 |
|
"uwielbiam ten moment kiedy patrzę głęboko w chmury, widzę jak obłok z obłokiem tworzą jedność, wtedy odrazu mam na myśli nas. zamykam oczy a Ty do ucha zaczynasz mi szeptać i mówisz o swoich uczuciach do mnie przy których gubię swoje myśli. spoglądam ponownie na niebo i krzyczę 'kurwa ale jestem szczęściarzem' przyczym Ty zamieniasz sie w słońce i sie uśmiechasz. od tej chwili dodałem warunek życia- oddam Cie za bezcenność mojego serca. czyli nie oddam nigdy."-dla.niej
|
|
 |
|
Odchodzić dla czyjegoś dobra to tak jakby komuś wbić sztylet w serce tłumacząc, że zimne ostrze załagodzi ból.
|
|
 |
|
Nie ma czegoś takiego jak nowy początek, trzeba żyć ze świadomością popełnionych błędów.
|
|
 |
|
Jeżeli chociaż raz zatęsknisz to znak, że moja misja właśnie została spełniona.
|
|
 |
|
I po cholerę nam to było? Czemu wtedy znaleźliśmy się w tym samym miejscu? Po co na siebie spojrzeliśmy? Po co rozmawialiśmy? Niepotrzebnie podtrzymywaliśmy kontakt, a potem jeszcze chwyciliśmy się za dłonie, idioci, wielcy idioci. Po co nam to było? Tak pięknie mówiliśmy, a teraz nie stać nas na głupie "cześć". Wiem, że to okrutne, ale dziś? Dziś wolałabym Cię nigdy nie spotkać, przepraszam./esperer
|
|
 |
|
Byliśmy młodsi. Kiedy trzymałam Cię za rękę, ogarniał mnie paniczny lęk, bo oto miałam w dłoni cały mój świat i tak bardzo bałam się, że nie zdołam go utrzymać. Nie radziłam sobie z tą odpowiedzialnością. Kochałam Cię, chyba nadal kocham, ale przestraszona byłam mocniej. Chciałam być idealną dziewczyną a potykałam się na każdym kroku. Odeszłam, nawet nie dając Ci szansy na powiedzenie, że takiej mnie właśnie potrzebujesz. Teraz jesteśmy starsi, nie ma w nas tej naiwności i patrząc wstecz widzę, że nasza miłość była perfekcyjna. Taka niewinna, taka szczera. Teraz każde z nas kombinuje, mówi, że kocha, a nawet to nie zauroczenie. Zepsuliśmy to. Zabiliśmy to dziecko, dokonaliśmy aborcji na tej miłości. Wyskrobaliśmy uczucia z naszych serc. Patrzymy na siebie jakoś tak obco, wiemy, że coś, gdzieś, kiedyś, ale w świecie dorosłych liczą się zyski, a nie trzymanie za rękę./esperer
|
|
 |
|
zamknę oczy i na jakiś czas zniknę, dobrze? zwyczajnie zasnę umykając przed całym tym złem, które zaczęło mnie otaczać. a Ty? obudź mnie, gdy wszystko stanie się proste. obudź, gdy szczęście znowu zapuka do naszych drzwi. zbudź czułym pocałunkiem i opowiedz wszystko co mnie ominęło, opowiedz ze szczegółami nie pomijając niczego. tylko nie rób tego teraz, dobrze? jeszcze nie czas, jeszcze nie pora. teraz widzę jak wszystko się burzy, teraz czuję jak tracę kontrolę. daj mi czas, a budząc się narodzę się na nowo.
|
|
 |
|
Będziesz mnie pamiętał, zawsze będę plątała się w Twoim życiu, to nie złośliwość, to przyzwyczajenie, będę obok, a Ty będziesz miał mnie na oczach, niekoniecznie z własnej woli, po prostu będę, nie uda się tego zmienić. / nieracjonalnie
|
|
 |
|
krople deszczu cichutko uderzają o parapet, a ja siedzę owinięte szczelnie kocem, pogrążona w myślach. ciemność wypełniła już każdy kąt pokoju, ale dzisiaj mi to nie przeszkadza, dzisiaj ciemność jest we mnie. nie płaczę, nie krzyczę, po prostu tępo wpatrzona w ścianę czuję przeraźliwą pustkę. moje ciało oplecione chłodem drży i nie ma nikogo, kto mógłby mnie przytulić, otulić, ukryć. w głowie setki obrazów, a w sercu chaos. nie umiem już sobie poradzić z tym wszystkim, nie umiem wrócić do punktu, w którym byłam tak bezgranicznie szczęśliwa, w którym nie miałam żadnych wątpliwości. zaczynam narzekać i użalać się nad swoim losem, a przecież obiecałam, przyrzekałam, że już nigdy nie okażę słabości. wpijam paznokcie w łydki i staram się uspokoić oddech, staram się zrobić porządek, staram się nie rozpaść, nie dzisiaj, nie teraz. bo kto mnie poskłada? kto złoży mnie w całość?
|
|
 |
|
krzyczał, tak przeraźliwie krzyczał, a jego głos odbijał się echem o ściany korytarza. bałam się, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, nie wiedziałam czy mam kryć się przed ciosem czy może umknąć przed jego osobą do pokoju. wpadł w furię, widziałam jak w jego oczach majaczy nienawiść, jak alkohol dodaje mu nienaturalnej siły. krzyczał, że jestem tylko problem, że jestem nic niewarta, że idiotka, to dobre określenie na moją osobę. nawet nie umiem opisać co wtedy czułam. żal? ból? nienawiść? a może zwyczajną pustkę, w końcu tyle razy było mi dane słuchać podobnych obelg. patrzyłam na jego twarz, ale nie widziałam w nim ojca, nie widziałam mężczyzny, który kilkanaście lat temu był całym moim światem. stał się obcą osobą, tyranem, od którego jak najszybciej pragnę się uwolnić.
|
|
 |
|
Ja już się nie smucę. Ja od razu rezygnuję./esperer
|
|
|
|