 |
|
drzwi otwarte, wychodzisz, powiało chłodem, gdybym znał przeznaczenie, nie pozwolił bym ci odejść
|
|
 |
|
wez cioto na line sie targnij lec do nieba
|
|
 |
|
chcesz to złap bucha, chcesz to jebnij kreskę, chcesz to strzel sobie w łeb, chcesz to zrób coś jeszcze
|
|
 |
|
ja mam majka, a ty masz widły, więc rób swoje, to nie Jamajka, ja obcuję z rapem, Ty z gnojem
|
|
 |
|
wznosimy szklanki do góry, ich nie obronią tanki z tektury, pierdolić wyścig po fanki i bzdury, schowaj gun do kabury, niech się gonią po kanałach szczury, który skurwiel tak jak ja w sedno trafia?
|
|
 |
|
ja wchodzę bezszelestnie, popatrz w oczy mi, a powiem ci kim jestem, nade mną nieba bezkres, szary bezsens wokół
|
|
 |
|
zawsze byłem bezczelny, nie pasuje? cmokaj penis! po chuj się pienisz, faktów nie zmienisz
|
|
 |
|
wczoraj szeptałem komuś na ucho piękne kłamstwa. ktoś udawał, że mi wierzy
|
|
 |
|
siedze sobie gdzieś w cieniu twoich oczu- coś sie stało, wiem.. bo zawsze byłem radością dla twych oczu, teraz jestem przykryty szarością twoich myśli, dla których warto żyć. przecież wiem, że to kiedyś miało sens, który teraz zginął pośród naszych kłótni i wymogów
|
|
 |
|
chciałabym z całych sił, baw się dobrze, a coś ty kurwa myślał chłopcze?
|
|
 |
|
zanim zdechniesz kundlu i wyssę z Ciebie duszę dołożę wszelkich starań żebyś cierpiał jak najdłużej
|
|
 |
|
jestem narkomanem przywiazanym do krzesla z adrenalina, przede mna lezysz Ty w postaci worka z amfetamina
|
|
|
|