 |
|
Jakże ogłupiała jest dusza przepełniona tęsknotą... Jakże cichy staje się rozum kiedy miłość nie niesie spełnienia... Jakże
zachłanne jest serce, gdy nadzieja wkracza na scenę, rodząc własna interpretację rzeczywistości... Bo kiedy kocha się
bez wzajemności, wówczas tylko strzępki złudy i iluzja odczuć sprawia, że jakoś tam jeszcze jest... Ze jakoś tam, choć
nielogicznie , ale jednak się trwa...
|
|
 |
|
Najbardziej zmysłowy jest dotyk. Ale przecież nie... To smak i zapach skóry doprowadza do obłędu. Niewolnik zmysłów,
kłaniam się. Spokój w głowie. Serce i pragnienie uśpione. Cisza bezpowrotna i ciepły uśmiech wypływający na twarz. Nie
ma o czym mówić. Nie ma o czym... Zmysły wspominają. Rozum śpi. Bezpancerzowość chwilowa, ale totalna...
|
|
 |
|
Oddaję Ci siebie. Moje małe serce wyciągam ku Tobie na ręce. Pozbawione ochrony rozumu, który uciekł czując jego drganie, gdyż wiedział co się stanie. Zostawił tylko prośbę do Ciebie byś z jego przyjacielem czyli moim sercem obchodził się delikatnie, bo mimo iż często się kłócą to potrafią także sobie pomagać i usuwać w cień bym mogła popadać w swoje skrajności. Oddaję Ci siebie. Duszę. Każdą myśl. Wspomnienia. Uśmiech. Łzę. Serce. I rozum który odszedł od zmysłów by nie zwariować ze szczęścia na myśl, że jesteś obok. Tak wspaniale się uśmiechasz...prosto do mojego serca, które w sumie jest już Twoje. A Twe oczy mają kolor majowego nieba przed burzą usta zaś, są jak płatki cudnych herbacianych róż. Jesteś więcej niż tlenem, jesteś gazem rozweselającym i łzawiącym w jednym, poprawiasz mi humor i wzruszasz rozmowami. Telefon- zwykła rzecz a gdy wibruje wyświetlając Twoje imię moje serce drży sto razy bardziej niż on. Kiedy patrzysz na mnie z pobłażliwością śmiejąc się
|
|
 |
|
z tego co robię lub mówię i kiedy czuję Twój zapach gdzieś obok mnie nie boję się być sobą. Wierzę, że zrozumiesz moją beztroskę przeplatającą się ze stanami depresyjnymi... ot taki mój artystyczny żywot. Oddaję Ci siebie. Zrób co uważasz.
Mogę Cię jedynie prosić o człowieczeństwo w osądzaniu moich uczuć. Kocham Cię.
|
|
 |
|
potrzebuję świadomości, iż miałam odwagę się w to wpakować. - zamilkłam odwracając ku Niemu wzrok. wyrywał właśnie kolejne źdźbło trawy. przestałam hamować emocje. łzy śmiało wstąpiły na policzki. w końcu bez słowa zbliżył się i zamknął mnie w swoich ramionach. - nienawidzę Cię. - wyszeptał całując mnie w czoło. też Cię nienawidzę, dodałam ironicznie w myślach. [CZĘŚĆ 3]
|
|
 |
|
kolejne rozmowy. coraz bardziej odważne, bliskie, kochane. chciałam więcej. więcej Ciebie, szczęścia, życia, wszystkiego. też chciałeś. i stanęliśmy za blisko. sparzyliśmy się, prawda? odskoczyliśmy nie biorąc pod uwagę, że znajdziemy się od siebie zbyt daleko by na nowo próbować. prosiłeś o koniec, tak boleśnie ostateczny, a ja błagałam z każdą chwilą coraz nachalniej o bliskość, choć minimalną. w końcu zerwałeś wszelkie kontakty nawet nie odpisując, ale widzę w dalszym ciągu jak patrzysz, jak niby przypadkiem ocierasz się swoim ramieniem o moje. - przełknęłam boleśnie ślinę oczekując jakiejś reakcji z Jego strony. milczał. spuściłam wzrok skubiąc rękawy Jego bluzy. - pamiętasz, mówiłam Ci kiedyś, że nienawidzę niewykorzystanych szans. jesteś jedną z nich. i odpuściłabym, gdyby to nie niszczyło mnie tak potwornie od środka. chcę spróbować, nawet jeśli mnie zranisz i będę cierpieć. [CZĘŚĆ 2]
|
|
 |
|
podniosłam się otrzepując spodnie z piachu. z grymasem odeszłam od ciepłego ogniska, żeby przysiąść na skraju jeziora. patrzyłam niemo w taflę odbijającą pełnię. poczułam jak ktoś zakłada mi bluzę na ramiona. odwróciłam głowę. czego innego mogłam się spodziewać, On. usiadł jakiś metr ode mnie. łapczywie wciągnęłam powietrze do płuc. - kochałam kiedyś. przeraźliwie mocno, do cna możliwości, wkładając w to całą siebie. ale On nic nie czuł. lubił zabawę, nowe doświadczenia, przygody. skończyło się równie szybko jak zaczęło. znalazłam sobie nowego faceta, ale mimo starań nie potrafiłam odwzajemnić Jego uczuć. bałam się odejść, bo zawsze kiedy to robiłam było źle. trwałam, aż w końcu pękło. pamiętam tą błogą ulgę, gdy mogłam śmiało oznajmić, że jestem wolna... potem pojawiłeś się Ty burząc każdy ze schematów, łamiąc każdą regułę. uśmiech, spojrzenie. mogłam udawać, że tego nie zauważam, ale byłam cholernie ciekawa co się za tym kryje. zaryzykowałam. [CZĘŚĆ 1]
|
|
 |
|
nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. nikt nie powiedział, że kakao będzie wiecznie gorące, a ja nie mogę zamknąć Cię w mojej łazience tak samo jak mojego psa, kiedy jazgocze, tylko wtedy kiedy zaczniesz ględzić, że nie wierzysz w miłość. przynajmniej w Twoim przypadku nie narażam się na ślady zadrapań na drzwiach toalety.
|
|
 |
|
chce siedzieć z Tobą na mokrej jeszcze od rosy trawie i puszczając bańki mydlane patrzeć jak niebo krzyczy kolorami tęczy. w sumie obeszłoby się bez trawy, baniek i tęczy. chcę Ciebie. to Ty jesteś moją główną atrakcją.
|
|
 |
|
jedyne czego teraz chcę to spać. nie ważne czy po proszkach popitych tanim winem, czy ze zmęczenia po nieusilnym walczeniu ze samą sobą. chcę spać. kiedy śpię, nie jestem smutna. nie jestem wściekła. nie jestem samotna. w ogóle, nie jestem.
|
|
 |
|
flirtuj, rozkochaj mnie w sobie, bądź i kochaj, zdradź, przepraszaj, okłamuj, zostaw. a później nie daj o sobie zapomnieć, aż do samego końca. właśnie, wtedy naszą miłość będzie można uznać za prawdziwą, bez krzty plastiku. a ja będę mogła stwierdzić, że przeżyłam już wystarczająco wiele bo w końcu byłam zarówno kochana jak i porzucona.
|
|
|
|