 |
|
we wtorek blondyna, ruda może być w czwartek w piątek szatynka, w weekend brunetka. i robią mi dobrze, i robię im dobrze, siedzą przy mnie jak na gwoździu nie mogą się oprzeć
|
|
 |
|
czasem obracam się i czuję w powietrzu twój zapach i nie mogę, kurwa, nie mogę nie wyrazić tego potwornego kurewsko koszmarnego fizycznego bólu, kurewskiej tęsknoty za tobą
|
|
 |
|
był miłością mojego życia. taką prawdziwą miłością, która się zdarza tylko raz, wszystko przed nią to zapowiedzi, wszystko po niej marne podróbki
|
|
 |
|
oszaleć, zabić się czy ciągnąć dalej?
|
|
 |
|
jesteśmy wolni, możemy iść
|
|
 |
|
nie mam serca z kamienia, miewam wyrzuty sumienia, choć na mojej twarzy skruchy nie ma, boże przebacz
|
|
 |
|
nie spaliłem żadnych zdjęć. miałoby to jakiś sens? dawno się zerwała wieź, miedzy nami nie ma niej
|
|
 |
|
podaj mi rękę, nie mów, że nie kochasz, Twoje łzy traktuje, z przymrużeniem oka
|
|
 |
|
i słucham i wątpie i chuj tam pierdole to
|
|
 |
|
zrób coś dla nas, skończ kłamać, co ćpałaś znów? ktoś znalazł coś na nas, spierdalam już
|
|
 |
|
i nie mogę uwierzyć, że ja czuje tyle a ty nie czujesz nic. naprawdę nie czujesz nic?
|
|
|
|