 |
|
siedząc na huśtawce na tarasie, z papierosem w ręce popijając ulubioną kawą rozmyślam o tym co spieprzyliśmy w tej miłości. zapewne było w niej za mało uczuc, za mało wspólnych chwil, za mało spotkań razem. za mało wszystkiego, aby ona przetrwała, dlatego jej już nie ma. chociaż nadal, gdy cię widze czuje jakieś nieodgadnięte przyśpieszenia bicia serce i przyśpieszony oddech. mogliśmy zrobic o wiele więcej, aby ona przetrwała, bo w końcu tak strasznie się kochaliśmy, prawda?
|
|
 |
|
Był monotonny wieczór, w sumie jak co dzień. Nagle w prawym dolnym rogu ukazała się koperta. kliknęłam. Gdy zobaczyłam Twoje imie mój oddech zamarł, ale w sumie to pytałeś się tylko o tytuł piosenki przy której tańczyliśmy tego najpiękniejszego wieczoru. Kurwa, nawet tytułu NASZEJ piosenki nie pamiętasz, a teraz pewnie będziesz tańczył przy niej z tą siksą.
|
|
 |
|
inne będą nasze dni, adresy, telefony... kiedyś, po latach spotkasz mnie, idąc na przykład z żoną. kiedy się ukłonisz, no to spojrzę uśmiechnięta. twoja żona spyta: `kto to?` powiesz: `nie pamiętam..`
|
|
 |
|
czasami tak bywa, że lepiej byłoby zasnąć i już nigdy się nie obudzić, ale czasami tak nie można, bo co zrobi rodzina, przyjaciele? mama zapewne przeżyłaby załamanie nerwowe, a przyjaciel zamknąłby się w sobie. nie, czasami tak po prostu nie można.
|
|
 |
|
i w sumie to jest nieźle chamskie, kiedy patrzysz i widzisz jak twoje marzenia spełniają się komuś innemu. najgorzej boli, wtedy kiedy twoje marzenia spełniają się twojemu wrogowi.
|
|
 |
|
i jak codzień na tamtych wakacjach, na obiad robiłam jajecznicę z trzech jajek, z dodatkiem pomidorów i sera żółtego. ty mnie nauczyłeś gotować, więc gotowałam dla nas. jedliśmy nasz wspaniały obiad popijając sokiem tymbarkowym-wiśniowym, który zastępował nam wino. bardzo lubiłam takie popołudnia.
|
|
 |
|
jeśli byłby ostatni dzień świata, zapewne poszła bym się pieprzyc z kimkolwiek, zadzwoniłabym do ciebie i powiedziała ci, że cie kocham, kupiłabym najlepsze papierosy, zgrzewkę piw, i jedną wódke. zamówiłabym moją ulubioną pizze i popijała piwem, ale miejmy nadzieje, że nie będzie końca świata, bo mimo wszystko nie chciałabym być uważana za dziwkę, nawet ten jeden dzień.
|
|
 |
|
nawet dziura po przy petowanym papierosie ma kształt serca.
|
|
 |
|
godzina 12. kościelne dzwony biją jak oszalałe, a ja siedze sama w domu z kubkiem lodowatej pepsi i fajką w ręce. jest fajnie, nie powiem, że nie. evanescence robi swój klimat i jest fajnie. czuję się troche opuszczona, pusta i czuje nicość. kurwa fajka sie skończyła. on mnie kocha, a ja udaje, że kocham. nie umiem go pokochać, ale jest przede wszystkim moim najlepszym przyjacielem, którego nie chcę ranić. a może właśnie kłamiąc, że kocham go ranie? nie wiem. nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie.
|
|
 |
|
spalając papierosa w garderobie myślę sobie jaką jestem żałosną gówniarą, jak ta dzisiejsza młodzież ma narąbane w głowach, jak rodzice pozwalają na takie coś. a jednak. ja palę teraz papierosa, inni się pieprzą, a jeszcze ktoś inny ćpa. super.
|
|
 |
|
wracając wieczorem do domu myślałam o tobie. w spacerze towarzyszył mi księżyc i świerszcze, które cykały w trawie. gwiazdy patrzyły się na mój szeroki uśmiech, który spowodowany był sms'em od ciebie. serce skakało z radości, a ja w głębi siebie pomyślałam jaką jestem szczęściarą, że mam taką osobę jak ty.
|
|
 |
|
pamiętam jak jeszcze pół roku temu dziwiłam się na wieść o tym, że moja kumpela wróciła zajebana jak szpak do domu, jak zrobiła sobie koczyka w pępku i języku bez zgody rodziców i jak paliła papierosy... teraz robię to samo.
|
|
|
|