 |
|
Kochałam te twoje długie monologi, dotyczące Lechii : kto jest przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem. Tylko, wiesz, ja nic nie zapamiętałam. Za bardzo rozpraszała mnie głębia Twoich niebieskich oczu i magiczny uśmiech. Potrafisz, chcąc nie chcąc, wyprowadzić z równowagi.
|
|
 |
|
Jestem zdolna słuchać przez parę godzin radia maryja, zniosę kłamstwo, udam, że uwielbiam największą szkolną dziwkę. Ale istnieją pewnie granice : nie porozmawiam sobie o pewnym klubie piłkarskim, którego nienawidzę z mojego całego, wielkiego serca, nie porozmawiam sobie o muzyce Tedego i jego osobie, jak i nie porozmawiam sobie, ani o miłości, a tym bardziej o nim, bo to wszystko mnie tak wkurwia, że najchętniej rozjebałabym monitor.
|
|
 |
|
Zabić nienawiść, wygrać z miłością, udusić gniew, pochować zazdrość, spalić kłamstwo i być szczęśliwym nikim.
|
|
 |
|
Gdy Twoja siostra zadzwoniła do mnie z prośbą, żebym przyszła do Was, automatycznie to zrobiłam. 'Co jest?' Zapytałam gdy już weszłam do środka. 'Nie wezmę nic, póki ona nie przyjdzie.' Usłyszałam Twój głos i spojrzałam pytająco na Twoją siostrę. 'Ma gorączkę, cały czas chciał, żebyś przyszła.' Zdziwiłam się, nie umiałam nic powiedzieć. 'Masz tu tabletki i idź do niego, proszę Cię!' Zostałam wepchnięta do pokoju. Leżałeś na łóżku cały spocony. 'Hej. Jestem, tak jak tego chciałeś. A teraz weź te lekarstwa, proszę.' Dałam je Tobie. 'Przyszłaś.' Mimo zmęczenia, uśmiechnąłeś się. 'Tak, przyszłam. Zdejmij koszulkę, dam Ci nową.' Wyjęłam z szafy bluzkę i pomogłam Ci założyć. 'Czyli martwisz się o mnie' Wyszeptał, a mi serce zabiło szybciej. 'Tak, martwię się' Położyłam Cię na łóżku. 'Nie idź nigdzie, zostań tu ze mną.' Poprosiłeś. 'Nigdzie się nie wybieram. Zostanę tyle, ile będziesz chciał.' Usiadłam na łóżku i głaskałam Cię po twarzy, a Ty zasnąłeś mi na nogach, szepcząc, że mnie kochasz.
|
|
 |
|
Będąc z laskami na dworze, była niezła beka, więc śmiałyśmy się na całego. Nagle komórka zaczęła dzwonić. 'O proszę, kto się odzywa, kurwa!' Wrzasnęłam i odebrałam.'Słucham Cię?' Wszystkie laski ucichły. 'Co wy się tak śmiejecie? Kurwa, dwie ulice dalej was słychać!' Zaśmiałam się. 'Życie kolego, tak już jest, kiedy wypuścisz parę idiotek na dwór.' Tym razem to on się zaśmiał. 'Szczególnie, jak większość z nich, to blondynki!' I zadowolony z siebie, rozłączył się. Cudowne, kiedy się wszyscy wzajemnie z miłości wyzywamy.
|
|
 |
|
- Odebrałam dzisiaj telefon.-I co ?- Rozmawiałam z człowiekiem.- I co mu powiedziałaś?-Że siedzę w domu, że cały czas płaczę, że zastanawiam się nad sensem mojego istnienia.- I co ? Uwierzył Ci ? - Nie, no co ty, śmiał się .
|
|
 |
|
To taki moment życia, w którym wyjdę, trzasnę drzwiami, Nie chcę wiedzieć co będzie.
|
|
 |
|
pragnę znów poczuć, że coś ma sens. cokolwiek.
|
|
 |
|
' Percepcja mej mentalności nie obliguję do dalszej merytorycznej konwersacji z Twoją osobą, gdyż pławisz się w zbyt płytkim basenie intelektualnym' Wypaliła jedna z kumpel do innej, gdy ta cały spacer kręciła sobie z niej bekę. 'Co?' Laska nie wiedziała o co kaman i spojrzała na mnie pytająco. 'Tak w skrócie : spierdalaj.' Wypaliłam. Dziewczyna dalej nie wiedziała co jest grane. 'Powtórz albo napisz .. Albo nie. I tak nie zrozumiem.'
|
|
 |
|
A teraz, chciałam podziękować życiu za spanie do 13, za totalny wyjeb we wszystko przez te dwa tygodnie ferii. Fajnie było się choć raz wyspać. Teraz : żegnajcie ferie, witaj szkoło, witajcie sprawdziany i cała tona kartkówek. Kurde, zimo szmato, oddaj lato!
|
|
 |
|
Zajebiste uczucie, kiedy starasz się, aby wszystko było w porządku, aby nic się nie spierdoliło. By już o nim nie myśleć. Robisz wszystko, by Go nie spotkać, nie usłyszeć, nie poczuć, by nie mieć z nim żadnego kontaktu, a przez jego dostępność na GG, całe to, na co pracowałaś, traci na wartości i spadasz na dno. Cudowne.
|
|
 |
|
'Nie potrafię, rozumiesz? Nie potrafię Ci dać tej jebanej szansy.' Powiedziałam ze łzami w oczach. 'Słońce. Proszę.' Złapał mnie za ręce i spojrzał głęboko w oczy. 'Nie mogę, zrozum. Nie potrafię, mam taką blokadę, rozumiesz? Boję się, że znowu mnie zostawisz dla jakieś innej.' Po policzkach leciały już niepohamowane łzy. 'Znasz prawdę, wiesz, jak było.' Wyrwałam ręce i otarłam kilka łez. 'Wiem, na prawdę wiem. Ale nie potrafię, zrozum.' Odwróciłam wzrok. 'To co ja mam zrobić bez Ciebie?!' Spojrzałam na Niego, a ten miał zaszklone oczy, jedna łza już spływała po jego policzku. Serce mnie zabolało, pomyślałam, że chociażby na siłę muszę dać mu tę szansę. 'Kurde, posłuchaj...' Zaczęłam. 'Nie, ni mów nic. Teraz wiem, jak Cię zabolało to, jak ja Ciebie zostawiłem.' Starłam kolejne łzy. 'Wybacz, boję się na razie.' Przytulił mnie do siebie, załamałam się. Nigdy nie chciałam, żeby ktoś mnie tak zranił, a ja sama to zrobiłam. Czułam, że ten uścisk był jednym z ostatnich.
|
|
|
|