 |
|
A za co jestem najbardziej wdzięczna?
Za prawdę.
Czasem chodzi o prawdę, której próbujemy unikać.
Albo o prawdę, która odmieni nasze życie.
Czasem chodzi o prawdę, która zbliżała się od dawna.
Albo prawdę, o którą modlimy się, żeby nigdy nie ujrzała światła dziennego.
Czasem prawda może zostać odebrana nie tak, jak tego chcieliśmy. Ale zostawia ślad jeszcze długo po tym, jak została wypowiedziana. Ale najbardziej wdzięczna jestem za prawdę, której się nie spodziewamy, a wpada prosto w nasze ręce.
|
|
 |
|
Dlatego właśnie cię kocham.
|
|
 |
|
Dlatego polegamy na tych,|których kochamy,żeby czasem nas powstrzymali.
I wyciągnęli pomocną dłoń.
|
|
 |
|
ponieważ bez ludzi których kochamy czujemy się samtni na tym świecie .
|
|
 |
|
Najwidoczniej wyższa edukacja nie sprawia, że podejmuje się mądrzejsze decyzje, więc otwórzcie swoje notatniki i naostrzcie ołówki, dzieci, a ta klasa musi się wiele nauczyć.
|
|
 |
|
`nazywasz mnie swoją "przyjaciółką" ale gdy nie jestem Ci potrzebna - olewasz . . . //siskate425
|
|
 |
|
Puszczała się dziewczyna, puszczała z miłości,
Puszczała dla pieniędzy, puszczała z litości,
Aż taką masę razy upadała moralnie,
Że całkiem się skurwiła i wpadła fatalnie,
Albowiem w ciążę zaszła do jednego z gości:
Tak powstał Skurwysyndykat Masy Upadłości.
|
|
 |
|
Poszedł śmierdziel do ogrodu
I stwierdził,
Że się ktoś dopuścił smrodu,
Bo śmierdzi.
Stanął śmierdziel, żeby fakt ten
Ustalić
I coś w związku z tym nietaktem
Uchwalić.
Więc się śmierdziel zebrał licznie
W drzew cieniu
Protestując energicznie
W imieniu.
Potem ruszył po ogrodzie
Pochodem
Krzycząc: "Hańba! Precz, narodzie
Ze smrodem!"
Krzyczał, ryczał, ducha sławił
(Nie ciało),
Ale gdzie się tylko zjawił -
Śmierdziało.
Z tego morał się wywodzi
Dla wielu:
Nie protestuj, gdy sam śmierdzisz.
Śmierdzielu.
|
|
 |
|
a kiedy umówiliśmy się w pobliskiej cukierni, byłam pewna, że będę się delektować jakimś wyjątkowo rozkosznym ciastkiem. okazało się jednak, że jedynym ciachem w lokalu był on. a tak naprawdę zaprosił mnie na bitą śmietanę. i wcale nie miała się ona znaleźć na porcji zamówionych przeze mnie lodów.
|
|
 |
|
bólowi trzeba pozwolić się uwolnić. uciec. otworzyć mu na oścież drzwi i kazać wypierdalać. ale nie. wolimy się uśmiechać, imitując radość. zamykamy cierpienie w papierowym pudełku i chowamy na dnie serca. ból rozdziera nas od środka, a my zaciskamy pięści powstrzymując się od przeraźliwego krzyku w ramach sprzeciwu. udajemy szczęśliwych. jesteśmy manipulowani przez plastikowe uczucie, potocznie zwane radością. a ból? wygodnie siedzi w naszym sercu, z dnia na dzień zadając coraz większe cierpienie. każda z łez, gnije na dnie naszego mięśnia pulsującego krew. w końcu nadchodzi kulminacyjny moment, kiedy nie jesteśmy w stanie dłużej udawać. nasze tętno ustaje bo serce sprzeciwia się nadmiarowi toksyn. stajemy na środku ulicy i krzycząc z przerażenia błagamy przejeżdżające samochody o potrącenie w ramach ukrócenia naszego cierpienia.
|
|
 |
|
uwielbiam się rozłączać w połowie naszej rozmowy. mam wtedy pewność, że zaraz zadzwonisz ponownie, a ja znowu dostanę tych rozkosznych palpitacji serca na widok Twojego numeru telefonu na wyświetlaczu.
|
|
|
|