 |
|
Powinien być wtedy przy niej, ale On już dokonał wyboru. Wybrał miłość, nie przyjaźń, zostawiając ją z nadzieją, że wróci. Z obietnicą, że przecież jej nie opuści.
|
|
 |
|
Mieliście kiedyś ochotę zabić człowieka? Bo ja tak. Tutaj i teraz.
|
|
 |
|
On nie jest daleko stąd. On zawsze myślami jest przy mnie. A ja obiecałam, że również go nie opuszczę.
|
|
 |
|
Byli jak niekończąca się piosenka, do której ciągle dopisywano nowe zwrotki...
|
|
 |
|
Zapomniałam ile znaczą dla mnie te brązowe oczy.Te duże,śliczne, brązowe tęczówki, w których byłam bezgranicznie zakochana i chyba wciąż jestem..Oszukiwałam wszystkich dookoła, ale przede wszystkim oszukiwałam sama siebie.Wierzyłam,że te wspomnienia z czasem kompletnie się zmyją,a Jego miejsce próbowałam wpuścić Jego imiennika i nawet na chwilę mi się to udało,lecz zbyt często całując Jego łapałam się na tym,że otwieram oczy i przenoszę się w objęcia właściciela brązowych oczu, jednak szybko wracałam do świata realnego..Świata,w którym nie łączy nas nic prócz wspomnień, świata,w którym nie jest nam dane bycie razem..Mieliśmy już swoją szansę, mielismy już swój czas,jednak szansy nie wykorzystaliśmy,a czas juz przeminął pozostawiając tęsknotę..bo wciaż tęsknie, mimo, ze usilnie wmawiam wszystkim, że tak nie jest.. ;(
|
|
 |
|
-Będę czekała na szczycie Empire State Building, o 19:01 zamknę przed Tobą swoje serce na zawsze. -Nie pojawię się.
|
|
 |
|
Wsłuchiwała się w każde jego uderzenie o klawisz. Uwielbiała to – uwielbiała czuć, że ma go przy sobie. Że gra tylko i wyłącznie dla Niej. Ukajał ją swoją muzyką – swoją obecnością. kochała siedzieć wieczorami na parapecie z kubkiem gorącego kakao czekając aż pojawi się na wyświetlaczu jego numer telefonu. Odbierając wsłuchiwała się w nuty, które przeznaczone były dla Niej. Szeptał w między czasie, jak bardzo ją kocha i potrzebuje. Uzależniła się od tego- od tych wieczorów, poranków i chwil. Uzależniła się od Niego.
|
|
 |
|
późnym wieczorem usiadła w za dużej bluzie i krótkich spodenkach na huśtawce za domem. naciągając ją na kolana upiła łyk marchewkowego kubusia. wspominała czas kiedy siedziała tu z nim, pijąc z jednej butelki i przegryzając wspólnego Milkiway'a. patrzyła w gwiazdy, przypisując każdej Jego imie. kochała Go. jak nigdy dotąd. nie umiała tego wytłumaczyć. nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ? dlaczego On ? dlaczego Jego oczy, Jego usta, Jego policzki widzi w każdym swoim śnie ? nie chciała o tym myśleć, wspominać. nie chciała czuć jego obecności, jego oddechu na szyi. teraz siedzi tam zupełnie sama, upijając się tanim sokiem i czeka na swoje magiczne słowa ' Wróciłem Bejbe. '
|
|
 |
|
-No ale dlaczego? po co? po co koniecznie chcesz tam wracać i walczyć? -bo ja nadal się boję. I co by nie było dzisiaj kiedy stąd wyjdę,nigdy więcej nie che się bać./The Karate Kid
|
|
 |
|
-Mówił Pan że chodź często upadamy,to i tak od nas zależy czy chcemy wstać ja chce wstać, dlaczego mi pan w tym nie pomaga?/The Karate Kid
|
|
|
|