 |
|
Przejściowe pory roku nie są dla mnie najlepsze. Dla nikogo takiego jak ja. Obłęd lubi wracać jesienią lub przedwiośniem. Lubi niż, mgłę, ołowiane zachmurzone niebo. Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk, albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne, na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty.
|
|
 |
|
Oddycham, bo muszę. Już nie oddycham, bo chcę. Coraz ciężej tlen trafia do moich płuc. Za każdym razem mu to utrudniam. Chcę mu przeszkodzić. Na razie jest silniejszy. Ale w końcu zbiorę w sobie siłę i mu przeszkodzę. Nie pozwolę mu robić tego, czego nie chcę. A wiem czego nie chcę. Nie chcę tlenu.
|
|
 |
|
tak bardzo nie istniejesz.
|
|
 |
|
kiedy otarłem łzy już byłem innym człowiekiem.
|
|
 |
|
gubię się, cholernie się gubię.
|
|
 |
|
Są uczucia, których nie sposób zabić, mimo że na to zasługują.
|
|
 |
|
Mam raka psychiki. Z przerzutami na nastrój, spokój i samopoczucie.
|
|
 |
|
nauczyłam się milczeć, gdy mam coś do powiedzenia.
|
|
 |
|
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.
|
|
 |
|
Czasami rano wstaję z łóżka pełna życia, podekscytowana, radosna, a czasami nie chce mi się wstawać... Czasami zaraz po przebudzeniu spędzam dwie godziny przed lustrem i pięć w łazience, a czasami spojrzę tylko raz, sprawdzając, czy jestem czysta. Czasami cały wieczór szykuję ubrania dopasowując te lepsze do najlepszych, a czasami wkładam to, co pierwsze nawinie mi się pod rękę.
|
|
|
|