 |
|
nie chciałeś tego lecz zboczyłeś ze swej ścieżki
i jeśli teraz nie zawrócisz będzie ciężko, wierz mi
|
|
 |
|
ład i porządek gdzieś prysnął została nicość,
charakter przysnął i wzbudzasz litość
|
|
 |
|
szklany blat a z niego zerka diabeł na ciebie
i śmieje się w twarz bo już cię widzi na glebie
|
|
 |
|
ja basów potrzebuję tak jak zebra pasów
|
|
 |
|
nie mów że świat daje równe szanse, nie mów żebym uczył się żyć z dystansem
|
|
 |
|
któregoś dnia wierzyłam ze będzie pięknie, tego się trzymam i nigdy nie wymięknę
|
|
 |
|
komuś trzeba ufać i kogoś się nie wstydzić, świat dopierdolił mi nie raz, sam widzisz, trzeba umieć brać naukę z takich zdarzeń, cieszyć się tym co jest i iść w stronę marzeń
|
|
 |
|
jedni nas kochają, drudzy nienawidzą, często nie znając oceniają nas po tym co widzą
|
|
 |
|
nie chciał od niej nic prócz pierdolonej prawdy ona się zachowywała jakby to były żarty
|
|
 |
|
skurwysynu poprzeczkę ustawiamy tak wysoko, że nawet na szczudłach, nie wykurwisz w nią głową
|
|
 |
|
nie znasz mnie, nigdy nie będziesz mną,
uwierz w to zamiast czekać na błąd
|
|
 |
|
wiem jak to jest gdy na niczym nie zależy żyjesz bo żyjesz a tak naprawdę wciąż leżysz
|
|
|
|