 |
|
uwolnić sie od tego co daje blizny
|
|
 |
|
ten okropny ból któremu nie umiem sprostać.
|
|
 |
|
Zabierz mnie stąd, proszę podaj rękę! Zaprowadź gdzieś, gdzie się żyję lepiej! Nie zamykaj oczu na mój ból, nie zakrywaj uszu kiedy mówię, że jeśli mi źle ...
|
|
 |
|
Gdzie to zaufanie? Chyba go już nie zobacze...Widze tylko lęk...
I fałszywych twarzy mase...
|
|
 |
|
Próbujesz sie zmieniać,tylko szkoda,że na gorsze...
|
|
 |
|
Szukam siebie w sobie i nie mogę odnaleźć. Gdzie jest tamten dzieciak, który miał w sobie wiarę? Gdzie jest uśmiech, który pocieszał innych? I gdzie jest charakter, który zawsze był silny?
|
|
 |
|
i ktoś tu znów, nadużywa zaufanie...
|
|
 |
|
- odpierdolmy coś. coś, co będziemy mieć w pamięci przez lata. - przykładowo co? - no, na przykład, zakochajmy się w sobie?
|
|
 |
|
spotkali się w pobliskim parku. dziewczyna zalewała swoją twarz łzami. - dzięki Tobie dowiedziałam się, co tak naprawdę znaczy kochać. nie odchodź, nie przeżyję bez Ciebie... - mówiła, krztusząc się łzami. - nie rozumiesz. to już przeszłość. - powiedział zwyczajnym tonem, pozbawionym uczuć. - spakuj moje rzeczy. przyjdę po nie jutro. - wstrząsnął nią ból, jakby zadał śmiertelny cios w jej małe serce. upadła na kolana, kryjąc twarz w dłoniach. niezdarnie się podnosząc, poszła w stronę ich mieszkania. w głowie miała setki myśli. z rozpaczy trzasnęła drzwiami. wyjęła z szafki ulubione wino i otworzyła szafę. zaczęła go pakować. tuliła każdą rzecz, która należała do niego. napawała się ostatni raz ich strukturą, zapachem. kilkakrotnie wkładała i wyjmowała je z torby. nie potrafiła rozstać się z jego perfumami i szarą koszulką. schowała je w szufladzie, jak prawdziwe skarby.
|
|
 |
|
moje usta lubiły, gdy był obok.
|
|
 |
|
Przypadkowo przed chwilą pomyślałam o Tobie. O, teraz też.
|
|
|
|