 |
|
miliony razy powtarzał, że mu zależy. prosił, bym dała mu szansę. stałam, wpatrzona w Niego obojętnie. odmawiałam. za każdym razem słyszał ode mnie słowa: ' nie, daj sobie spokój'. walczył, długo. raniłam Go najmocniej jak tylko potrafiłam. bawiłam się Nim jak lalką. był na każde moje skinienie. dzisiaj Go nie ma. raz w życiu odpowiedziałam mu 'tak', na pytanie, które pamiętać będę do końca życia: 'nie mam z Nim szans?'. nie miał, absolutnie żadnych. dziś, przechodząc obok mnie, nie jest w stanie nawet uśmiechnąć się do mnie. a gdy od czasu do czasu odezwie się - zawsze czuję ten żal bijący od Niego, i mam świadomość, że postapiłam źle - ale była to pewnego rodzaju ochrona. chroniłam Go przed pocałunkami, w których wyobrażałabym sobie Jego jako kogoś innego. chroniłam Go przed dotykiem, przy którym ja czułabym całkiem inne ciało, i inną osobę. chroniłam Go przed całkowitym zniszczeniem - takim, przez które przeszłam ja. / veriolla
|
|
 |
|
nie chciałam wiele. potrzebowałam tylko prawdy. kilku minut szczerej rozmowy - bez zahamowań, sekretów, i odwracania wzroku. czy to tak wiele prosić Cię o prawdę, po tych wszystkich nieprzespanych, i poświęconych Ci nocach? po każdej rozmowie, i każdym zrozumieniu? czy na prawdę nie zasługuję na szczerość? na kilka zdań wyjaśnień? czy na prawdę tak mało znaczyłam, by traktować mnie jak przedmiot - odstawić na bok, bo akurat teraz nie jest potrzebny?! / veriolla
|
|
 |
|
Nawet nie wiesz jak żałośnie czuję się pisząc te wszystkie bzdety poniżej, wiedząc że Tobie przez głowę nie przechodzą żadne myśli związane ze mną.
|
|
 |
|
Wiesz co jest najgorsze? Że nawet po tym wszystkim wiem, że przyjęłabym Cię z otwartymi ramionami. Z jednej strony chcę żebyś wiedział, że możesz mi ufać, możesz na mnie liczyć, przede wszystkim chciałam być Twoją przyjaciółką. Z drugiej strony - nie chcę z Tobą rozmawiać, patrzeć na Ciebie, myśleć o Tobie - może duma mi nie pozwala. Zresztą dziwisz się? Jak Ty byś się zachował po tym, jak ktoś zostawiłby Cię pare razy, podczas gdy Ty mógłbyś za tą osobą wskoczyć w ogień? I to właśnie duma nie pozwala mi znów o to walczyć. Kurwa, ile można. Tym razem to już nie moja kolej, kochany.
|
|
 |
|
To tylko pare z tych wspomnień, które rozsadzają mi głowę. Wiesz, mogłoby ich być o wiele więcej, do cholery - są wakacje. I patrz, zmarnowaliśmy szansę, żeby przeżyć coś naprawdę wspaniałego. W każdym związku zdaża się kryzys, chwilowa nuda, niezrozumienie. Ale warto walczyć, kurwa, warto. Choćby dla takich małych chwil. Takich chwil, gdzie czujesz, że żyjesz i masz dla kogo się starać. Ty wolałeś kończyc to po każdej kłótni, ja wolałam naprawiać. Ale wiesz... Ja już nie chcę. Nie mam siły walczyć, skoro nie chcesz, żeby mi się udało.
|
|
 |
|
Pamiętam jak zamawialiśmy razem pizze i jak zwykle było "ty mówisz". Jedzenie... następny odrębny temat. Jak tylko do mnie przychodziłeś, pierwsze gdzie szedłeś to kuchnia. Pamiętam jak mi zjadłeś połowe obiadu, tego takiego dobrego kurczaka z patelni... Albo jak jedliśmy razem rosół i czułam się wtedy tak, jakbyśmy mieszkali ze sobą conajmniej 30 lat i właśnie ugotowałam Ci obiad.
|
|
 |
|
Pamiętam jak za pierwszym razem, kiedy przyjechałeś do Pleszewa, najebani szliśmy po środku ulicy co chwilę zatrzymując się, żeby się całować. Tak, to było wtedy kiedy Bizan zaliczył zgona a Kacha sikała ze mną w pokrzywy. Pamiętam jak za drugim razem bałam się o Ciebie, jak przyszli tamci. Wiesz, to tak jakbyś bał się, że stracisz wszystko
|
|
 |
|
Siedząc sobie na łóżku, patrzę przez okno. Wszędzie ciemno. W sumie nic w tym dziwnego, jest wpół do trzeciej w nocy. Od paru dni, tygodni nie zasypiam wcześniej niż o 5 rano. Patrzę przez to okno. Czuję się tak jak wtedy, kiedy nasłuchiwałam czy ojciec już śpi, żeby na palcach zejść po schodach i wybiec do Ciebie. Jak wychodziłam wtedy w nocy, czułam taką wolność. Szłam sama po ulicach, nie ważne czy padało, grzmiło, było zimno w pizdu - ja szłam, a chęć nadawała mi myśl, że zaraz pocałujesz moje zimne usta. Jak wracałam o piątej nad ranem, pamiętam, słychać było jak ptaki ćwierkają. Patrzyłam wtedy w niebo, zaciągałam się tym świeżym powietrzem i myślałam: jestem tak cholernie szczęśliwa. Pamiętam jak ciepło robiło mi się na sercu, jak martwiłeś się o to, czy bezpiecznie dojdę do domu. Tak, przy Tobie czułam się bezpiecznie.
|
|
 |
|
prawdopodobnie? straciłam sens, a wraz z nim straciłam chęć do życia, do tej monotonności, której przeważająca część to teren bólu, nie bólu głowy czy żołądka, bo to nic takiego, a ból serca. wewnętrzny ścisk, kłucie jakby wbijano Ci kolejny tysiąc tępych ostrzy. wiesz, czasami naprawdę nie wiem czego jeszcze mogę spodziewać się od życia, co jeszcze mnie czeka, i jedyne nad czym się zastanawiam, to to czy chcę w ogóle się tego dowiedzieć, czy chcę przeżyć przyszłość. / endoftime.
|
|
 |
|
Nie chcę wierzyć w słońce tuż po burzy, bo nadzwyczajnie go nie potrzebuję, nie potrzebuję ciepła jego promieni, ani tego, że znów będzie na parę chwil, by o zachodzie niepostrzeżenie zniknąć. Nie potrzebuję nadziei na lepsze jutro, definicji szczęścia czy sprostowań uczuć, nie potrzebuję niczego, bo dziś, nie mam już nic. / Endoftime.
|
|
 |
|
Bywało, że serce było jedynie marginesem, tym nic nie znaczącym, potrzebnym by zapisać zaledwie parę wątków, których równie dobrze mogłoby zupełnie tam nie być. Uczucia? Sterta kurzu, syf gromadzący się gdzieś pomiędzy, nigdy nie uważałam, że potrafię im podołać, nigdy też nie dzieliłam się nimi, bo nadzwyczajnie nie było po co. A szczęście? To parę reguł, sprostowań w życiu, bez terminowej definicji, bez zaprzeczeń i skrupułów, dziś go nie ma, bo szczęściem był On. / Endoftime.
|
|
 |
|
Noc, plaża, szum pobliskiego morza, arkadia uczuć, kiedy jego zapach tak delikatnie drażnił mój przełyk, a jego dłoń swobodnie ściskała w sobie moją, nieco mniejszą. Swoboda myśli, łamane granice, parę szybszych oddechów, kolejna wymiana, na nowo czułam, że mam go tylko dla siebie, że pomimo tego jak wiele nas dzieli, mam go wciąż obok. / Endoftime.
|
|
|
|