 |
|
czas leci jak jakiś pojebany. za szybko, nie nadążam. nie ogarniam wciąż przesuwających się wskazówek zegara.
|
|
 |
|
Mroźny poranek. Spierzchnięte usta. Parująca kawa w ulubionej filiżance. Wszystko wyglądało wyjątkowo smutno , a ona siedziała szczęśliwa przed lustrem , malując usta krwistoczerwoną szminką.
|
|
 |
|
(CZ.2)Po chwili poszukiwań znalazła opakowanie zapałek. Mocno się zaciągnęła wypuszczając duży obłok dymu. Czuła się odrobinę lepiej. Jakby nikotyna wżerająca się w jej płuca lekko uśmierzała ból zachodzący w jej sercu. Drugie zaciągnięcie , i powróciły wspomnienia. Łzy przeraźliwie zaczęły spadać z jej smutnych , zielonych oczu , pozostawiając czarne smugi na rumianych policzkach. Nagle poczuła na twarzy krople wody , podniosła głowę do góry.Za chwilę będzie porządna ulewa. Bez chwili namysłu krzyknęła ‘ widzisz tak mnie skrzywdziłeś , że aż niebo płacze ‘. Po chwili dało się słyszeć głośne łkanie.
|
|
 |
|
(CZ.1) Zdenerwowana biegła przed siebie. Nie patrząc na ludzi, samochody, miejsce po prostu przed siebie. Jedynie w głowie huczały jej słowa wypowiedziane przez Niego ‘ Dajmy sobie spokój na jakiś czas ‘.Tak po prostu tak zwyczajnie ,dajmy sobie czas. Co on sobie myślał. Nawet nie wiedział jak bardzo skrzywdziły ją te słowa, niby jedno zdanie ,a od paru godzin szarpało się w niej tak jak gwałtowne pioruny błyskawicy. Rozpaczliwie sięgnęła do kieszeni po ‘ pożyczonego ‘ szluga. Kiedyś mówiła ,że nigdy nie weźmie do ust. Wystarczyła jedna, jedyna chwila , w której nic innego jej by nie pomogło.
|
|
 |
|
nie jestem zazdrosna. boli mnie tylko fakt, że inna może Cię mieć - a ja nie.
|
|
 |
|
nie potrzebuję Twojej, czy kogokolwiek innego, wiary we mnie. wystarczy mi to, że ja wiem, iż dam radę; nie poddam się, nie ulegnę. jeszcze zobaczysz, jak inną osobą potrafię być.
|
|
 |
|
każda z dziewczyn w swoim życiu pragnie zasmakować zakazanego owocu. jedna zakochuje się w chłopaku swojej przyjaciółki, druga w księdzu. trzecia zaś w żonatym mężczyźnie mającym gromadkę dzieci. jednak doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie możemy. że to jest niemoralne i nie właściwie. i chociaż to na jaką skalę naszym umysłem potrafi szargać miłość jest wręcz nie do opisania, musimy być powściągliwe. musimy zagryźć zęby i zapakować swoje uczucia w małe pudełko. następnie wystawić je wysoko na szafę, tak aby nasze serce nie było w stanie go ponownie dosięgnąć.
|
|
 |
|
a kiedy widzę Twoje dzikie opisy, wyznające miłość tej lafiryndzie mam ochotę rzucić się pod tramwaj w ramach rozpaczy. jeżeli mają one wywołać we mnie uczucie zazdrościo-podobne to Ci nie wyszło, misiu. jedyną krzywdę jaką mi zrobiłeś to to, iż zachlapałam sobie monitor kiedy ze śmiechu poplułam go zieloną herbatą, którą wówczas piłam.
|
|
 |
|
przybiegł. namieszał mi w głowie tak jak miesza się chochlą pomidorówkę. później elokwentnie spierdolił, a ja teraz siedzę i upycham po kątach złe wspomnienia w międzyczasie zamiatając łzy pod dywan.
|
|
 |
|
siedziałam obok wanny, gdy brałeś kąpiel. zanurzyłeś całe swoje ciało w wannie wypełnionej pianą. klęczałam tuż obok niej, głaszcząc Cię po twarzy. - mała, wiesz że nie powinniśmy. jestem wandalem. a Ty jesteś dla mnie zdecydowanie za grzeczna. księżniczka potrzebuje księcia. nie złego chłopca, chodzącego w kapturze po ulicy. - powiedział. następnie wziął do dłoni strzykawkę i wstrzyknął sobie do żyły płyn o złocistym odcieniu. - heroina, maleńka. - powiedział z zagubionym już wzrokiem. - za grzeczna, mówisz? wzięłam do dłoni tą samą strzykawkę, którą upuścił na łazienkowy dywanik. naśladowałam każdy jego ruch. do żyły wpłynęły resztki mętnej cieczy zawartej w strzykawce. - ej! co Ty wyprawiasz? - spytał podnosząc się z wanny. - też potrafię być niegrzeczna. zobacz jak do siebie pasujemy. - powiedziałam, widząc przed oczami mroczki. popchnęłam go, wpadając razem z nim do wanny. zaczęliśmy się całować. - skrzywdzę Cię - wyszeptał między pocałunkami. - nie skrzywdzisz. - odpowiedziałam.
|
|
 |
|
nic nie równa się z tym jak nieokiełznana satysfakcja przeze mnie przemawiała kiedy dałam Ci w twarz, a Ty zacząłeś płakać. zawsze łgałeś, że nigdy nie uroniłeś łzy. że jesteś skurwysynem z kamienia. wierzyłam. aż do momentu, kiedy chwyciłeś się za znokałtowany policzek i zacząłeś zanosić się płaczem. nie wspominałeś, że ojciec podnosił na Ciebie rękę. że każdy gwałtowny ruch w Twoim kierunku uruchamia lawinę wspomnień. uwierz, że gdybym wiedziała jak będziesz cierpiał, wybrałabym inną formę zemsty. bardziej wykwintną formę destrukcji. taką po której nie przytuliłabym Cię jak kilkuletniego chłopca, ocierając Twoje łzy rękawem swojego swetra. dokładnie w ten sam sposób jak robiła to Twoja matka za każdym razem po tym, gdy dostawałeś baty w dzieciństwie.
|
|
|
|