|
Szli chodnikiem, trzymając się za ręce, śmiejąc, rozmawiając. Niemal każdy uśmiechał się na ich widok. Miłość i szczęście biło od nich z daleka. To było widać. - Gdzie idziemy dalej? - spytała, gdy dotarli do skrzyżowania. - Prosto - odparł. Czekali aż wszystkie samochody przejadą, ale ten 'sznur' zdawał się nie mieć końca. - Przebiegniesz? - spytał ją. - Boję się, że wpadnę pod samochód - odpowiedziała cicho. - Nie bój się mała - szepnął. Rozejrzał się, wziął ją na ręce i wszedł pewnie na ulicę. W momencie wszystkie samochody zwolniły, by pozwolić zakochanym przejść. - Wariacie, nie strasz mnie tak - powiedziała wystraszona. - Spokojnie, mała. Nie pozwoliłbym na to, żeby stała Ci się jakakolwiek krzywda - szepnął jej do ucha, po czym ucałował jej rumiany policzek
|