 |
|
"Jesteśmy tak bardzo spragnieni uczuć, że dajemy się ranić, naiwnie oczekując zmian."
|
|
 |
|
"Jestem takim typem człowieka: muszę zakładać najgorsze, żebym umiała w sobie wytworzyć system obronny, dzięki któremu później łatwiej zniosę, gdyby się to urzeczywistniło."
|
|
 |
|
"...i to nie jest żaden weltschmerz, nie jestem piękną, młodą duszą - ja po prostu jestem pierdolnięty. Chory psychicznie."
|
|
 |
|
"Zobaczyłem światło, więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś. Nie przyszedłem rozmawiać, nie przyszedłem namawiać, nie przyszedłem zbierać podpisów, nie przyszedłem pić wódki. Ja, przyszedłem się kochać, przyszedłem tu umrzeć."
|
|
 |
|
Ale to...milczenie. Jest nieznośne. I nic nie mogę zrobić. Nic. Tylko czekać.Czekać. Czekać.
|
|
 |
|
"-Bolało? -Tak. -Przepraszam. -Przecież to nic nie zmieni."
|
|
 |
|
"Nie mów, że mnie kochasz. Miłość to pułapka.
Nie widzisz w mych oczach nic, to tylko maska."
|
|
 |
|
"Pomyślałam sobie, że jak już nie ma miłości, jak odejdzie albo umrze, to człowiek nie ma już nic lepszego w życiu do zrobienia niż tylko pić i pić i skończyć marnie, bo niby dlaczego nie."
|
|
 |
|
"Kiedyś, jeszcze jako dziecko zapytałem ją, jak jest w piekle. Matka odpowiedziała mi wtedy zadziwiająco pewnie, jakby już tam była, jakby to była autopsja, a nie wyobrażenie: - Synku, w piekle na powitanie pokazują ci wszystkie twoje niewykorzystane szanse, pokazują, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś we właściwym czasie wybrał właściwe wyjście. A potem pokazują ci wszystkie te chwile szczęścia, które straciłeś śpiąc, wiesz, synuś, że my przesypiamy połowę życia? I tym wszystkich śpiochom takim jak ty pokazuje się w piekle, co mogliby w życiu osiągnąć, gdyby budzili się w porę. - A potem? Mamusiu, co się dzieje potem, kiedy to już wszystko pokażą? - Potem, synku, zostawiają cię samego z twoimi wyrzutami sumienia. Na całą wieczność. Nie ma już nic ani nikogo. Tylko ty i twoje wyrzuty sumienia..."
|
|
 |
|
siedzieliśmy razem na dachu przez noc, która wydawała się wiecznością. brakowało nam tchu podczas rozmowy, tak byliśmy nienapojeni sobą nawzajem. nazywałam gwiazdy Twoim imieniem a Ty nieudolnie brałeś mnie na barana, żeby ułatwić mi ich dotknięcie i sprawić, żebym była bliżej nieba, które zawsze starałeś mi się uchylić. Ty tego nie potrzebowałeś, twierdząc że to ja jestem Twoim niebem. teraz siedzę tu sama. znowu nie mogę złapać oddechu, ale nie jest to spowodowane nadmiarem słów. najbardziej bolesne jest to, że nie mogę spojrzeć w niebo. nawet nie wiesz jakie trapiące jest siedzenie z zamkniętymi oczami. przecież obiecałam sobie, że już więcej na Ciebie nie spojrzę. przecież w każdej z tych pieprzonych gwiazd jesteś Ty.
|
|
 |
|
kocham skurwysynów, którzy potrafią wylać wiadro wody na moją jedyną odpaloną zapałkę, którą nieusilnie starałam się wskrzesić przez tak długi okres czasu po czym mają problem, że zgasła.
|
|
 |
|
kiedyś najlepiej nam się rozmawiało milcząc. teraz milczymy bo najgorzej jest nam rozmawiać.
|
|
|
|