 |
|
za dwanaście dni znów będziemy żegnać miniony rok, z kieliszkiem szampana w ręku, przyglądając się kolorowemu od petard, niebu. będzie tak jak zawsze - najostrzejszy melanż w roku, masa napadów śmiechu, niekończące się rozmowy do rana. różnica tkwi w tym, że tą noc, dzielącą rok dwutysięczny dziesiąty z dwutysięcznym jedenastym, spędzimy kilka kilometrów od siebie, w zupełnie innych miejscach.
|
|
 |
|
kochaj mnie, może jutro umrę
|
|
 |
|
Dała mu w twarz. Zacisnęła wargi i ze łzami w oczach, wykrzyczała, że go kocha. Miała nadzieję, że taka terapia szokowa, sprawi, że jej uczucie w końcu do niego dotrze
|
|
 |
|
`. kiedy myślisz, że wreszcie ci się udało pozbierać w całość nagle coś cie znowu rozpierdala na milion kawałków ..
|
|
 |
|
' a mnie oszukuj czule uśmiechem słowem gestem dopóki jestem'
|
|
 |
|
Jesteśmy w autobusie, ja i 3 koleżanki. Dwie z Nas siedziały, dwie stały i trzymały się rury. Tekst jednej, która też trzymała się rury, do Nas ' Chyba się puszczę' i cały dzień zajebisty? BEZCENNY .
|
|
 |
|
' Pani uważa, że działam na szkodę szkoły. A przecież to jest najlepsze gimnazjum na świecie i uczą się w niej najlepsi uczniowie na świecie, wobec tego jak mogłabym takie coś zrobić?!' Pedagog uśmiechnęła się i poszła. ' Łyknęła to.' Usłyszałam od przyjaciółki. 'Tsa.' Uśmiechnęłam się. On też się uśmiechnął, wszyscy się uśmiechnęli. Poczułam się spokojniej, jakbym była w domu. Koleżanka dała mi buziaka w policzek. 'Dzielna byłaś. Jestem z Ciebie dumna.' Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Niego. 'Wiem Mycha, wiem.' 'On też jest dumny z Ciebie.' Usłyszałam.
|
|
 |
|
Napisałam koleżance zwolnienie z lekcji, lecz jej wychowawczynie tego nie podpisała, a pani pedagog przeprowadziła już nawet z nią rozmowę na ten temat. Rozmawiając z nią na przerwie podeszła owa pedagog i zwróciła się do mnie 'To może Ty napisałaś jej to zwolnienie?' Spojrzałam na nią zdziwiona 'Jakie zwolnienie? o co chodzi?' Udawałam, że nic nie wiem. ' No już nie udawaj.' Wzdychnęłam. 'Nawet jeśli, to co? Pisać sobie już nie można? Przecież po to przychodzę do szkoły, zeby mnie tu czegoś nauczyli, prawda?' Spojrzała na mnie zza tych swoich okularków. ' Masz rację, nauczyciele maja Ciebie czegoś nauczyć, ale nie możesz jej pomagać uciekać z lekcji.' Wywróciłam oczami. 'A kto powiedział, że jej pomogłam? Na razie tylko pani tak twierdzi.' Poczułam, że koleżanka łapie mnie za rękę. 'Jesteś niemiła.' Kątek oka zauważyłam, że tej całej sytuacji przypatruje się On z kolegami. 'Nie tylko ja.' Odparłam. 'Co proszę?' Usłyszałam. C . D . N .
|
|
 |
|
' Nie chciałbym, żebyś znalazła sobie kogoś. Ale też nie mogę .. No .. Różnimy się za bardzo od siebie.' Usłyszałam. 'I to Tobie tak bardzo przeszkadza?' Spojrzałeś na mnie. 'Czuję się, jakbyś się mnie bała, czy coś podobnego.' Wzdychnęłam. 'To, że jestem nieśmiała niektórym może się spodobać.' W Twoich oczach zobaczyłam wielką zazdrość.' No to życzę powodzenia.' Nie ogarniałam. 'Nie powiedziałam, że są. Powiedziałam, że mogą być, to zasadnicza różnica. Poza tym, stwierdziłeś, że za bardzo się od siebie różnimy, więc nie rozumiem tego Twojego tonu.' Spojrzałeś na mnie i uśmiechnąłeś się. ' Jestem w cholerę zazdrosny, bo jesteś atrakcyjna i dużo kolesiów się przy Tobie kręci. Jestem w chuj zazdrosny!' Zaśmiałam się. ' Tsa. Dużo kolesiów? Chyba z dupy strony.' Wywróciłam oczami. ' Wiem, co widzę.' Spoważniałam. 'Ale jak jesteś tak w chuj zazdrosny, to dlaczego nie chcesz ? .. ' Spojrzałam Ci się głęboko w oczy. ' Bo się wstydzisz mnie.' Uśmiechnęłam się. ' Nie, już nie. Już znam prawdę.'
|
|
 |
|
Kochali się nade wszystko, byli w stanie dla siebie zrobić wszystko. Wierzyli, że są dla siebie stworzeni i cieszyli się, że mają całą przyszłość przed sobą, którą spędzą razem. Tyle, że żadne z nich jeszcze nie wiedziało, że ona jest śmiertelnie chora ..
|
|
 |
|
Usiadłam w szkole na schodach. Miałam dość tego dnia, gdzie wszyscy czegoś ode mnie chcieli. Miałam już totalnie wyjebane. Tak bardzo pragnęłam Ciebie zobaczyć, przytulić, poczuć zapach, zobaczyć Twoje oczy i uśmiech. Nic więcej, tylko to. To żyje w moich wspomnieniach, we mnie całej, owszem. Ale nie tak intensywnie, jakbym chciała. Wystarczyłaby jedna chwila. Chciałam, żeby znowu moje serce zaczęło bić okropnie szybko, chciałam znowu poczuć te cholerne motylki w brzuchu, chciałam znowu chodzić i jarać się bez powodu. Chciałam znowu zarażać każdego moim dobrym humorem. Tymczasem nie miałam już nic. Twoja bluza, jak na złość, przestawała pachnąć. I nawet napisałam Ci takiego esa z nadzieją, że pozwolą Ci chociaż odczytać. Przypomniały mi się Twoje słowa: 'Nie stracisz mnie, nie pozwolę na to.' Odzyskałam siłę. Odzyskałam siłę, by ciągle się uśmiechać i cieszyć się z życia. Odzyskałam, tak. Tyle, że tylko do końca dnia.
|
|
|
|