 |
|
Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy.
|
|
 |
|
Ludzie zazwyczaj nie mają pojęcia jak bardzo się starasz i jak bardzo Ci zależy, dopóki nie przestaniesz.
|
|
 |
|
dlaczego zamykamy oczy gdy się modlimy, płaczemy, całujemy, śnimy? bo najpiękniejsze rzeczy w życiu nie mogą być widziane oczami, a sercem. / selektywnie
|
|
 |
|
Chcę znów zobaczyć uśmiech na Twoich ustach. Tak jak kiedyś, gdy widziałem Go codziennie. Chcę byś była szczęśliwa, nawet i beze mnie. Pragnę Twojego szczęścia najbardziej na świecie, wiesz? Ale nie zapominaj o mnie, nigdy. A gdybyś jednak chciała odejść, zniknąć , nie na dłuższy czas, lecz na zawsze , to proszę uprzedź mnie. I chociaż się pożegnaj. To chyba nie jest tak wiele, prawda?
|
|
 |
|
Wierzyli w nas wszyscy bez wyjątku, każdy przywyknął do jej obecności i tego ze towarzyszyła mi każdego dnia. Na ulicy słyszeliśmy szepty ludzi, który mówili jak nam zazdroszczą tej miłości. Zabierałem ją na obiad do rodziców, którzy ją uwielbiali. Pamiętam każdy śmiech przy stole gdy moja mama opowiadała beznadziejne historyjki z dzieciństwa, które i tak wszystkich bawiły. Każde spojrzenie ojca, które zawierało dumę z syna, chociaż nigdy nie dawałem żadnych powodów do tego by mogli wypowiadać w moją stronę tak wielkie słowa. Po obiedzie standardowy wypad na miasto i do mojego mieszkania. Siadałaś we fotelu okrywając się kocem bez względu na to czy był upał czy mróz. To należało do tradycji. Ja włączałem film, który ty i tak uparcie wyłączałaś i wolałaś puścić jakąś płytę z muzyką, oczywiście sam rap. Ja stawałem przy oknie ze szlugiem w ręce i wpatrywałem się w ten piękny cud, który pozornie był tylko mój. Ty, mała, krucha i tak wspaniała.
|
|
 |
|
Tak po prostu wyszłaś z mojego mieszkania, robiąc dokładnie to samo co ja zawsze robiłem przy zerwaniu. Najpierw długie wpatrywanie się w oczy następnie scenka z twoją niewinnością, chociaż wina leży po obu stronach. Stanęłaś przy drzwiach i rzuciłaś mi szybkie wymowne spojrzenie pełne bólu ale i troski i opanowania. Wiesz co wtedy czułem? Jak serce rozpierdala się na miliony części, bo odeszłaś z mojego życia bez planu powrotu. Przekreśliliśmy w tym dniu wszystkie wspólne plany na przyszłość a jak pewnie wiesz, było ich wiele. Spontaniczny wyjazd, ślub, dziecko, nowe życie za granicą. Tak bardzo pragnęłaś tego a ja tak bardzo chciałem ci to dać. Od kilku lat tłumaczyłem ci że nie zaoferuję ci nic prócz miłości, a ja głupi wierzyłem, że tobie naprawdę to wystarczy. Każde zapewnienie z twoich ust było niczym trwała deklaracja, która rozmyła się przy mocniejszej ulewie. To miało trwac wiecznie i miało być wyjątkowe. Dobrze ze było chociaż przez chwilę.
|
|
 |
|
Nigdy nie pytałeś się mnie o zdanie, czego chcę, czego pragnę. Nie pytałeś się jakie jest moje zdanie w wielu sytuacjach, bo wolałeś sam wybierać. Byłeś pewny swoje zdania, ale to co inni czuli nigdy się dla Ciebie nie liczyło. Zabawa uczuciami, granie na emocjach człowieka, to przecież nic złego, prawda? Smutek, łzy u bliskiej Ci osoby nie znaczyły nic, bo liczyło się wyłącznie to co miało być dobre dla Ciebie. A to nie było dobre dla innych. Miałeś tego świadomość, ale zmian nie chciałeś. Nie próbowałeś nigdy słuchać tego co się działo, bo tak łatwo było przyczepić komuś do pleców karteczkę, że jest nikim. Próbowałeś grać przyjaciela, brata, ale nie wychodziło Ci to. Żyłeś w kłamstwach, w które wciągałeś innych. Jednakże to się skończyło. Lecz na jak długo? Czy nie postanowisz za jakiś czas wrócić i znów zmienić wszystkiego? Czy nie spróbujesz zniszczyć spokoju, który właśnie panuje wokół codzienności?
|
|
 |
|
Chciałbym Cię przeprosić. W końcu szczerze i za wszystko co w życiu spieprzyłem, za wszystko co spieprzyłem pomiędzy nami. Przepraszam za kłamstwa, które wychodziły automatycznie jedynie dla Twojego dobra. Przepraszam za cały ból który sprawiałem Ci przez tyle lat, bo miałem sekrety których nie powinno pomiędzy nami być. Przepraszam, że nie ma mnie przy Tobie wtedy gdy mnie potrzebujesz. Przepraszam za wszystkie te chwile ciszy, bo chciałem, żebyś się ode mnie odzwyczaiła a tak naprawdę to ja Ciebie potrzebuję. Przepraszam za wszystkie te krzywe akcje w których miałem więcej nie brac udziału. Przepraszam za wszystkie złamane obietnice, za złe słowa, wypowiedziane w afekcie. Przepraszam za to, że byłem beznadziejnym przyjaciele ale kocham Cię, kocham Cie bo jesteś moją małą siostrą, dla której jestem w stanie zabić. Przepraszam za całe zło i dniw których pozwalałem Ci tęsknić. Przepraszam za dni w których zostawiłem Cię samą z tą chorą rzeczywistością. Przepraszam, wybacz mi mała.
|
|
 |
|
Pomiędzy dniem, a nocą. Myśli skupiam na wszystkim. Rozrzucam słowa na każdą stronę. Staram się porządkować uczucia w sercu. Tworzę chaos w duszy, ale nie czuję się z tym źle, a wręcz przeciwnie. Coraz bardziej potrzebuję tego... Właśnie bałaganu, który w sobie robię. Uwalniam poprzez to złą energię, pozbywam się złych emocji, wspomnień. Nabieram innych, nowych barw. Urozmaicam swoją rzeczywistość. Nie przekraczam starych barier...Idę dalej, mieszając sobie w sercu, ale nie tworzę wątpliwości, które obiegają moją głowę. Zachowuję się spokojnie, naturalnie. Tworzę coś innego, nowego. Buduję nowe życie, tworzę nową ideę własnej osobowości. Cieszę się tym co mam, bo jestem kimś innym teraz. Stałam się dojrzalszą osobą o te doświadczenia. Czuję się dobrze, czuję się bezpieczniej w tym co mam, w tym co stworzyłam.
|
|
 |
|
Piątkowy wieczór a nawet i noc, telefon położony na blacie w barze zaczyna wibrować. Rzucam okiem na wyświetlacz i widzę jej imię. Waham się jednak po chwili biorę telefon i wychodzę. Odbieram i czekam na jej słowa, jednak jedyne co wyłapałem to ciszę, która nie była niezręczna, była wyrazem po wątpienia w to co uczyniliśmy, była wyrazem tęsknoty za bliskością naszych ciał i dusz. Nie wytrzymuję i znudzonym głosem pytam co chciała. Odpowiedziała, że tęskniła za barwą mojego głosu a ja już zacisnąłem dłoń w pięść. Kocham ją, ale każde z nas układa sobie powoli życie. Ona u boku dobrego, bogatego i dbającego o nią mężczyzny a ja w tym czasie lecze serce które jest na kacu miłosnym od czasu naszego rozstania. Lecze umysł z jej obrazów bo nadal się zabawia ze mną i ukazuje jej postać przed oczyma. Pytam czy jest szczęśliwa i czekam na jakiś znak bym mógł zainterweniować ona jednak spokojnym i radosnym głosem komunikuje mi, że takiego życia pragnęła. Spokojnego, bezpiecznego, stabilnego.
|
|
 |
|
Czasami jest tak chujowo, że pozostaje mi przyjść z pracy, rzucić bluzą w kąt i otworzyć piwo kładąc się do łóżka. Czasami nie kończy się na piwie, bywa, że to nie wystarcza, wtedy wpada współlokator z butelką Bolsa i pijemy ją na dwóch z gwinta. Patrzę na niego i widzę to samo co u siebie. Ból duszy i serca, stracił swoją damę za którą był w stanie oddać swoje życie. Stracił sens, miłość, motywacje i wole walki. Stracił to co było mu najbliższe. Wtedy chwytam go za ramię, symbolicznie okazując swoje wsparcie i uśmiecham się szczerze tłumacząc mu, że nie jest sam a życie toczy się dalej i nie raz stanie na jego szczycie by sięgnąć po upragnione szczęście. Również chwyta mnie za ramię i czuję że mam kompana w odwiecznej walce o przetrwanie złych chwil. Patrzy na mnie i smutek zamienia się w śmiech, wie, że mówię szczerze ale sam w te słowa nie wierzę. Ma świadomość tego że upadłem i przegrałem, że przegrałem swoje istnienie bez chęci ruszenia na przód.
|
|
|
|