 |
|
Siedziałam przed kompem z nogami na biurku, kiedy do pokoju przyszedł brat i usiadł na kanapie. 'Siostra. pójdziesz mi po ibuprom?' Zaśmiałam się. 'Trzeba było balować do 6 rano!' Powiedziałam głośno. 'Ciszej, proszę. Idź, błagam Cię.' Spojrzałam na niego, cały czerwony, oczy mu się zamykały. 'Ale masz pokój swój posprzątać, nie będę Ci kolejny raz go sprzątała.' Brat się położył na kanapie. 'No weź, widzisz co się ze mną dzieje.' Wywróciłam oczami. 'Nie ma tak. Za jedną przysługę jedno piwo i zero mówienia mamie, bo powiem wszystko o Tobie.' Palnęłam, a ten się zgodził. Od dziś będę najlepszą siostrą pod słońcem.
|
|
 |
|
Sobota, otwieram oczy, godzina 12. Patrzę w komórkę, nie ma żadnego SMS. 'Zawsze pisał, zawsze mnie budził.' Powiedziałam do siebie i już chciałam napisać co się dzieje, gdy ból, który przeszywał moje ciało, nie pozwolił mi na jakąkolwiek czynność. Leżałam tak na tym łóżku skulona, a do oczu cisnęło się wiele łez. Wtedy cała ta nieprzyjemna rzeczywistość doszła do mnie, przypomniałam sobie, że on mnie zostawił dla innej i ból działał jeszcze bardziej, najgorzej w okolicy serca, a łzy poleciały po policzkach.
|
|
 |
|
z góry na dół, jak z jedenastego piętra, gdy znasz to uczucie pękniętego serca . / O.S.T.R. ♥
|
|
 |
|
'Ale przypał!' Walnął kumpel na lekcji matematyki. 'Co?' Zapytałam. 'Ja pierdole.' Wkurzyłam się. 'No co?' Kumpel spojrzał na mnie. 'Pies se zesrał, będę miał co robić, jak wrócę do domu.' Powiedział na całą salę, cała klasa w śmiech. 'Co Ty powiedziałeś?!' Zapytała oburzona nauczycielka. 'Nie do Ciebie, kobieto.' Odpowiedział kumpel. 'No proszę, widzę, że dla mnie nie ma miejsca w tej klasie.' Cała klasa zamilkła, a ja z kumplem jednocześnie powiedzieliśmy 'To wyjdź.'
|
|
 |
|
- która godzina? bo mi się nie chcę sprawdzać. - mi też nie, czekaj, zadzwonię do kogoś. - ok. - 22:38 - dzięki wielkie. - nie ma za co, polecam się na przyszłość - spoczi, skorzystam. / rozmowa na gadu ; D
|
|
 |
|
' Nie, zostaw!' warknęłam, gdy najebany chciałeś mnie pocałować. 'Ale słońce no..' Ledwo co mogłeś coś powiedzieć. 'Pogadamy, jak wytrzeźwiejesz.' Zaśmiałeś się. 'Oj, robi się ostro.' Próbowałeś mnie przytulić, lecz ja Cię odepchnęłam. 'Ostro, to może zaraz być.' Złapałeś mnie za rękę i przyłożyłeś sobie do serca. 'Wiesz, że kocham cię' Odetchnęłam głęboko. 'Tak, wiem. Ale jesteś zbyt pijany, odprowadzę Cię do domu, a jak wytrzeźwiejesz, to do mnie napiszesz, tak?' Pokiwałeś potwierdzająco głową. Gdy odstawiłam Cię do domu powtórzyłam, że masz napisać, jak wytrzeźwiejesz i zamknęłam Ci drzwi przed nosem. Nie zeszłam nawet na dół klatki, kiedy dostałam SMS 'wytryerwiałem'.
|
|
 |
|
[ Cz. 1 ] 'Pij to, kurwa! Zaraz tu psy będą!' Powiedziałam do kumpeli, której nie spieszyło się z piciem piwa. 'O daj spokój, nie będzie ich.' Odpowiedziała spokojnie. 'Jasne, a tamta pizda z okna, to dzwoniła do szpitala.' Kumpela zaśmiała się, a po chwili skończyła to piwo. 'No i co? Nic się już nie stanie.' Zauważyłam, że ktoś idzie w naszą stronę. 'Chciałabyś, psy, ja spierdalam, sorry, już mnie spisywali.' Ruszyłam w drogę. 'Ale przecież to tylko piwo.' Powiedziała jedna. 'Tak, tylko, że ja wcześniej jeszcze wódkę brałam!' Powiedziałam i zaczęłam biec. Wybiegłam na jakąś boczną dróżkę, po której szli kumple ostro najebani. 'Nie idźcie tam, kurwa. Tam są psy!' Wszyscy spierdalaliśmy i schowaliśmy się w wielkich krzakach. 'Cicho bądźcie, jadą tu.' Powiedział jeden z kumpli. Wszyscy się uspokoili, co było trudne w tym stanie. W huja długo stali niedaleko naszej kryjówki, ale w końcu pojechali. Na drugi dzień, idąc z koleżankami, znowu były te psy.
|
|
 |
|
[ Cz. 2 ] 'Dzień dobry.' Powiedziały psy. Uśmiechnęłam się szeroko do nich. 'Dzień dobry Panom. Możemy w czymś pomóc?' Ci uśmiechnęli się. 'Tak, możecie nam chuchnąć.' Zaśmiałam się. 'Przepraszam, jesteśmy niepełnoletnie, a z tego co wiem, to bez zgody rodzica nie możemy dmuchać. Więc bardzo nam przykro, ale w tej chwili panom nie pomożemy. A na komende nas nie możecie zawieść, gdyż nie robimy nic złego i zdaje się, że jeszcze 22 nie ma. Przepraszam.' Uchachana, skończyłam swoją wypowiedź i poszłyśmy z koleżankami w swoją stronę, zostawiając tam te psy z rozdziawioną miną.
|
|
 |
|
kochałam cię miłością tak wielką, gdzie ocean był tylko kropelką.
|
|
 |
|
Leżałam na łóżku. To były te pierwsze dni po naszym rozstaniu. Stary dres, włosy nieładnie spięte, oczy niepomalowane, kompletny brak życia. Wszedł brat, a ja wytarłam lecące po moim policzku łzy. 'Mogę Ci jakoś pomóc?' Do oczu cisnęło się pełno łez. On mnie przytulił, siedzieliśmy chwilę tak, gdy on zakomunikował, że mam gościa. 'Nie chcę nikogo, chcę być sama' Odsunęłam się i przykryłam kocem. 'Ale On Ci może pomóc' Serce mnie zakuło. 'Nie chcę, proszę.' Brat wywrócił oczami. 'To ja proszę, wysłuchaj Go. Ja z nim gadałem, zanim tu przyszedłem i uwierz, że ma wiele do powiedzenia.' Brat zawołał gościa, a sam wyszedł z pokoju. 'Wyjdź.' Powiedziałam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. 'Proszę, wysłuchaj mnie.' Zatkałam sobie uszy. 'Wyjdź, proszę Cię. Nie chcę Cię znać, rozumiesz? Nienawidzę Cię w tej chwili!' Krzyknęłam, a wtedy wszedł brat. 'Dobra, wyjdź. Przyjdziesz kiedy indziej' Pokręciłam przecząco głową. 'Nie wracaj nigdy!' Odprowadziwszy gościa, brat wrócił do mnie i milczeliśmy.
|
|
 |
|
Opatrywałam ranę kumplowi, po tym, jak pobił się z jakimś cwelem, który zaczął na mnie cisnąć. 'Nie trzeba było. I taj huj nie wiele mógł.' Powiedziałam. 'Tu nie chodzi o to, czy on mógł, czy nie.' Wywróciłam oczami i poszłam do łazienki, zmoczyć kolejną część ręcznika. 'Nie rób tego więcej.' Poprosiłam. 'Jeżeli nikt Cie nie będzie obrażał, to nie zacznę bójki. Kurwa, sami się o to proszą. Nie pozwolę, by jakiś pedał ze śmietnika, obrażał dziewczynę, którą traktuje jak siostrę i która jest dla mnie, nie dość, że najlepszą przyjaciółką, to najważniejszą dziewczyną.' Uśmiechnęłam się. 'To miłe, ale nie bij się więcej, proszę.' Kumpel pokręcił przecząco głową. 'O nie. Nie będą Cię obrażać przy mnie. Nawet, jak się dowiem, że ktoś Cię obraził, podczas mojej nieobecności, to tak mu przypierdolę, że się obsra na rzadko.'
|
|
 |
|
Siedziałam na końcu autobusu. Włożyłam sobie słuchawki do uszu, puściłam wybieranie losowe i zamknęłam oczy. Po pewnym czasie poczułam, że ktoś siada obok mnie, ale miałam na to wyjebane. Byłam gdzieś daleko i było mi bardzo dobrze. 'Panienko.' Powiedział kierowca, a ja otworzyłam oczy.'To już ostatni przystanek, a pani dalej nie wysiadła.' Rozejrzałam się, rzeczywiście tak było. 'O tak, rzeczywiście. Dobrze, dziękuję.' Zbierałam się. 'A. Jakiś pan na panią czeka. Powiedział, że będzie czekał na przystanku w stronę domu.' Spojrzałam na owy przystanek, ale nie ogarnęłam kto tam stał, było zbyt ciemno. 'Dobrze, dziękuję.' Odparłam i wyszłam. Udałam się na tamten przystanek, bo gdzie indziej miałam iść. 'Nareszcie jesteś. Zasnęłaś tam, czy co?' Usłyszałam Ciebie. 'A Ty nie mogłeś mi powiedzieć, że to już nasz przystanek, kretynie?' Zaśmiałeś się. 'Tak ładnie leżałaś, że aż żal było.' Uderzyłam Cię. 'Nie no, nie ma to jak przyjaciel. Dwie godziny do dupy!' 'Ale jakie przyjemnie 2 godziny!'
|
|
|
|