Oddziałuje dotyk i słuch, wyobrażasz sobie jego głos, ten mocny, męski głos, który kochałaś najmocniej na świecie. Sklejasz literki, próbujesz przeczytać pierwsze zdanie a już łzy spadają na kartkę. Czytasz do końca, kreujesz sobie obraz tego dnia. Miejsce, ludzi, zapach, wygląd, każdy szczegół, który nie traci na wartości. Czasami garść zdań, zlepek myśli, wyimaginowane dialogi, szum drzew, śpiew wiatru, stukot ptaków. Chwila, coś chyba jest nie tak? Mijasz siebie, mieszkanie w którym kiedyś tak wiele się wydarzyło i spoglądasz w okna z nadzieją, że dojrzysz własną postać. Potykasz się o stare uliczki, którymi niegdyś przechodziłaś. Miejsca w których zapaliłaś pierwszego papierosa, zrobiłaś pierwszy łyk wódki i pierwszy raz szaleńczo się zakochałaś. Wspomnienia...
|
|
 |
|
Ile rzeczy mogę jeszcze spieprzyć w tym jednym życiu? Po każdej sinusoidzie potknięć wyglądam jak seryjny morderca, a tym samym jak ofiara spoczywająca kilka zapomnianych miesięcy pod taflą szumiącego potoku. Do czyjej duszy jeszcze się wedrę nieproszona? Zdepczę ostatnie niedopałki nadziei, rozproszę iskierki wiary. Tworzę sobie piekło na ziemi. Nie potrzebuję do pomocy diabła. Nie wiem co mnie czeka, może będę dusić się we własnym ciele, aż do momentu przyznania się, że jestem martwa?
|
|
 |
|
i ciągle łudzę się że jednak nam wyjdzie że jeszcze jest szansa by odzyskać życie które kiedyś było wszystkim co miałam.Czekam na zmiany, bo wiem że nie potrafię inaczej żyć. Bez Ciebie to nie to samo.
|
|
 |
|
Nigdy nie sądziłam, że w kimś zupełnie obcym można znaleźć tyle zrozumienia i radości. Te Jego oczy, kiedy mnie zobaczył, jak wróciłam do domu, ten uśmiech, który pojawił się na Jego twarzy, to coś niezwykłego, coś niezapomnianego. Zobaczył mnie, swoją byłą uczennicę, która bez większego problemu jechała przed siebie do końca własnej ulicy, aby zawrócić. Kiedy widział, jak podjeżdżam i parkuję tuż naprzeciw Jego auta, automatycznie wyszedł, aby się przywitać. Nie wiedziałam, jak mam się zachować. Czy skakać ze szczęścia, czy podać mu rękę, czy może przytulić się do Niego i podziękować mu za wszystko to co dla mnie zrobił, choć nie musiał? Do tej pory się nad tym zastanawiam. Bo nie mogę uwierzyć, że jest ktoś w moim życiu, kto nie patrzy na mnie źle, kto nie ocenia mnie z góry, jak inni. Lecz pomimo wszystko jest to dla mnie ktoś, kto potrafi mi pokazać, że życie choć przez moment może być inne, piękniejsze. I jestem mu wdzięczna za to, że chce mi pomagać wbrew wszystkiemu i wszystkim.
|
|
|
|