 |
|
szkoda, że patrzył na mnie jedynie jak na obiekt pożądania. [691]
|
|
 |
|
nie muszę pytać czy otworzysz, bo wiem, że jeśli zjawię się to w progu będziesz stać.
|
|
 |
|
Nie. Nie pogadam, nie zrozumiem, nie dam szansy, nie spotkam, nie wybaczę, nie wpakuje się znowu na własne życzenie w gówno, z którego ucieczka tyle mnie kosztowała, zniknij.
|
|
 |
|
czasem lubię spędzić samotnie sobotni wieczór. [691]
|
|
 |
|
lepiej zapomnij, pozwól zapomnieć.
|
|
 |
|
zostawiłeś mnie dla Niej dwa razy. tak, dwa pieprzone razy zraniłeś tak mocno, że wstawanie z łóżka było ciężkie a głowa pękała od płaczu. a Ty tak po prostu byłeś z Nią. tak po prostu Ją całowałeś, przytulałeś tak samo, jak mnie kiedyś. i to tak strasznie bolało. bolało, że właśnie teraz, w tym momencie, Ona miała przy sobie cały mój świat, który straciłam, chociaż nic złego nie zrobiłam. zawsze byłam dla Ciebie dobra, zawsze mogłeś na mnie liczyć. ale zraniłeś mnie i to bardzo. i ja tego nie zapomnę. tego nie da się zapomnieć. [691]
|
|
 |
|
Pozwól mi ozdobić Twoje ciało dotykiem.
|
|
 |
|
Tkwię całkowicie wyodrębniona z tego świata, tej rzeczywistości, zawieszona gdzieś pomiędzy jednym, a drugim światem, nie mogąc czuć nic, eliminacja moich myśli, kreślenie na kartce słów, nie wypowiem ich. Nieprzenikalna pustka tkwiąca w oczach, odbijająca wszystkie twarze i spojrzenia innych ludzi, chcących wyczytać uczucia z moich źrenic, brak szans. Kształt zaróżowionych ust niezmienny, nadal obojętny na uśmiech, czy grymas, neutralność. Moje roztrzęsione ciało otula kolejna dawka zimna, otwarte okno. Wsłuchuję się w niespokojny puls serca, cichutko wspominam Twój głos, odbija się między myślami, zatarty. Twoje słowa, widzę je, pamiętam. Z Twoim imieniem na ustach zamykam oczy, biorę wdech i próbuję postawić ten krok, który zaprowadzi mnie tam, gdzie moje miejsce. Albo tu, wśród roztargnionych ludzi kompletnie zbędna, bądź gdzieś tam, nie znając co mnie czeka, inna droga. Na niej ja, szukająca swego serca - zabranego gdzieś, nie mogąc mieć go dziś, w swojej klatce piersiowej, brak.
|
|
 |
|
Nie ma nas, tylko smak goryczy.
|
|
 |
|
Już nawet coraz częściej mam wrażenie, że nauczyłam się zapominać, albo może chociaż nie myśleć o Twoich oczach, o spojrzeniach, niepowtarzalnym układaniu ust i niezastąpionym uśmiechu, o sposobie w jakim mrużysz brwi, gdy chcesz mnie przekonać, żebyśmy właśnie dziś zostali w domu, nie włucząc się po ciemnych ulicach, o ramionach też, o oddechach, które gwarantowały mi Twoją obecność. Puste i ciche wieczory nauczyły mnie, jak mam teraz żyć, jak radzić sobie, gdy jedynym najlepszym rozwiązaniem jakie wypełnia myśli jest ucieczka. W mieszkaniu brakuje zapachu Twoich perfum, otwierając drzwi na wieszaku nie ma Twojej kurtki, pusta szafa, przenikliwie głucho i zimno. To ten etap w życiu, w którym wciąż oczekuję na dźwięk przekręcanego klucza, a przecież dobrze wiem, że to jeden z dźwięków, których już nigdy nie usłyszę./nieracjonalnie
|
|
 |
|
gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będziemy razem, wyśmiałabym go. ale teraz, nie wyobrażam sobie, że mogło by być inaczej. [691]
|
|
 |
|
uwielbiam, gdy zapewnia mnie, że dla Niego istnieję tylko ja. że dla Niego jestem najpiękniejsza. że on nie widzi innych dziewczyn, że nie chcę innej, że nie wyobraża sobie, żebyśmy byli osobno. uwielbiam, gdy bierze mnie na ręce. uwielbiam gdy przytulając mnie, przyciska mnie do siebie tak mocno, że czuję bicie Jego serca. uwielbiam jego pocałunki, gdy głaszczę mnie po włosach. i ja też nie wyobrażam sobie innego. ja pierdole, kocham Go. [691]
|
|
|
|