 |
umieram. każdego dnia dusi mnie nadmiar trucizny wiatru, na którym nie unosi się już zapach Twoich perfum. każdego dnia duszę się kolejnym zachłyśnięciem powietrza, wdychanego w płuca. każdego dnia wspomnienia odbierają mi dech w piersiach, wieszają mnie na grubej linie wspomnień. każdego dnia umieram bez Ciebie lecz przez Ciebie, nie przy Tobie, lecz z Tobą w sercu./ shit.life
|
|
 |
objąć Cię jeszcze raz, mocno tak w ramiona. niech zatrzyma się czas, oni niech zapomną o nas. spójrzmy w czyste niebo, słońce ogrzeje nasze twarze. chcę wziąć Twoją dłoń i odejść gdziekolwiek, byleby na zawsze razem. / shit.life
|
|
 |
cieszę się, że byłaś, bo wspomnienia po Tobie nie pozwalają mi skończyć z życiem, choć ono dziś bez Ciebie nie jest nic warte, dokładnie tak jak ja. / shit.life
|
|
 |
1. | bo widzisz.. to nie jest tak,że ja nie chcę się podnieść, nie chcę coś ze sobą zrobić i ułożyć sobie życia, że nie chcę się za siebie wziąć i poskładać w całość te puzzle mojego świata. chodzi o to, że nie potrafię. choćbym nie wiem jak bardzo chciał, to za chuja nie ogarnę tej codzienności, nie ogarniam już o co w tym wszystkim chodzi. wszystko się wypaliło, cały ja spadłem na dno, zatapiając swoje smutki w alkoholu. po prostu nie potrafię powstać, nie potrafię poukładać teraźniejszości i zrozumieć i zaakceptować przeszłości. ja wciąż czekam na cud. chcę obudzić się pewnego dnia i wiedzieć,że to ma sens. / shit.life
|
|
 |
2.| chcę wiedzieć, że ten dzień odmieni moją przyszłość, że od tego dnia zależy wszystko, cała reszta tego zakichanego życia, które dzisiaj nie ma dla mnie znaczenia. tak bardzo chciałbym mieć chęci, by zrobić cokolwiek, by było dobrze, lecz nie umiem, bo ta pierdolona samotność zżera mnie od środka. czuję, jak nikną w niej wszystkie uczucia, jak wszystkie uśmiechy pochłania otchłań smutku. / shit.life
|
|
 |
1. | ona chowała moją duszę w swoim sercu, póki w nim jeszcze żyłem, póki zajmowałem w nim takowe miejsce. podnosiła mnie z każdym upadkiem, podawała mi dłoń, tymi małymi opuszkami palców, czesała moje włosy. zadawała ból, dając szczęście, zakrywała cierpienie swoim uśmiechem, przysłoniła mi sobą cały świat, stała się moim życiem, planem na nowy dzień, a dziś została wspomnieniem, nieodłączną przeszłością, którą żyję do dziś. wtulała się we mnie jak malutka dziewczynka w misia, ogrzewałem ją swoim ciałem i otulałem kocykiem gdy zasypiała na mojej klatce piersiowej. robiła mi kakao w zimowe wieczory i śpiewała melodie do snu, jak małemu dziecku, które boi się samotności i pustki zamkniętego pokoju, jak boi się potworów, które kryją się w ciemnościach. wybaczała każdy błąd nie wypominając ' przepraszam ' niesione z moich ust w jej stronę. / shit.life
|
|
 |
2. | tańczyła ze mną w deszczu, gdy ludzie chowali się pod parasolki, wycierała mnie całego mokrego, gdy już wróciliśmy do domu i rozbierała każąc grzać się przy kominku. przytulała, gdy wiedziała, że jest źle i była zawsze przy mnie, wiedząc, że razem zawsze damy radę. gdy nie wracałem na noc obdzwaniała wszystkich wspólnych znajomych, doszukując się mojego śladu. wdawałem się w bójki z zazdrości o nią, nie patrząc na cokolwiek. kurwa, byłem w stanie oddać jej wszystko, całego siebie, cały świat, w zamian za to, by była przy mnie, bym był częścią jej świata, bym był nadzieją jej duszy, biciem serca, sensem każdego oddechu zaciągniętego w płuca, bym był kolorował jej szare dni i dodawał piękna jej uśmiechu, radości jej smutku. chciałem być dla niej tym, czym Ona była dla mnie, chciałem być tym choć w połowie.. / shit.life
|
|
 |
jedyne na co dziś mam ochotę, to odjebać się w pizdu. nikt i tak mnie wspominać nie będzie, nikt nie będzie za mną tęsknić, nikt nie uroni łzy żalu po mnie. dlaczego nad tym myślę, a jeszcze tu jestem ? biorąc nóż w dłonie bądź będąc już gotowym do końca, w ostatniej chwili mam obrazy wspomnień, jej najpiękniejszego uśmiechu na ziemi, który trzyma mnie tu, mimo iż nie widuje go już. w ostatniej minucie ciszy, słyszę jej imię, jakby ktoś lub coś nie chciał bym to zrobił. rodzice? przecież Oni chyba chcieliby, bym był tam z nimi. / shit.life
|
|
 |
świadomość tego, że już nigdy Cię nie zobaczę, nie przytulę bądź chociażby usłyszę, nie wygra ze mną. wbijam sobie do głowy, że to nie możliwe, bo przecież tak kurewsko się kochaliśmy. nasza miłość miała być niezniszczalna a Ty miałaś być zawsze przy mnie. wybaczałem każde słowo, każdy czyn który przebijał moje serce, każdą zdradę przez którą padałem na kolana, nie potrafiąc zrozumieć dlaczego. wciąż żyję z przekonaniem, że jesteś tylko moja, żyjesz tylko dla mnie i kochasz. ale brak Twojej osoby niszczy to wszystko, bo przecież każdego dnia nie mogę sobie wmawiać ,że jutro Cię ujrzę, gdy to kłamstwo wyjawia się na nowo, a samotne noce są torturami dla mej duszy. nie potrafię pojąć, w jaki sposób powinienem Cię kochać, czy naprawdę robiłem to tak źle, naprawdę kochałem Cię tak jak nie powinienem ? / shit.life
|
|
 |
nie potrafię pogodzić się z tym, że pozwoliłem sobie stracić Ciebie. / shit.life
|
|
 |
zastanawiam się, co boli bardziej. jej obojętność, czy brak jej ? sam już nie wiem, pragnę by była tu, bo Ona to wszystko, czego chcę. / shit.life
|
|
 |
spoglądam na zegarek co godzinę, mijają tak wolno jak minuty. codzienne męczarnie i tortury wspomnień wijących się w głowie to nawyk, przyzwyczajenie, tyle, że każdego dnia niszczące mnie na nowo, w ten sam sposób, zadając ten sam cholerny ból po raz setny. odpalam papierosa i zaciągając się patrzę w okno przez zaćpane oczy na świat, którego nienawidzę, na niebo czyste i trawę tak pięknie lśniącą po letnim deszczu. wydmuchuję dym nikotynowy z ust, mając nadzieję, że wypuszczę ją z mojego wnętrza i serca z dymem, który unosi się na wietrze zapachu mojej miłości, która dziś jej nie dosięga, nie dochodzi do niej, bo jest za daleko, mimo tego, że dusza ma, która uchodzi z mego ciała każdego dnia by chronić jej serce, jest tak blisko. / shit.life
|
|
|
|