 |
|
często pytałeś za co Cię kocham, milczałam.
nadszedł czas byś usłyszał prawdę, teraz
gdy odchodzisz powiem wszystko jak przed
Bogiem, bez cienia zawahania,
kocham Cię za to, że gdy uśmiech Twój widzę
to i moje usta gną się w ten specyficzny półksiężyc,
kocham Cię za to, że jesteś, a właściwie byłeś,
kocham Cię za to, że nadal Twoje szczęście
jest moim, a Twoje łzy wylewają się z moich oczu,
kocham Cię za to, że czułam się przy Tobie
niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju,
kocham Cię za to, że Ty kochałeś mnie,
kocham Cię za to, że akceptowałeś moje słabości,
kocham Cię za to, że drżałam z przyjemności
czując Twój dotyk na moim ciele,
i wiesz? nie mówiłam Ci tego tylko ze strachu,
strachu przed tym, że ta świadomość dobierze
Ci się do du*py i staniesz się zarozumiałym
draniem, który uważa, że może mieć każdą,
bo skoro działa tak na jedną naiwną, to reszta
to nie problem.a teraz z czystym sumienie mówię Ci - żegnaj
|
|
 |
|
patrząc z perspektywy czasu stwierdzam,
iż te kłótnie Nam pomogły, zawsze próbowaliśmy
dojść do porozumienia, choć często jedno
chciało dogryźć drugiemu, chciało go powalić
swoimi argumentami. Ale pamiętasz? zawsze
wychodziliśmy z tego bez szwanku, bez uszczerbku,
kochaliśmy się tak samo, śmiem myśleć iż nawet bardziej,
nieraz traciliśmy swoje zaufanie, lecz później udowadnialiśmy
ze zdwojoną siłą jak bardzo na nie zasługujemy,
walczyliśmy o siebie nawzajem, pokazując, że zależy
Nam na sobie, że jesteśmy jednymi z tych,
którym dane będzie kochać się już po kres tego
co najcenniejsze otrzymaliśmy od Boga, po życia kres, Skarbie
|
|
 |
|
łatwiej myśleć, że nie masz serca dla wszystkich,
niż, że brakło Go tylko dla mnie
|
|
 |
|
gdy pewnego dnia śmiesz spytać
czy walczyłam, uśmiechnę się
na wspomnienie tej ciężkiej drogi
którą przebyłam, spojrzę na blizny
na mych dłoniach i powiem z sarkazmem:
-nie, skądże
|
|
 |
|
stary przyjacielu, czuję, że rozpadam się,
mimo iż to już rok jak nie ma Ciebie, ja
kruszę się każdego dnia, dzisiaj straciłam
365 cząstkę serca
|
|
 |
|
nie jest wysportowany, nie jest nawet
umięśniony, ale wiesz, jeszcze przy
nikim nie czułam się tak bezpiecznie,
nigdy nie czułam, że mogę spokojnie
zamknąć oczy, a gdy je otworzę On
nadal tam będzie, będzie przy mnie,
trzymając mnie w tym żelaznym
uścisku, który jest w stanie pomieścić
tylko mój świat, z każdą wadą, każdą
słabością, i to jest moja definicja
bezpieczeństwa
|
|
 |
|
dlaczego kocham człowieka, który jest
tak doszczętnie zepsuty? nie znam precyzyjnej
odpowiedzi na to pytanie, wiem tylko tyle,
iż każdego wieczoru gdy kładłam się spać,
mama siadała delikatnie na moim łóżku,
całowała mnie w czoło i szeptała:
pamiętaj, nawet najgorszy z pozoru człowiek
ma w sercu dobro
|
|
 |
|
nie mam zamiaru Cię przepraszać, za to jaką osobą się stałaś.
|
|
 |
|
Nie ma ludzi niezniszczalnych są tylko źle trafieni.
|
|
 |
|
przychodził - przychodził z czekoladą ukrytą za plecami, kiedy miałam zły humor, z miśkiem lub kwiatami, kiedy wypadało jakieś święto, choć zazwyczaj owe "święto" unaoczniał sobie sam, ze łzami w oczach, gdy sobie nagle, ni stąd ni zowąd, nie radził. karmił mnie swoim bólem, ja częstowałam Go wylewnymi zażaleniami na los. scałowywał moje cierpienia, obiecując, iż kiedyś wszystko stanie się proste i już nic nie stanie nam na przeszkodzie. marzył. opowiadał mi o przyszłości, o sobie i o mnie, i o naszych dzieciach, i o obiadach, które potulnie przygotuję - czego wizja za każdym razem kosztowała go przyjęciem uderzenia w żebro. i ten dzień. parny, letni poranek, ptaki rozpoczynające swoje arie, wspinające się słońce. Jego wargi, jak zwykle ułożone w uśmiech. i oczy, zamknięte oczy. zawsze opisywałam też oddech: ciężki, przyspieszony, gasnący, słaby. lecz Jego oddech już nie drażnił mojego policzka.
|
|
 |
|
druga w nocy. dym z papierosa nagle zamiast uspokajać, zaczął dusić. wódka paliła w gardło, zamierała w nim, zaciskała się na krtani. krzyczałam, lecz wciąż panowała grobowa cisza. nagle ten łoskot w piersi, nagle wspomnienia wypełzające z każdego kąta, zaklęte w każdym płatku kurzu, w każdym milimetrze sześciennym powietrza.
|
|
 |
|
kontynuując tę jakże cenną myśl
ten kto nic nie może nie dostanie nic
|
|
|
|