 |
|
ciepły koc, kubek zielonej herbaty, ulubiona czekolada, dobra książka i Pih w głośnikach. skłaniam się ku temu, że w takie wieczory, życie jest piękne. chociaż przez moment.
|
|
 |
|
bit rozbrzmiewający na cały dom. trzęsące się ściany. nucenie pod nosem tekstu kawałka Piha, który właśnie leci w głośnikach. no i jak tu nazwać szykowanie się do szkoły, niemiłym?
|
|
 |
|
od czasu do czasu czuję Twój przyjemny oddech na karku. splatasz swoje palce z moimi. wywołujesz spojrzeniem dreszcze na całym ciele. okazjonalnie dajesz mi buziaka. to mi wystarcza, bo przynajmniej czuję, że jesteś. nie potrzebuję miana Twojej niuni. nie pragnę życia z Tobą, tylko życia obok Ciebie. zauważasz różnicę? widzisz jak bronię się przed tym, żeby któregoś dnia nie usłyszeć 'odchodzę'? nie mogę być od Ciebie zależna. nie chcę.
|
|
 |
|
- potrzeby człowieka? - kasa, seks i dragi.
|
|
 |
|
nie mogła dłużej wytrzymać. poprosiła, żebym ktoś wszedł za Nią i zeszła z boiska. usiadła na parapecie w sali. podszedł do Niej, zostawiając drużynę w niepełnym składzie. kładąc dłoń na Jej udzie, zapytał co się stało. nie potrafiła dłużej powstrzymywać łez cisnących się do oczu. musnęła kciukiem Jego policzek. - nie odchodź. - szepnęła cicho.
|
|
 |
|
ma oczy które uzależniają, usta, których nieustannie się pragnie i najseksowniejszy tyłek w mieście.
|
|
 |
|
jesteście tacy cwani. rzucacie jakieś denne 'zrobisz mi loda?' czy 'chodź się przeliżemy'. ale kiedy przychodzi co do czego? kiedy po wf zdejmuję przy Was koszulkę? odwracacie spojrzenia.
|
|
 |
|
uwielbiam kiedy łapiesz mnie w biodrach i cicho szepczesz na ucho 'pod siatkę'.
|
|
 |
|
przyszedł czas na przeanalizowanie tego, co Nas łączyło.
|
|
 |
|
daruj sobie, akurat Wasze życie intymne, chuj mnie obchodzi.
|
|
 |
|
wróciłeś. motylki znów zaczęły przypominać o swojej obecności, uśmiech jest codziennym gościem, nie usypia mnie bezsilność, tylko Twój głos. serce znów jest całością, a nie puzzlami bez najważniejszych elementów. słońce zaświeciło na nowo.
|
|
 |
|
spotykamy się na ulicy. jesteśmy sami. okropne, bo nie mam gdzie uciec, gdzie się schować. jak zwykle słodko się uśmiechasz i tonem, od którego miękną mi kolana mówisz 'dzień dobry, pani'. w gardle staje mi gula, a do oczu mimowolnie ciasną się łzy. wszystko trwa sekundę. zaciskam dłonie, i zachrypniętym tonem rzucam denne 'hej'.
|
|
|
|