Od zawsze podejrzewałam, że mam jakieś masochistyczne zapędy, ale dziś jestem już o tym w pełni przekonana. Świadomie godzę się na rzeczy, które sprawiają mi psychiczny ból. Znowu karmię się przeszłością, chociaż obiecałam sobie, że przestanę wracać. Nie umiem. Nie pozwala mi na to zalegający jeszcze w żyłach czysty realizm, który niekiedy przechodzi w ten pieprzony pesymizm. Wróciłam. Wrócił chaos. Znowu wszystko wypada z rąk, a czas przepływa między palcami. Skracam noce, wydłużam dni. Nieszczęsny czas. Zawsze przeciwko mnie. Chociaż nieudolnie próbuję wepchnąć w moją rutynę szczyptę tego optymizmu, troszeczkę świeżości i nowości. Jak zwykle szło mi dobrze, ale do czasu. Jedno małe potknięcie ściąga za sobą całą lawinę. Może gdybym była na to przygotowana? Nie... To nic by nie dało i tak.
|