 |
|
stałam nad jego grobem wpatrzona w jego zdjęcie, jak zawsze uśmiechnięty, z potarganymi włosami i cholernie błękitnymi tęczówkami. zamknęłam oczy a po moich policzkach ciurkiem polały się czarne łzy. 'ziomuś, ile ja bym dała żebyś tu z nami był, bez ciebie jest wszystko bez sensu, to nie to samo co kiedyś' powiedziałam po cichu zakrywając dłońmi twarz. wtedy ktoś złapał mnie za ramię, kiedy się odwróciłam zobaczyłam jego mamę z zaszklonymi oczami, objęła mnie. - dziecko, widzę jak się męczysz, ja jako jego matka pozbierałam się szybciej niż ty, pamiętaj że u nas w domu zawsze będziesz ważna, odwiedzaj nas czasami kochana. - powiedziała wpatrzona w jego zdjęcie. minął już rok a mi ciągle stoi wszystko przed oczami, jakby to było wczoraj.
|
|
 |
|
nie płaczę po nocach w poduszkę z powodu naszego rozstania, nie wpadam w załamkę gdy zobaczę nasze wspólne zdjęcie. wręcz przeciwnie, cieszę się i kontroluję wszystkie chwile razem spędzone. jednak gdy widzę jego niebieskie oczy czy tą białą bluzę w której lubiłam się topić, w brzuchu ożywają motyle. mimo wszystko, lubię to uczucie. /
|
|
 |
|
potrzebuję Cię. Ty byś potrafił żyć bez tlenu ? no właśnie.
|
|
 |
|
poznali się przez internet. od razu polubili, pisali ze sobą dniami i nocami. ona opuściła się w nauce, on nie chodził do szkoły. w końcu odważyli się na związek. dzieliło ich 430 km. postanowili się spotkać, do tej pory widzieli się tylko na zdjęciach. jednak jej pewne sprawy nie pozwalały, nigdy nie dali rady się zobaczyć na żywo, przytulić, pocałować. pewnego dnia nie było go na GG pomyślała, że może nie ma internetu albo coś ważnego mu wypadło, następnego dnia zaś go nie było, minął tydzień. nie odbierał telefonu, nie odzywał się. ślad po nim zaginął, a ona do tej pory nie wie co się z nim stało
|
|
 |
|
- Gabrysia, dziecko czy ty przynajmniej raz nie potrafisz napisać normalnego wypracowania? - wpadła do klasy pani od polskiego. - przecież normalne napisałam. - rzuciłam z oburzeniem. - tak? mam ci przypomnieć co napisałaś ? 'jego żona była wegetarianką, jadła sam makaron z kluskami, on siedział cały czas w fotelu z piwem, pewnego razu fotel się rozwalił i spadł, złamał sobie oko i od tamtej pory już nie siada ' to ma być normalne? - zapytała zniechęcona. a cała klasa śmiała się ze mnie jak z debila. kocham te wypracowania
|
|
 |
|
taaak, kocham szkolne wycieczki a szczególnie pakowanie się. od rana biegam po domu, z góry na dół ciągle wywracając się na schodach a pies tylko człapie za mną ciągle szczekając. mama poszła na sklepy bo nie mogła wytrzymać, tata uciekł na trening, tylko biedny psiak musi się ze mną męczyć. od samego ranka próbuję się spakować, a pokój cały w ciuchach. bez kitu ale ja do jutra się nie wyrobię, trzeba było zacząć już w sobotę
|
|
 |
|
i to uczucie, kiedy po raz pierwszy od dwóch lat, siadłam na konia, ten strach a zarazem wielka radość. pierwszy ruch na nim i to przerażenie że zaraz znowu spadnę jak wtedy, że znowu usłyszę od rodziców 'a nie mówiliśmy?' że znowu trafię do szpitala, wszyscy się zlecą z tym jebanym pytaniem 'nic ci nie jest?' widząc, że nie mogę się ruszyć. mimo wszystko, mam to gdzieś, kocham to, kocham pędzić na tym białym pięknym stworzeniu, któremu warkocze na grzywie skaczą przy każdym ruchu, kocham czuć te motyle w brzuchu przy każdym skoku, kocham to w chuj mocno. /
|
|
 |
|
i te jebane 60 powiadomień w które nie chce mi się nawet zaglądać.
|
|
 |
|
- najpierw go skopię, opluję, orzygam i osmarkam. potem wezmę piłę motorową i przetnę go na pół, przejadę ciężarówką, zeskrobię z drogi i potnę go nożyczkami na małe kawałeczki.. - przestań ! - nie. - no dobra, a co później ? - później będę beczeć, sklejać go śliną i całować każdą pociętą nożyczkami cząstkę, a później powiem mu że go kocham. tak zrobię tak.
|
|
 |
|
i znowu te pierdolone ciarki gdy słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości. /
|
|
 |
|
szłam przez miasto z puszką pepsi w ręce, kręcone włosy rozwiewał mi wiatr a czapka z daszkiem osłaniała przed słońcem. na twarzy miałam ogromnego banana. znad przeciwka szła znajoma mi postać, uśmiech zszedł i pojawiło się ogromne wkurwienie. mijałam go zagryzając wargę i udając że go nie widzę. przeszedł a ja poczułam straszny ból, ból łamiącego się serca. odwróciłam się za nim, w tym samym momencie on się odwrócił za mną. uśmiechnął się a ja w myślach powtarzałam sobie ściskając puszkę po pepsi 'bądź przynajmniej raz mądra, między wami koniec, bastuj'
|
|
 |
|
siedziałam rozłożona na balkonie z nogami na barierce, w jednej ręce trzymałam paczkę chipsów a w drugiej butelkę coli, z pokoju na fulla było słychać Słonia, poruszałam głową do rytmu. na balkon wpadli dwaj kumple którzy zaczęli się ze mną witać wyjadając mi resztki chipsów. siedzieliśmy wygłupiając się i puszczając coraz głośniej muzykę. cola zamieniła się na lecha a chipsy na szlugi. tańczyliśmy i darliśmy się na całą mordę, śmiejąc się z babci które darły się pod domem wymachując torebkami. lubię takie dni. /
|
|
|
|