 |
|
słodkich snów Ty egoistyczny skurwysynie.
|
|
 |
|
wiem, że to chore ale czułem, że się uda. to silniejsze niż ja, zrozum, serce nie sługa.
|
|
 |
|
' dziękuję.' powiedział Kamil z samego rana. 'ale za co? ' zszokowało mnie to, jaki był poważny. 'za to, że pomimo swoich problemów przyszłaś na moją komunię, i pokazałaś mi, że nie można się nigdy poddwać i trzeba walczyć do samego końca. za to, że wczoraj mi poprawiłaś humor, i za to, że zawsze jesteś przy mnie. wiesz? jestem małym szczęściarzem, że mam taką ciocię, a mój tata jest dużym szczęściarzem, że ma taką siostrę. przysięgnij mi, że wyjdziesz z tych problemów, i w końcu będziesz taka szczęśliwa jak kiedyś, bo na serio nie chciałbym stracić takiej cioci jak Ty. ' powiedział z łzami w oczach, i mnie przytulił. 'obiecuję. ' przytuliłam Go mocno, i zaczęliśmy się nawzajem pocieszać, bo i on, i ja płakaliśmy. / wildnes.
|
|
 |
|
od Naszego rozstania w moim życiu nie było kogoś innego. nie było też innych ust, ramion, czy oczu. nie było nocnych rozmów, powitań słodkimi smsami z rana, albo troski, której tak bardzo mi brak. nie pojawiły się nowe ścieżki, zupełnie inne miejsca, czy też lepsze serce. od tamtego czasu wszystkie barwy życia wyblakły. każda minuta stała się udręką, a brak Ciebie obok każdego wieczoru staje się nie do przeżycia. [ yezoo ]
|
|
 |
|
lubię z tobą rozmawiać, nawet jeżeli mulisz jak skurwysyn (;
|
|
 |
|
życie wydaje się być łatwością. wstajemy wcześnie rano i pustymi ulicami zmierzamy do piekarni. po drodze wysyłamy jeszcze kilka nieszczerych uśmiechów i sprzedajemy na poczekaniu tanie ' wszystko dobrze ' . wracamy do domu by w spokoju zjeść śniadanie i zmobilizować się mocną kawą. wychodzimy, zakładając na ramię torbę i zakluczając drzwi, zostawiamy za nimi jakąś część siebie. pojawiamy się w szkole, ale duszą jesteśmy w niej nieobecni. oczekiwany koniec w efekcie niesie za sobą samotność. bezszelestne przewracanie stron książki, cicha muzyka i bose stopy pod rozgrzanym kocem. wieczór. lampka dobrego wina, pierwsza łza i odczucie bólu. noc. mocniejsze cierpienie i te cholerne wspomnienia, które rozsadzają głowę. samotność to piekło, którego nie da się przeżyć. [ yezoo ]
|
|
 |
|
dobrze mieć za kim tęsknić, na kogo czekać i o kim myśleć.
|
|
 |
|
desperacko tworzyliśmy tą układankę trzęsącymi się dłońmi. tak jakby wszystkie słowa tego utworu miały zaważyć na naszym życiu. sklejaliśmy wspólną przyszłość, nie sądząc nawet, że pojawi się wirus, który to zniszczy, a nas rozdzieli na dwa różne elementy.
|
|
 |
|
' Rox, głupku, no. Miałaś być, obiecałaś.' - powiedział Kamil, wchodząc do mojego pokoju. ' Kamil, przepraszam, no. To nie jest koniec Twojej komuni, włosy mi wyschną, wyprostuje je, i przyjdę. idź, bo goście czekają. - przytuliłam Go mocno, i poczułam jak jego łzy spływają na moją koszulkę. ' Kamil, naprawdę Cię przepraszam, no. Jak chcesz to pójdę teraz, w tych dresach, mokrymi włosami, i nawet w skarpetkach samych pójdę, ale no nie płacz, przepraszam.' - przytuliłam go mocniej, i pocałowałam go w czółko. ' ale Rox, mi nie chodzi o to już, teraz to zrozumiałem dlaczego nie mogłaś przyjść. znowu wyglądasz jak kiedyś, a gdzie jest moja dawniejsza ciocia? gdzie jest ta ciocia, która zawsze była uśmiechnięta, nie brała żadych używek tylko czasami sobie wzięłaś, mniej paliłaś, mniej piłaś.. gdzie jesteś dawna Ty? ja nie chciałbym stracić takiej zajebistej cioci, serio.' - przytulił mnie mocno, a ja jak małe dziecko zaczęłam płakać. / wildnes.
|
|
 |
|
Jeden problem mniej, jeden problem więcej, jeden zwykły dzień, zamienia w kamienie serce. // Diox
|
|
 |
|
szczerze? gdyby ktoś nieznajomy wszedł teraz do mojego pokoju, by sobie pomyślał, że sobie diluję, i że tu wygląda jak na jakiejś melinie. wszędzie buteli po wódce, piwach, dobrej whiski, sreberka, wiadra, butelki, bonia, i inne takie. trzeba by było w końcu tu ogarnąć, ale już raczej wolę iść na tą komunie. / wildnes.
|
|
|
|