 |
|
Wchodzę do domu. 'Przecież nie powiem mu, że go widziałam. On jemu wyrządził więcej szkód, bólu i cierpienia, niż mnie.' Pomyślałam, odwieszając kurtkę. Rozbeczałam się. 'Siostra, co jest?' Zapytał brat, wychodząc ze swojego pokoju. 'Nic.' Powiedziałam, ocierając łzy. 'Nie pierdol, że nic. Przecież widzę.' Spojrzałam na niego, a łzy spływały mi po policzkach. 'Siostra, no mów!' Krzyknął. 'Widziałam..' Zaczęłam. 'Kogo? Tego Twojego? Mówił coś? Zaraz będzie po nim..' Rozkręcał się, wchodząc do swojego pokoju. 'Nie jego! Ojca widziałam' Krzyknęłam za nim. On stanął w miejscu. 'My nie mamy ojca, pamiętaj.' Usłyszałam i jeszcze bardziej się popłakałam. 'On mnie nie poznał. Nie poznał własnej córki, rozumiesz?' Powtarzałam ciągle. Brat kucnął obok mnie. 'Nie mamy ojca, ale mamy siebie, rozumiesz? Nikt tego nie zepsuje. Mnie nie stracisz, ja Ciebie nie stracę. Będzie dobrze. Kocham Cię.' Usłyszałam. 'Zawsze byłam dla niego najważniejsza.' Wyszeptałam. 'Nie. To dla mnie byłaś najważniejsza.'
|
|
 |
|
Ona chciała spytać, ale bała się usłyszeć prawdę. / verba
|
|
 |
|
[ CZ 2 ] Coś sie pokruszyło we mnie, czułam to po prostu. Nadziałam sie też na coś, bo czułam, jak ucieka krew z mojego ciała. Nie miałam siły, by wstać. Widziałam tylko, jak jeden samotny motor sunie w moją stronę, a kierowca obija się o bandę. Nagle nie czułam nic, było wspaniale. Zero bólu, zero emocji, zero strachu i zero uczuć. Totalna pustka. Było ciemno, ale nie bałam się tej ciemności. Wtedy poczułam silne uderzenia w klatkę piersiową. 'Mamy ją!' Krzyczał ktoś, a w dali słyszałam czyjeś wrzaski. Rozpoznałam Twój głos. Żyłeś, miałeś się dobrze i martwiłeś się o mnie. Lecz ten ból nie pozwalał mi zostać tu dłużej. Chciałam umrzeć. Chciałam się poddać. 'Siostra, żyj! Przecież wiesz, że bez Ciebie sobie nie poradzę.' Usłyszałam Cię blisko siebie, złapałeś mnie za rękę. Znów poddałam się, lecz po chwili znów poczułam wielkie uderzenie w klatce piersiowej. 'Stracimy ją!' Słyszałam. 'Przekazcie im, że bardzo ich kocham. I dziękuję.' Powiedziałam, poddając się. Tym razem naprawdę.
|
|
 |
|
[ CZ1 ] Sierpień, niedziela, mecz. Była przerwa, zapowiadali kolejny bieg, w którym miałeś jechać. Rozgrzewałeś się, ostatnie spojrzenia na maszynę i jazda. Podszedłeś do mnie z uśmiechem na twarzy. 'Trzymaj kciuki!' Krzyknąłeś. Uśmiechnęłam się i dałam Ci buziaka w kask, który już miałeś na swojej głowie. 'Jakaś minuta i będę mu mogła pogratulować wspaniałego przejazdu.' Pomyślałam i podeszłam bliżej toru. Cała zdenerwowana zaczęłam się trząść. Serce zaczęło mnie kuć, naszła mnie jakaś wizja, w której uległeś wypadkowi. Leżałeś nieruchomo na torze pod dwoma motorami, pełno ludzi do Ciebie biegło, ja także. Opamiętałam się, a to własnie działo się na torze. Wszyscy biegli w jedno miejsce. Dwójka uczestników jeszcze jechała, nie wiedząc co się stało poza nimi. Przeskoczyłam zabezpieczenia i nie zważając na zbliżające się motory, wybiegłam na tor. Poczułam, jak lecę. Jeden z tych wielkich sprzętów uderzył we mnie, a ja odskoczyłam, uderzając o ziemię.
|
|
 |
|
I'm about to lose my mind, you've been gone for so long, I'm running out of time, I need a doctor, call me a doctor, I need a doctor, doctor, to bring me back to life ♥ // jestem blisko utraty rozumu, zniknąłeś na tak długo, mój czas się kończy, potrzebuję doktora, wezwij doktora, potrzebuję doktora, doktora. By przywrócił mnie do życia. ♥ // dr. dre !
|
|
 |
|
Płacząc, zatopiłam się w jego uścisku. Odgarnęłam włosy z twarzy zakrwawionymi rękoma. Słyszałam słowa pocieszenia, ale to nie to samo. Spojrzałam na tor. Sprzęt podzielony na parę części. Karetka właśnie wyjeżdżała. Nie spieszyła się nigdzie, było już za późno. Za późno by zwrócić Ci życie. Weszłam na tor, czując na sobie wzrok przyjaciela. Wiedział, że chciałam tam wejść ponownie, ale sama. Klęknęłam tam, gdzie przed chwilą leżałeś. Czułam tym razem na sobie wzrok wszystkich. Położyłam się na torze, myśląc, że wtulam się w Ciebie. Rozpłakałam się ponownie. Zostały ślady Twojej krwi. Dotykałam to, zanosząc się szlochem. Leżałam tak chwilę, gdy jeden z Twoich kolegów wziął mnie na ręce. 'On zawsze będzie w naszych sercach, rozumiesz? On nie umarł. Nie dla nas. On będzie żył tam głęboko. I na pewno chce, żebyś była szczęśliwa. Kocha Cię. Wszyscy Cię kochamy i nie chcemy Twojego cierpienia. Wiem, że to boli. Ale przestanie. A On ciągle będzie żył w naszych sercach. Na zawsze.'
|
|
 |
|
Morał tej bajki jest krótki i niektórym znany: faceci to chuje, a i tak ich kochamy.
|
|
 |
|
Lubię osoby, którym mogę powiedzieć: 'pamiętasz'?
|
|
 |
|
Dla rodziców idealna córka, dla babci idealna wnuczka. Nie pije, nie pali, nie przeklina, nie ogląda się za chłopcami, nie całuje się z pierwszym lepszym. Potrafisz im powiedzieć, jak bardzo się mylą?
|
|
 |
|
Jak upadnę - wstanę, a wtedy masz przejebane.
|
|
 |
|
Oszczędzaj ruchy: Pamiętaj jak ktoś cię irytuje to musisz użyć ponad 20 mięśni, żeby wykrzywić twarz, ale tylko czterech, żeby wziąć zamach i jebnąć go w mordę.
|
|
 |
|
Bóg potknął się i krzyknął 'KURWA!', a słowo ciałem się stało. I tak właśnie powstałaś, złotko.
|
|
|
|