 |
|
Ja zwyczajnie chcę, żeby ktoś umieścił mnie w swych planach. Na niedzielę, na weekend, na życie.
|
|
 |
|
Za miesiąc święta. Zapewne będą toczyły się właśnie teraz potężne kminy, jak zwykle - pasterkowo. Będą kolędy, będzie choinka, prezenty i życzenia. Ja, na ten miesiąc przed świętami, powinnam ułożyć jakąś listę wymarzonych rzeczy, lecz ślęcząc nad pustą kartką nie wiem, co napisać. Wyjątkowo, Boże, dzisiaj nie proszę. Dziś dziękuję, bo tego, co mam, nawet sama nie potrafiłabym tak perfekcyjnie opracować. Co mi z kilku tytułów książek czy płyt, tak w gruncie rzeczy? To mimo swojej ceny, nie ma żadnej wartości. Życiowy paradoks, iż to, co najlepsze nie żąda banknotów z portfela.
|
|
 |
|
Lubię te noce. Zachmurzone niebo, księżyc raz po raz przecinający chmury i ciemne konary drzew. Ciepło na prawej dłoni, splecionej z Jego ręką i ulokowanej w kieszeni. Lubię jak Jego śmiech dźwięczy mi w uszach, i jak wybieramy te najmniej oświetlone drogi, i jak jesteśmy tylko my, wyłącznie. Uwielbiam to, jak na każdym kroku delikatnie mnie traktuje, tak jakbym miała się za chwilę rozpaść, kiedy zrobię coś niewłaściwego; jak próbuje ograniczyć moje wulgaryzmy i wszelkie używki. Uwielbiam jak mówi o fetyszach, napomina o asfiksjofilii i każe mi to w ewentualności wybić sobie z głowy, zapewniając iż nigdy mnie nie zrani w żaden fizyczny sposób. Zaciska mocniej moją dłoń i mówi coś dalej o tym, że będzie mi przynosił śniadania do łóżka, a potem przez kolejne dziesięć minut rozmawiamy o marnym kakao. Nie ogarniam tych zmian tematu, nie rozumiem, najbardziej uczuć, lecz co by się nie działo - nie pozwolę tego sobie odebrać.
|
|
 |
|
Nigdy nie powiedziałeś mi, że tęskniłeś, że brakowało Ci mnie przez te kilka godzin gdy milczałam. Że powiedzenie mi dobranoc nie było dla Ciebie wystarczające, bo chciałeś utulić mnie do snu i pozwolić spokojnej zasnąć. Tak rzadko mówiłeś o swoich uczuciach i tak znikomie je okazywałeś, gdy ja wariowałam nie mówiąc Ci tego jak bardzo kocham co dwudzieste pierwsze zdanie lub dwunaste słowo. Jak co dziesięć minut czułam Cię bardziej w ciągu doby, która trwała dla mnie jedenaście godzin. Jak dwa tysiące jedenaście sekund moich myśli tego mroźnego dnia tak bardzo mnie bolało. Jedno spojrzenie w niebo, zero wątpliwych uczuć, jedno szarpnięcie serca tak mocne, jedna spływająca po chłodnym policzku słona łza więcej. Zapomnieliśmy sobie powiedzieć ile dla siebie znaczyliśmy, jak bardzo byliśmy sobie potrzebni, jak bardzo nie poradzilibyśmy sobie bez siebie, jak bardzo osobno bylibyśmy nieszczęśliwi, jak bardzo nam siebie będzie brakowało, jak bardzo bez siebie będziemy znaczyli mniej niż nic.
|
|
 |
|
Za priorytet uważasz dobre samopoczucie, a świadomie dopierdalasz się coraz bardziej z każdym kolejnym przesłuchanym kawałkiem. Nie chcesz już pić, a paradoksalnie wódka jest tym, co najgładziej przeszłoby Ci teraz przez przełyk. I fajki - nienawidzisz palić, cholera, nie znosisz tego dymu, drażni Cię, a mimo to najchętniej wciągnęłabyś do płuc kilka papierosów. Czas chyba w ten piątkowy wieczór przyznać, iż nie wszystko gra.
|
|
 |
|
a może po prostu przestane Cię kochać? tak... to dobry pomysł.
|
|
 |
|
jesteś moim marzeniem. zawsze będziesz w moim sercu
|
|
 |
|
ciężko patrzeć jak odchodzisz...
|
|
 |
|
nie chciałam mieć Cię non stop przy sobie. to znaczy chciałam, ale przecież dobrze wiedziałeś, że nie mam nic przeciwko Twoim spotkaniom z przyjaciółmi, mogłeś chodzić na piwo z kolegami i mi to w ogóle nie przeszkadzało, ale kiedy zobaczyłam Cię tego wieczoru z nią... tego po prostu nie potrafie Ci wybaczyć. jak można się było tak zachować? jak mogłeś tak bezczelnie mnie okłamywać? kochasz? wypchaj się tym swoim "kocham Cię". nie chce Cię już znać... zniknij w końcu z mojego życia....
|
|
 |
|
szukałam sensu życia, znalazłam Jego...
|
|
|
|