 |
|
Kilka momentów o śmierć mnie otarło, listy w których żegnałem się z matką podarłem w sobie i spaliłem dawno, co było minęło, co będzie - zagadką, życie to wieczna gonitwa za prawdą, wrażliwość jest piękną artyzmu karmą, słowami maluję obrazy jak farbą, bo warto, moje życie to artwork.
|
|
 |
|
W ciągłym konflikcie z nadzieją upartą, w każdym z nas kilka marzeń umarło, choć grunt jest grząski to idziemy twardo, czasem w dotarciu potrzebna wulgarność. Niczego w życiu nie miałem za darmo wszystko wydarłem ambicją i walką, naprzeciw ich definicjom i kartom, tekom, lekom, fikcjom, standardom.
|
|
 |
|
tak bardzo chcesz bym znów zaczęła rozdrapywać stare rany, bym znów zaczęła cierpieć?
|
|
 |
|
nawet nie wiedzieliśmy, że każdego dnia widzimy się po raz ostatni. że nigdy już nie będę kochała go tak mocno jak wczoraj, a to już zmienia pogląd na wszystko. kto by pomyślał, że rozstanie waliło nam przed oczami niczym wielki neon, a my udawaliśmy ślepych.
|
|
 |
|
nikt nigdy nie zajmie twojego miejsca, mimo wszystko zawszę będę czekać na ciebie, może jeszcze kiedyś zdecydujesz się na powrót do mojego serca, które wciąż będzie czekać.
|
|
 |
|
naprawdę wszystko ze mną w porządku, serio. nieważne, że łykam tabletki jak cukierki i to nic nie znaczy, że mam misia, który ma na imię tak jak ty i codziennie do niego gadam, wcale mi nie odbija, wcale nie wariuje, a ziemia wcale, ale to wcale nie usuwa mi się spod nóg.
|
|
 |
|
nie zacznę wierzyć w "miłość", nie w tym wcieleniu skarbie.
|
|
 |
|
"Brakuje mi czasów, gdy nikt nie chciał tu być kimś,
tylko zrobić coś.
Ważniejsze to było dla nas niż na życie zrobić sos"
|
|
 |
|
tak jak kiedyś się wypali słońce w naszym układzie słonecznym tak i my kiedyś zgaśniemy to jedyna rzecz która jest pewna
|
|
 |
|
zostały mi same worki na śmieci, nasza cywilizacja upadnie, to nieuninknione
|
|
|
|