Potrzebuję granicy, wyraźnej definicji, jednoznacznej, grubej linii gdzie sen, a gdzie jawa. Czemu nie dziwi cię to, że pierwsze bywa skrajnie lepsze i nadzwyczajnie złe w porównaniu z tym drugim? Czemu nie dziwi cię wczoraj, nie zaskakuje jutro? Przecież kto wiele ma, ten może wiele stracić. Przecież! I mimo, że wszystko inne płonie ogniem, ja wciąż pękam z bólu, strasznego bólu, ze sprawiającego ból strachu. Nie chcę nigdzie iść, słyszeć kolejnego krzyku, poruszającej się z pośpiechem wskazówki. I biorę to wszystko w kieszeń i ruszam w dalszą drogę.
|