 |
|
Jestem ciekawa jaka dziewczyna zajmie moje miejsce przy Twoim boku. / napisana
|
|
 |
|
Zastanowiłeś się chociaż przez chwilę czy żałujesz, że straciłeś coś o czym inni mogą tylko pomarzyć? / napisana
|
|
 |
|
Tak, to prawda. Zazdroszczę im, bo mają coś czego ja nie mam. Mają prawdziwą miłość. / napisana
|
|
 |
|
Pół nocy płakałam, ale budzą się rano wiedziałam, że to będzie kolejny dzień, w którym muszę się uśmiechać. Sztucznie, ale jednak się uśmiechać. / napisana
|
|
 |
|
A ja głupia ciągle boję się, że go stracę i że wszystko przepadnie, a tak naprawdę przecież już dawno go straciłam. / napisana
|
|
 |
|
Walczyłam ze sobą przez tyle tygodni, by dziś stwierdzić, że znów wylądowałam na początku tej mozolnej drogi. Dziś znów czuję się tak samo źle jak w chwili, w której mówił, że to koniec, a od jutra znów będę próbowała nad sobą pracować. I to jak syzyfowa praca, bo czuję, że jeszcze niejednokrotnie będę wracać do punktu wyjścia. / napisana
|
|
 |
|
Istotka, która ma sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Niebieskooka, brązowowłosa istota, która kocha tak potężnie, że toksyczność uzależnienia trwa w niej od kilku dobrych lat. Istota, która uzależniła się tak mocno, że nie istnieje na świecie taka moc, która zdołałaby to zniszczyć. Istota, mała istota człowiecza, która uznała świat za ruinę wspomnień miłości zaprzyjaźnioną z cierpieniem. Istota, która chce kochać, ale nie potrafi zrzucić z swych ramion ciążącej na niej przeszłości. Istota, która marnuje swoje życie z każdym wdechem, spojrzeniem zawierającym w sobie stuprocentowy ból. Istota, która cierpienie uznała za swoją matkę, a płacz był jej bratem, który zawsze ją dobijał. Istota, która została pozbawiona jakiegokolwiek cholernego sensu życia. Istota, która ma przy sobie tylko złudne, niszczące ją emocje- nic po za tym. Istota, która się zgubiła drogę, kierując swoje stopy w złym kierunku. Istota, która potrzebuje Twojej pomocy, zrozum to w końcu.
|
|
 |
|
Znowu złego coś doskwiera, korci, wierci w brzuchu dziurę. Głośno krzyczy, dużo płacze, zaraz jadem Cię zatruje. Ostre cięcia, jakby nożem zadane z głębi duszy. Paraliż, amnestia, nagła śmierć podłych katuszy. Krew, łzy i pot, nie do zniesienia ból. Drwiłeś z miłości? Teraz zamiana ról. Prosisz o litość, błagasz resztką sił, ale krzyk jest głuchym echem- z bólu będziesz się wił. Własną krwią się dławisz i cholernie się dusisz. Zaczynasz się poddawać, chyba jesteś już głuchy. Postać podchodzi do Ciebie cichym dreptem, słyszysz przy uchu jak mówi do Ciebie szeptem. "Umieraj, prędzej samotność to Twój mentor. Nie masz już nikogo, nie masz nic- znikaj prędko". Nie potrafisz powstać, by unicestwić śmierci zmorę. Nagły bezdech, krótka chwila- nie masz sił, to już koniec.
|
|
|
|